ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach czerwiec 2023 nr 300

Pro Medico czerwiec 2023 11 dr Marcin Gacek adiunktw InstytucieFilozofii iSocjologiiUniwersytetu PedagogicznegowKrakowie Uporczywość, daremność, medycyna „Sprawy ludzkie nie idą aż tak dobrze, żeby się podobało większości to, co lep- sze” – pisał rzymski prawnik i polityk Seneka. Ponoć felietonów nie wolno zaczynać od cytatu. Tak przynajmniej radził Zbigniew Hołdys, felietonista legi- tymujący się wykształceniem. No cóż, Gombrowicz uważał, że wystarczy wie- dzieć, iż ryb nie je się nożem i widelcem, by móc w taki sposób ucztować. Wszak tekst ten traktuje o tym, kiedy można, albo trzeba, przenieść człowieka z ratu- jącego życie OIOM-u na oddział palia- tywny, w którym pomaga się już tylko (aż) godnie umrzeć. Jakie rozwiązania aksjo-normatywne zadowolą większość społeczeństwa oraz ukoją żal najbliż- szych? Temat to delikatny i łatwo tutaj przekroczyć cienką, czerwoną linię. Od kilku tygodni temat terapii daremnej zaprząta umysły wielu ekspertów i nie tylko. Wychodząc od semantyki, jak powiadają specjaliści (w tym na przykład, co ważne, już 26marca 2021 roku prof. dr hab. n. med. Radosław Owczuk, Puls Medycyny), tylko w języku polskim występuje pojęcie terapii uporczywej, co wprowadza nas wszystkich wbłąd. Synonimami przymiotnika uporczy- wa są m.in. wytrwała, dążąca do celu pomi- mo trudności. Sugeruje to podejmowanie działań ekstremalnie trudnych, ale z szansą na sukces. Terapia daremna (z ang. futile therapy) oznacza podejmowanie leczenia w przy- padkach beznadziejnych, często przedłu- żających stanwegetatywny (choć nie tylko). Medykom pozostaje określić, kiedy upo- rczywość przechodzi w daremność. I nie jest to proste, biorąc pod uwagę majestat śmierci i ból bliskich. Kwestia wkraczania lekarzy pomiędzy chorego a jego familię jest stara jak medycyna. I nic nie zdejmie z barków lekarzy ciężaru sztuki balansowa- nia pomiędzy procedurami a wymogami człowieczeństwa – na pograniczu medy- cyny i ludzkich oczekiwań. Jako socjologa, niepokoi mnie jednak co innego. Polskie społeczeństwo przypomina dwa wrogie obozy, w skrócie po-PiS i anty- PiS. Można mieć tylko nadzieję, że opinia publiczna uzna, że poważna i wrażliwa sytu- acjamęża pani marszałek ElżbietyWitek sta- ła się impulsem do zajęcia się tym proble- mem przez tak zacne grona, jak Naczelna Izba Lekarska, która 25 kwietnia bieżącego roku, stojąc na straży godności pacjenta, wydała jednoznaczne oświadczenie, popie- rające stanowisko Towarzystwa Internistów Polskich w sprawie terapii daremnej. Oby i ta, szalenie ważna, merytoryczna dyskusja, nie stała się – jak opisywał proces upolitycz- niania spraw pozornie apolitycznych socjo- log amerykański Talcott Parsons – zarze- wiempartyjnych swarów. W swoim felietonie sprzed pięciu lat zaty- tułowanym „Z piórkami w rzyci do polity- ki” (Lady’s Club nr 1/2018 rok), wykpiłem żale redaktora Jacka Żakowskiego nad brakiem obecności przywódców opo- zycji w wigilię Bożego Narodzenia 2017 roku, podczas czytania Konstytucji przed Pałacem Prezydenckim, co, według war- szawskiego dziennikarza, było przyczyną frekwencyjnej klęski tej inicjatywy. Swoją krytykę argumentowałem z grubsza tym, iż trzeba być socjologicznym analfabetą (inteligencji i innych rozlicznych zalet publi- cyście„Polityki”wszak niemożna odmówić), by liczyć na wielotysięczny tłum 24 grud- nia. Jedni z naszych rodaków uciekają z Polski właśnie po to, by uniknąć tradycyj- nego świętowania, utożsamianego przez nich z przymusem symbolicznym, drudzy zjeżdżają ze wszystkich zakątków świata do swoich krzątających się okołoświątecz- nie rodzin, gdyż uważają, że takiej atmos- fery, jak u nas w tym czasie, nie ma nigdzie na świecie. Wniosek. Niewielu odpowie na apel opozycji. Podobnie na styku życia i śmierci Polki i Polacy są podzieleni aksjologicznie. Jed- ni przyjęli już zachodni sposób myślenia, w skrócie uznający, że przy tak rozwiniętej medycynie można w zasadzie podtrzy- mywać życie bez końca. W konsekwencji pytają, kto będzie za to płacił i jaki sens ma życie bez czerpania radości z niego? (co w niektórych krajach Europy dopro- wadziło do akceptacji eutanazji). Dla drugich, życie jest święte od poczęcia do śmierci. Co więcej, odwołują się oni nie tylko do pojęcia cudu, ale do przypadków wychodzenia np. ze śpiączki po latach etc. Tylko infantylny obserwator może sądzić, że liderzy polityczni dwóch zwaśnionych ugrupowań politycznych nie spróbują wykorzystać tej polaryzacji. Nie wskazu- jąc nazwisk, zarówno jeden jak i drugi, udowodnili swoją biegłość w manipula- cji autorytetami akademickimi, nie tylko z zakresu prawa, ale i medycyny. Oczywi- ście nie mam tutaj na myśli tak wytraw- nych politycznie graczy jak marszałek Senatu profesor Tomasz Grodzki, którego wysiłki na rzecz dobra pacjenta, połą- czone z uporczywą walką o demokrację, są powszechnie znane. Wmomencie, gdy oświadczenia i dyskusje poważnych gremiów zbiegają się w czasie z dziennikarskimi śledztwami i jedno- znacznymi opiniami redakcji, powszech- nie kojarzonych z tą czy inną opcją, łatwo ubrudzić fartuszek autorytetu medyczne- go w politycznym szambie. A wtedy wielu pozostanie pójść już tylko do polityki z piór- kami, o pardon, ze stetoskopem. O sprawie tej piszemy także na str. 24. Medykom pozostaje określić, kiedy uporczywość przechodzi w daremność. I nie jest to proste, biorąc pod uwagę majestat śmierci i ból bliskich. Kwestia wkraczania lekarzy pomiędzy chorego a jego fami- lię, jest stara jak medycyna. I nic nie zdejmie z bar- ków lekarzy ciężaru sztuki balansowania pomiędzy procedurami a wymogami człowieczeństwa, na pograniczu medycyny i ludzkich oczekiwań.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5