ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach czerwiec 2022 nr 290
15 Pro Medico • czerwiec 2022 Fot. Wiktoria Kot wej kariery. Jako mój opiekun, przyczynił się do ukształtowania mojego wizerunku jako lekarza. To, że mogłem się od nie- go uczyć, to mało powiedziane. Zarażał nas entuzjazmem, swoim podejściem do pacjentów, do pracy, do życia, warto było być blisko niego, bo Profesor, u któ- rego zaczynali swoje kariery profesorowie Franciszek Kokot, Leszek Giec, Jerzy Żmu- dziński, Andrzej Nowak, StanisławNowak, Barbara Zahorska-Markiewicz, Zbigniew Gonciarz, Maria Trusz-Gluza, Andrzej Mar- kiewicz, Janina Rybicka, Janusz Drzewiec- ki i wielu innych, uczył nas przede wszyst- kim rzetelności i pracowitości. Nigdy nie wymagał od nas tego, czego nie wymagał od siebie. Zwieńczeniem mojej wieloletniej pracy z profesorem było uzyskanie tytułu dok- tora nauk medycznych, a następnie dok- tora habilitowanego. To ostatnie stało się możliwe w powiązaniu z medycyną spor- tową. Zauważyłem, że biegacze po wysił- kumają bóle brzucha i wymioty. Chciałem zbadać tego przyczynę. Najpierw ekspe- rymentowałem na szczurach, ale to było za mało. Potrzebowałem eksperymentów na ludziach. W Polsce było to niemożliwe. Znów uśmiechnęło się do mnie szczęście, bo za ogromnym poparciem prof. Gibiń- skiego mogłem wyjechać do Szwecji i tam, w warunkach pełnego bezpie- czeństwa, wraz ze szwedzkim zespołem lekarzy przebadałem sześciu ochotników. Udowodniłem, że ciężki wysiłek fizyczny faktycznie powoduje dyskretne uszko- dzenia wątroby. Wówczas to było bardzo śmiałe i nowatorskie odkrycie. Interesowałem się dopingiem w sporcie. Otrzymaliśmy z prof. Gibińskim szansę i pieniądze na stworzenie pierwszej w Pol- sce i wyjątkowej w Europie profesjonalnej pracowni antydopingowej. Były lata 50., kiedy Katowicom przyznano organizację Mistrzostw Świata w Hokeju na Lodzie oraz Mistrzostw Europy w Lekkiej Atletyce. Automatycznie więc zaistniała potrzeba wybudowania takiego miejsca. Dla nas było to duże wyzwanie i udało się. Pamię- tam, że byliśmy z tego osiągnięcia ogrom- nie dumni. W latach 80. w Ochojcu budował się olbrzymi szpital, którego inwestorem było Ministerstwo Górnictwa. Zwróciłem się wtedy do prof. Gibińskiego o poparcie w staraniach o ordynaturę w tym miej- scu, powiedziałem: „Profesorze wysze- dłem ze szpitala górniczego i chciałbym do takiego szpitala wrócić”. Profesor Gibiń- ski niespecjalnie był z tego zadowolony, chyba widział mnie bardziej w medycynie sportowej, ale, jak to on, pozwalał nam na samodzielny wybór życiowej drogi. Jeśli coś sugerował, czynił to tak subtelnie, że namawiany nawet się nie orientował, że nie jest to jego własny pomysł. A potem pomagał, jak tylko mógł, w realizacji marzeń. Tak było wmoim przypadku. W końcu zostałem ordynatorem Oddzia- łu Chorób Wewnętrznych w Ochojcu. Zatoczyłem koło i znów mogłem wrócić do medycyny praktycznej, czyli mojej największej pasji – lekarzowania. Te lata to najpiękniejszy okres w moim życiu zawodowym. Fantastyczny zespół lekarzy i pielęgniarek pozwolił mi na przeżycie nie- zapomnianych chwil. Potem zostałem sze- fem Kliniki Geriatrii. Zresztą tam, w Ochoj- cu, wkrótce spotkało się wielu uczniów profesora Gibińskiego i można powie- dzieć, że choć w różnych specjalnościach i w innych klinikach, to tworzyliśmy grupę uczniów profesora Gibińskiego, naszego mistrza. Od niego m.in. nauczyłem się, jak kiero- wać zespołem, że praca to nie wszystko. Dlatego celebrowaliśmy takie drobne uroczystości, jak imieniny, rocznice, świę- ta. Wyjeżdżaliśmy razem, uprawialiśmy sporty. Byliśmy jak w rodzinie i choć nie zawsze było tak przyjemnie, bo konflikty też się zdarzały, to łączyła nas zawsze tro- ska o pacjentów. Tego najbardziej i najsurowiej prze- strzegałem, żeby lekarz potrafił słuchać pacjenta, rozmawiać łagodnie, przekony- wać i zawsze mieć dla niego czas. Kto się z tego wyłamywał, niestety musiał nas opuścić. Dziś, gdy rozmawiam z synem, też lekarzem, gdy zaglądam do dyżurek to widzę lekarzy nie przy łóżku chorego, a przy komputerach, zawalonych papiera- mi, jakimiś dokumentami i jest mi przykro, bo wiem, że na tym cierpią przede wszyst- kim pacjenci. A co bym polecił młodym? Żeby, jak ja, zaczęli od tej najtrudniejszej medycyny na SOR-ach i izbach przyjęć, tam, gdzie jest stres, walka z czasem, zmęczeniem i zniechęceniem. Niech zobaczą, czy ich na to stać? Czy wytrzymają takie życie, czy nie uciekną? Medycyna to jakże często walka z samym sobą i przeciwnościami losu, a nie tylko biały fartuch. Cały wywiad: https://www.youtube.com/ watch?v=spR8O__UhPQ&t=1528s NagrodzonyWawrzynemLekarskimdr hab. n. med. Eugeniusz Fojt.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5