ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2021 nr 280
21 Pro Medico • czerwiec 2021 dr n. med. Emilian Kocot byłyordynatorOddziału IntensywnejOpiekiKardiolo- gicznej iKardiologiiOgólnej wSosnowcu.KawalerMedalu GloriaMedicinae. Jak zostałem lekarzem W 1954 r. zostałem studentem Wydziału Lekarskiego Śląskiej Akademii Medycznej im. L. Waryńskiego w Rokitnicy Bytomskiej, powołanej do życia w 1948 r. W indeksie widnieją podpisy profesorów Mariana Garlickiego JM Rektora i Stanisława Juźkiewicza, dziekana wydziału lekarskiego. Byłem jednym z oko- ło tysiąca przyjętych na I rok akademicki. Wiek przyjętych wahał się od spóźnionych przez okres wojny i okupacji roczników z lat 20. XX w. do kilku 16-letnich świeżo upieczonych maturzystów. Wśród „spóź- nionych” przeważała płeć męska różnych zawodów: nauczyciele, kolejarze i inni np. leśnik, mających rodziny i dzieci, wśród nich zasłużeni społecznicy i działacze par- tyjni oraz kilku żołnierzy kończących służbę wojskową. Sądząc po mojej 30-osobowej grupie ćwiczeniowej, parytet był utrzy- many, dziewczyn było nieco ponad 50%, wmniej zróżnicowanymwieku. BURZLIWE ŻYCIEWAKADEMIKU Zamieszkanie w wieloosobowych poko- jach, żywienie w stołówkach, wspólne sanitariaty i kuchenki na piętrach... Pokoje wyposażone w łóżka szpitalne, mały stół i szafęubraniową.Mimobraku radia (telewi- zjiniebyło),atmosferawDAgłośna,również nocą z różnych powodów, np. grywbrydża, korzystania z prysznica, gotowania kola- cji. Przydział pokoju odbył się na zasadzie kolejności alfabetycznej. Zamieszkałem więc z kolegami o nazwiskach zaczyna- jących się na literę K: Kamiński, Kandora, Karoń, Kocot, Kowalski, wszyscy z tej samej grupy ćwiczeniowej (szóstej). Jak się nieba- wem okazało, w pokoju byłem najmłodszy (16-letni). Mieciu, żonaty i starszy o 14 lat, kolejny Karol – 10 lat, Józek – 8 lat, a Idzi – o 3 lata. Karol pochodził z okolic Zawadzkie- go i mówił gwarą śląską. Poznawaliśmy się, prowadzone w pokoju rozmowy kończyły się stwierdzeniem Karola: Emil, tyś najmłod- szy idź do sklepu i przyniyś butelkę gorzołki. Była składka, zdarzyło się, że kilkakrotnie to polecenie wykonałem. Nie było „klimatu” do pijaństwa, nauki i zajęć dużo. Karol, Mieciu i Idzi – jak się okazało, byli członkami partii. Karol rzeczo- wy i „chodzący po ziemi” często mówił: „ja, chłopy, trzeba się uczyć, a nie pier...lić głod- nych kawałów” i, paląc kolejnego papierosa, zabierał się do nauki. W okresie„odwilży”, już jako student III roku mieszkałemwV DAwZabrzu przy ul. Curie- -Skłodowskiej. Skład osobowy pokoju: Andrzej Kowal, Zbyszek Król, Bogusław Kołoch i ja. Skład z grupy, już przez nas dobrany, wiedzieliśmy „kto zacz”, jakie ma wyniki w nauce, mieliśmy do siebie zaufanie, w styczniu 1958 r. założyliśmy „Kronikę pokoju 68”. W okresie „przebu- dzenia” nadrabialiśmy nieosiągalne (przed 1956 r.) braki w historii i szeroko pojętej kulturze, uzupełnialiśmy znajomość lite- ratury, zwłaszcza popularnonaukowej, a nawet filozoficznej, toczyliśmy zacięte dyskusje światopoglądowe i polityczne. Staliśmy się bywalcami księgarń i miejskiej biblioteki wZabrzu. Dla zilustrowania„pędu do poznawania”: w latach 1957-1959 „zali- czyliśmy” niemal całkowicie repertuary gli- wickiej operetki i bytomskiej opery, teatrów w Katowicach i Zabrzu, ciekawsze filmy śląskich kin, a także dyskusyjnego klubu filmowego „Złota Kaczka” w Zabrzu, wystę- py warszawskiej Stodoły w Katowicach, a w Zabrzu w kinie „Zorza” m.in. Mieczysła- wa Fogga, kabaretu „Syrena” z Krukowskim i Kwiatkowską na czele.Wpokoju korzystali- śmy z radia; wświetlicy pojawił się telewizor. W styczniu 1958 r. po raz pierwszy w dzie- jach akademii w akademiku pojawił się ksiądz z wizytą kolędową, niedługo potem z kolegami braliśmy udział w tworzeniu Duszpasterstwa Akademickiego i w konspi- racyjnych obozach wakacyjnych.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5