ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2021 nr 280
7 Pro Medico • czerwiec 2021 NIEDZIELNE POPOŁUDNIE, 14 MARCA Telefon. – Jedziemy na MCK. Szykuj się. – Kiedy? – Dziś o 18.00. – Roger. Szpital tymczasowy w Katowicach w potrzebie. Brakuje doświadczone- go personelu. Alarmowo ściągają nasz zespół. Lekarz, ratownicy, technicy. Zapra- wieni w walce z covidem od czasów Czer- nichowa. Szlak bojowy przez Jaworzno i Piekary Śląskie. Pierwszy szok. „To nie ebola, tu wystarczy fartuch barierowy”... GODZINA 19.00. ŚLUZA CZYSTA Kombinezony, pełnotwarzowe maski, dwie pary rękawiczek, oklejamy się szczelnie taśmami, trzecia para na górę, do szybkiej zmiany. Kilka osób w śluzie przygląda nam się ze zdziwieniem. Później, po wizycie u pielęgniarki epidemiologicznej, dowia- dujemy się, dlaczego. Zgodnie z przepisami –wystarczy fartuch barierowy. Nie rezygnu- jemy z pełnego zabezpieczenia. Na strefie równe rzędy łóżek, każde z literą i numerem, hala ciągnąca się, wydawałoby się, w nieskończoność. Przy każdym łóżku kardiomonitor, wspomagające oddychanie AirVo. Ponad setka aparatów robi ciągle bup, bup, bup. Przez całą dobę. Dla nas, którzy ratowali zakażone DPS-y i pod- opiecznych, często pozbawionych pod- stawowej opieki medycznej od miesięcy, środkami i metodami przypominającymi frontowy szpital polowy – to szok. Stacja kosmiczna. Robota, jak w każdym szpitalu. Higiena pacjentów, toaleta, kontrola parametrów, cukry, kroplówki, leki. Salowe są dwie na... 140 pacjentów. Ratownicy, pielęgniarki, nawet lekarze zajmują się komplekso- wo każdym. Cały czas w pełnym tempie, od łóżka do łóżka. – Podejdź na E12, trzeba zmienić pamper- sa, potrafisz? Możesz zrobić cukry na B06? Podłączysz kroplówkę? Zrobisz nebuliza- cję? Zaniesiesz leki? Tylko przypilnuj, żeby połknął! Po drodze łapią cię inni pacjenci. Gdzie spojrzysz, ktoś macha i prosi o pomoc. Zaparowana maska, krótki oddech, mokro. Koniec pierwszej, trzygodzinnej zmiany. Trzy godziny pauzy i znów na oddział. Kolega spogląda na krokomierz. 20 tysię- cy. Schodzimy odsapnąć. Dekontaminacja. Rozklejam się i zdejmuję pierwszą parę rękawic. Z rękawówwylewa się pot. OKOLICE 7.00. PRZED WEJŚCIEM DO SZPITALATYMCZASOWEGO Wyczerpane pielęgniarki, salowe, ratowni- cy, czasem lekarze. Przed szpitalem na faj- ce. Rozmów niewiele. W grupie palaczy są też rozgadani. Od razu widać, że idą dopiero na zmianę. Kiedy zejdą po 12 albo wiecej godzinach, też nie będą mieli siły rozmawiać. To „nocka” będzie mówić. By za pół doby sytuacja się powtórzyła. Przychodzą studenci medycyny. Pełni energii, bo na studiach online nie mieli kontaktu z pacjentem. Patrzymy na nich i zastanawiamy się, czy o takiej medycynie marzyli. Ile dni jeszcze spotkamy na fajce młodych, pełnych energii ludzi? ŚRODEK NOCY, IZBA PRZYJĘĆ – Mamy zgon na F12. Możecie się zająć? Bo nie mamy ludzi. Zmęczeni bierzemy dwa worki, pojemnik z roztworem chloru i idziemy z ratowni- kiemgórniczym.Tunie zabezpiecza się ciał zgodnie z wytycznymiWHO. Niema zakle- jania otworów naturalnych. Worek, chlor, drugi worek, chłodnia. Mechanicznie bierzemy się do roboty. Obrót, podsunąć worek, drugi obrót. – Lej... Po oddziale roznosi się basenowa woń. Przypadkiem spoglądamw bok. – Kurwa, Andrzej... przestań... Wpatrzone w nas przerażone oczy innych pacjentów z okolicznych łóżek. Zapomnie- liśmy parawanu. To nie wojna i nie szpital polowy. Ci pacjenci wierzą, że wyzdro- wieją. Wierzą, że w nocy nie przyjdzie dwóch kosmitów z workami i nie zaleją ich chlorem. Nakazuję przewozić ciała przed chłodnię i tam zabezpieczać. Fot. Jacek Skorek
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5