ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2021 nr 280
25 Pro Medico • czerwiec 2021 W pojedynkę pacjenta się nie uratuje Współczesnym okiem Joanna Andrzejewska radca prawny ŚIL PIERWSZEWPOLSCE, DRUGIEWEUROPIE Historia polskiego pogotowia ratunkowe- go niestety także zaczyna się od ludzkiej tragedii. W październiku 1890 r. w Krako- wie w kamienicy przy Rynku Głównym 10, gdzie mieścił się skład benzyny firmy Hen- ryka Kretschmera, wybuchł pożar. Dwóch praktykantów zostało ciężko poparzonych, sam Kretschmer uwięziony wpiwnicy zmarł w wyniku zaczadzenia. Kilka tygodni póź- niej pożar zniszczył aptekę Wiśniewskiego na Stradomiu, a dwie osoby w wyniku cięż- kiego poparzenia straciły życie. Nie dziwi więc, że rozpoczęła się publiczna dyskusja o potrzebie stworzenia w Krakowie pogoto- wia, tym bardziej, że takie istniało już w CK Wiedniu! Głównymi inicjatorami pogoto- wia byli: okulista Arnold Bennet, chirurg Alfred Obaliński oraz Wincenty Eminowicz, naczelnik Straży Ogniowej. Wielu wskazó- wek udzielił im dr J. Mundy i hr. J. Wilczek, wówczas prezes Wiedeńskiego Stowarzy- szenia Pogotowia Ratunkowego. W organi- zację od samego początku zaangażowana była Rada Miasta. Uchwalono stały fundusz na utrzymanie pogotowia oraz przydzie- lono lokal: dwa pomieszczenia na parterze budynku Zawodowej Straży Ogniowej przy ulicy Kolejowej (dzisiejsza Westerplatte). Jedno pomieszczenie zajmowało ambula- torium, drugie było poczekalnią i pomiesz- czeniem dla dyżurnych. Dyżury (do 1904 r. nieodpłatne) pełnili studenci medycyny wyższych latWydziału Lekarskiego UJ. Tabor stanowiła jedna dwukonna karetka sanitar- na oraz pięć sztuk noszy. 6 czerwca 1891 roku oficjalnie rozpoczęło działalność Kra- kowskie Ochotnicze Towarzystwo Ratunko- we. Symbolem towarzystwa był biały krzyż na niebieskim tle. Idąc w ślad za Krakowem, podobne insty- tucje powstały m.in. we Lwowie (1893 r.), wWarszawie (1897 r.), Łodzi (1899 r.), Wilnie (1902 r.) i Lublinie (1917 r.). WŁASNOŚĆ PRYWATNA O ile pogotowie krakowskie było utrzymy- wane przez Radę Miejską, to Towarzystwo Pomocy Doraźnej Lekarskiej w Warszawie było własnością prywatną! Jej właścicielami byli Konstanty hr. Przeździecki i lekarz Józef Zawadzki (ponad 30 lat później powołał Polski Komitet do Spraw Ratownictwa, któ- rego celem było rozwijanie idei ratownic- twa i koordynowanie akcji ratowniczych na terenie całej Polski). Pogotowie utrzymy- wało się głównie ze składek społecznych, dobrowolnych datków, opłat ubezpieczalni społecznej za transport chorych, a także pomoc domową osobom niesprawnym 6 czerwca mija 150. rocznica utworzenia Krakowskiego Ochotniczego Towarzy- stwa Ratunkowego, czyli zrębów ratow- nictwa medycznego. To dobra okazja, żeby przyjrzeć się z bliska ludziom, któ- rych wiedza, doświadczenie i szybkość działania decydują czasem o utrzymaniu życia lub jego końcu. W rozmowach zarówno z ratownikami medycznymi, jak i lekarzami o ich wzajem- nych relacjach, jak mantra powtarzają się słowa: zespół, zaufanie, współpraca. W róż- nych kontekstach – także w zakresie ich braku. Pojawiają się również kompetencje, kwalifikacje, pokora. O ratownikach lekarz jeżdżący w „S”-kach mówi: bardzo dobrze wyszkoleni fachowcy, świetna znajomość aparatury, doskonale radzący sobie w trudnych sytuacjach. Jedno- cześnie, część ratowników zdecydowanie woli jeździć w karetkach „P”. Dlaczego? Bo z reguły tam jest szansa na stworzenie prawdziwego zespołu opartego na wzajemnym szacunku. Jakto? – pytam– tolekarzewasnieszanują?– Czasemwyraźniedająodczuć,gdziejestnasze miejsce. Pytam lekarza, czy miewa sytuacje kon- fliktowe z ratownikami. Nie zdarzyło mi się – słyszę. – W moich zespołach nigdy nie było ambicjonalnych czy kompetencyjnych starć. W tej pracy dobra współpraca to podstawa, bez niej trzeba zmienić zespół. Czyli autorytet konsoliduje zespół. Ponoć świetnie układają się relacje z leka- rzami ze specjalizacją z medycyny ratunko- wej. Gorzej z tymi, dla których „pogotowie” to mniej lub bardziej sporadyczne źródło dochodu, a także z tymi, dla których proble- matyczne okazuje się to, że ratownik lepiej radzi sobie z ultranowoczesną aparaturą, będącą na wyposażeniu karetki, a różniącą sięod tej, na której lekarz pracujena codzień w swoimoddziale. Od czego zatem jest lekarz? A od czego ratownik? Tu wydaje się, że jest pełna zgo- da. Ratownik działa, ma doskonałe umiejęt- ności manualne. Lekarz analizuje. Ratownik świetnie zna procedury ratownicze; lekarz ma prawo je zmodyfikować, indywiduali- zując postępowanie w konkretnym przy- padku. Źródłem konfliktu okazuje się być złe działanie systemu. Ratownicy i lekarze muszą działać razem, choć ustawodawca przyznał im różne zakresy tych działań. Co stanowi siłę? Partnerski zespół bez wro- giego patrzenia sobie na ręce. Lider, ale wciąż pozostający członkiem zespołu. Wza- jemne słuchanie się, w miejsce kategoryzo- wania. Dostrzeżenie, że mam uprzedzenia, o które posądzam drugą osobę. Bo warto pamiętać, że w pojedynkę pacjenta się nie uratuje. i obłożnie chorym. Towarzystwo zatrudnia- ło 16 lekarzy i 9 sanitariuszy. Dysponowało 4 powozami i taborem11 koni. Poza noszami i sprzętem zabiegowym naj- ważniejszym rekwizytem zespołu ratowni- czego była... trąbka. Siedzący obok woźnicy sanitariusz w ten właśnie sposób sygnali- zował przejazd karetki. W końcu XIX wieku konne zaprzęgi straży pożarnej miały prawo galopować, natomiast zaprzęg karetki mógł jedynie biec kłusem, co wynikało z troski o pacjentów!W roku 1910 koni używano już tylko do przewozu chorych, a dowypadków wyjeżdżały wyłącznie samochody. ZŁOTE CZASY POGOTOWIA W II RP powstają kolejne stacje pogotowia, czasem jeszcze w oparciu o jednostki straży pożarnej.Wtymczasie zaczętowydawać tak- że miesięcznik „Ratownictwo”, który popula- ryzował wiedzę z zakresu udzielania pierw- szej pomocy oraz zasady postępowania w stanach nagłych. Wynalazek Bella ułatwił sprawną łączność i natychmiastowe infor- mowanie o wypadkach. W 1927 r. wypraco- wany został schemat i zasady organizowania pogotowia prawie we wszystkich większych miastach. II wojna przerwała dynamiczny rozwój ratownictwa medycznego opartego na zasadzie pomocy samarytańskiej.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5