ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2021 nr 280

Pro Medico • czerwiec 2021 8 REKORDY. GODZ. 19.00, PRZEDWEJŚCIEM DOSZPITALATYMCZASOWEGO Po 12 godzinach dniówki stoimy przed szpitalem na fajce. Podchodzi profesor. –Wchodzicie teraz? – Dopiero zeszliśmy z izby. – Kurczę... w systemie jest 140 karetek na wizytach covidowych. Inne szpitale pełne. Sporo przyjedzie do nas. Mogliby- ście zostać? Zacznie się pewnie około 22. Odpocznijcie szybko. Posiłek, krótka drzemka na pryczy, 22.00. Jesteśmy w gotowości. – Jeszcze spokój – dzwoni nampielęgniar- ka oddziałowa. Pół godziny później. – Jadą, chodźcie. Zaczyna się tuż przed 23. Jedna za dru- gą. Z całego województwa. W kilkanaście minut przed izbą stoi 8 karetek. Potem 10, 12... Pracujemy na dwa zespoły. Kolejka nie maleje. – Test pozytywny? Kiedy? Saturacja wyj- ściowa? Na tlenie? Na ilu litrach? Objawy od kiedy? Jakie? Parametry? Co podali- ście? Choroby? Alergie? Bierzemy. Saturacja 63 na 8 litrach. Na 15 było 68, ale w karetce kończy się tlen. Triage działa jak na SOR-ze. – Na które łóżko? – H06. Leć przygotować maszyny. Ustaw AirVo na 60 litrów. Do ratowników: –Wjeżdżamy! Prawie biegiem na oddział. Lewo, prawo, do wskazanego sektora. Łóżko czeka, maszyny gotowe. Podłączamy. Po kilku minutach pacjent stabilizuje się na 90. Ratownicy nam się kłaniają. Bardzo nisko. Stoimy zmieszani. – Dziękujemy wam bardzo. To było niesa- mowite. – Ale co? – Jesteśmy z Cieszyna. Jeździliśmy 12 godzin. Wszędzie nam odmawia- li. Przed szpitalami czekaliśmy po kilka godzin, żeby ktoś wyszedł. U was 6 minut od przyjazdu do podłączenia pacjenta. Ogromny szacunek – mówi jeden, ciągle się kłaniając. – Kurwa, tu jest jak w Afganistanie po ata- ku. Za żadne pieniądze nie chciałbym tu pracować. Robicie coś niesamowitego – dodaje drugi. Do 7 rano przyjęliśmy 49 karetek. DZIEŃ ZA DNIEM, NOC ZA NOCĄ Za chwilę kolejna zmiana. 12 godzin przyjmowania i wydawania. Wydawania są dwa rodzaje. Z wypisu, kiedy szczęśliwy pacjent przechodzi przez śluzę i szklane drzwi, machając na pożegnanie. I ten dru- gi. Kiedy przychodzi młody ratownik czy ratowniczka i pyta: gdzie macie worki? Potem kolejna osoba przynosi rzeczy oso- biste i w milczeniu robi spis do depozytu. Ten drugi przypadek ma jeszcze jeden typ gości. Pytają, gdzie znajdą pacjenta z danego łóżka, bo jest puste. A właśnie przyszła paczka od rodziny. Spóźniona. Przychodzi ratownik na izbę. Mina dość dziwna. – Co jest? – W workach w depozycie po zmarłych dzwonią telefony... KOLEJNY PEAK. IZBA PRZYJĘĆ. POCZĄ- TEK NOCNEJ ZMIANY Telefon od profesora. – Szykujcie sektor J. Zapowiada się gorąca noc. W półtorej godziny mamy 20 uzbrojonych łóżek. Na kolejne sprzęt trzeba pozyski- wać metodą rabunkową. Po wypisanych, po zgonach, po obchodzie z lekarzem dyżurnym i decyzji, komu co zabrać. Cze- kamy na karetki. Według różnych informa- cji ma być od 30 do 100. Pielęgniarek i ratowników nie przyby- wa. Pacjentów – owszem. Nie wiem, jak to wygląda od strony chorego. Ale sądzę, że kiedy kładą cię na pierwsze łóż- ko w nowym sektorze, po czym ratow- nicy z izby przyjęć przyjeżdżają z dru- gim, trzecim, dziesiątym, piętnastym, a wszystko co kilka minut, to może działać na wyobraźnię. Nie wiem. Przyjęliśmy 29. „Na chwilę” kładę się na kozetce. Umordo- wany, odpływam. Nagle czuję czyjąś obec- ność. Nade mną cztery osoby i lekarz. – Co się skradacie? – Karetki przyjechały. – Trzeba było budzić, a nie się gapić. – Baliśmy się, bo dopiero zasnąłeś. Za dziesięć siódma. Znów się nie uda wyjść o czasie. Trzy pierwsze tygodnie kwietnia – tyle akurat zliczyłem, czyli 1-21.04 – izba przy- jęć ogarnęła: 291 przyjęć pacjentów 256 wypisów pacjentów 143 zgony pacjentów. Fot. Jacek Skorek Fot. Jacek Skorek

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5