ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach czerwiec 2023 nr 300
Pro Medico czerwiec 2023 24 Współczesnym okiem Łaskawy dawca śmierci współczesnego żołnierza, to oznacza, że każdy przedstawiciel zawo- dów medycznych jest gotów, zgodnie ze swoim powołaniem, bez względu na upływ czasu i okoliczności, nieść pomoc każdemu, kto jej potrzebuje. Z poczucia obowiązku lekarz jest zawsze na przysłowio- wej pierwszej linii frontu. KUPOKRZEPIENIUSERC Pozostaje tajemnicą, dlaczego zwlekano ponad rok ze zleceniem odlewu, wszak był już częściowo zapłacony. Może rzeczywiście pogło- ski o nadchodzącej wojnie powodowały dylemat co do wydatko- wania pozostałych pieniędzy (zaczęła się kolejna zbiórka publiczna na samolot sanitarny dla wojska)? Ale skoro Pomnik Sanitariusza miał być„ku pokrzepieniu serc”w czasach trudnych, to w końcu w 1937 r. gipsowy model rzeczywistej wielkości został przewieziony do Krako- wa, do znanej giserni Piotr Seip i Syn, wyłonionej w drodze konkur- su ofert (w tym samym roku firma odlała srebrną trumnę, w której spoczęły zabalsamowane zwłoki marszałka J. Piłsudskiego). Nadal nie było porozumienia co do daty odsłonięcia i lokalizacji pomnika. Jedną z propozycji przedstawionych przez prezydentaWarszawy Ste- fana Starzyńskiego był skwer przy zbiegu ulic Jasnej i Zgoda. Jednak w sierpniu 1937 r. zmieniono zdanie i poinformowano opinię publicz- ną, że pomnik stanie przed Główną Biblioteką Nauk Lekarskich, w tzw. „trójkącie sanitarnym”– w kwartale ulic 6 Sierpnia, Topolowej iWawel- skiej (Pola Mokotowskie). DZIEŁOUTRACONE Pod koniec lata 1939 r. Pomnik Sanitariusza był gotowy do przewie- zienia do Warszawy i montażu w miejscu docelowym. Po wejściu hitlerowców do Krakowa, ówczesny właściciel firmy – Mieczysław Seip, chcąc uratować dzieło prof.Wittinga i własność Służby Zdrowia, zakopał je pod osłoną nocy na dziedzińcu zakładu przy Alei Mickiewi- cza 33. Nie wiadomo, jak po kilku miesiącach Niemcy dowiedzieli się o ukrytej rzeźbie: odkopali posąg i przewieźli go do składnicy złomu. Ponownie interweniował Mieczysław, który wraz z kierownikiem zło- mowiska ukrył rzeźbę w takim zakątku, że niezauważona przez niko- go przetrwała wojnę. W 1945 r. wdowa po bohaterskimMieczysławie poinformowała krakowskie władze o ocalałej rzeźbie. Sanitariusz został przewieziony do krakowskich koszar przy ul. Rakowieckiej. Rok później, nagle i w niebywałym pośpiechu, został wywieziony w nie- wiadomym kierunku. Wypada mieć tylko nadzieję, że może jednak leży gdzieś ukryty i czeka na szczęśliwe ponowne odnalezienie. POST SCRIPTUM Od wprowadzenia tej szczytnej idei w życie minęło 96 lat, a „ciche bohaterstwo miłosierdzia i współczucia, codzienny trud lekarza i jego współpracowników” nie znalazło wyrazu pamięci na warszawskiej, ani innej polskiej, ulicy. Pomimo że ostatnia wojna zebrała najwięk- sze żniwo w środowisku medycznym, zarówno w tym wojskowym i tym cywilnym, a i ostatnia epidemia nie oszczędziła współczesnych – zbiorowego hołdu ku ich pamięci nie ma. Jest co prawda w Koło- brzegu wzruszający w swojej wymowie Pomnik Sanitariuszki, ale jest on wyrazem hołdu dla wszystkich kobiet walczących podczas II woj- ny w szeregachWP. Pamięć ludzka jest ulotna i niestety wspomnienie o przedwojennym Pomniku Sanitariusza zaciera się powoli. Zostały przedwojenne fotografieWillema van de Polla i Nagroda Animus For- tis (MężnyDuch) ustanowionaw2017 r. przez swoistego kontynuatora przedwojennych„najlepszych tradycji służbmedycznych”–Wojskowy Instytut Medyczny m.in. za męstwo i odwagę podczas akcji ratowni- czej. Wręczana statuetka jest miniaturą Pomnika Sanitariusza dłuta EdwardaWittinga! Kwestią otwartą pozostaje odpowiedź na pytanie: czy w dzisiejszym świecie, kiedy środowisko medyczne i medycyna są marginalizowane i traktowane jako swoista persona non grata, pacjenci coraz częściej nie potrafią okazać lekarzowi szacunku i takiego zwykłego, ludzkiego zrozumienia, amłodzieżma za nic autorytety i pielęgnowanie naszego dziedzictwa historycznego – budowa takiego pomnika byłaby możli- wa? Ciekawi mnie też, na ile społeczeństwo byłoby ofiarne i szczodre, a samo środowisko zgodne i oddane tej idei? A co by było, gdyby ory- ginalny Pomnik się odnalazł? Czy zająłby należne i godne sobie miej- scewprzestrzeni publicznej, czywręcz przeciwnie: watmosferze skan- daluobyczajowo-politycznego znowugdzieś zniknął na długie lata? Prawnik ustala istnienie przesłanek, tj.: 1. nieuleczalność, 2. wdrożenie procedur, bez których funkcje życiowe zaniknęłyby, 3. cel działania: opóźnienie momentu śmierci, 4. czynniki podlegające wyeliminowa- niu: cierpienie lub naruszenie godności pacjenta. Rolą lekarza byłoby określenie, czy chory ma szanse na wyzdrowienie, a następniewdrożenie lub rezygnacja zwdrożenia określonych działań, wefekcie których funkcje życiowe pacjenta byłyby zachowane (wymia- na tlenowa oraz pompujące serce). Jak rozumiem, rolą pozostałych komentatorów byłoby przywołanie istniejących teorii, poglądów, nurtów, dogmatów czy też prawd obja- wionych, w świetle których działanie polegające na stosowaniu lub zaniechaniu terapii daremnej należy ocenić jako dobre lub złe i w kon- sekwencji zalecać je lub potępiać. Pomijając kazuistyczne trudności w określeniu szans przeżycia pacjen- ta, a zatem przyjmując, że okoliczność ta byłaby w danej sytuacji bez- spornie beznadziejna, zasadność dyskusji – dla zwykłego humanisty – sprowadza się do pytania: po cowydłużać komuś umieranie? Intuicyj- nie czujemy, że jest to ten moment w życiu, który raczej chcielibyśmy mieć jak najszybciej za sobą. Zwłaszcza, gdy wiąże się on z nieuchron- nością końca, a jednocześnie z cierpieniem. Komu mogłoby zależeć na odroczeniu końca agonii? Nawet słowa Jezusa wypowiedziane na krzyżu: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”, sugerują, że umie- rający człowiek doświadcza ekstremalnego osamotnienia i nie marzy o wydłużaniu tej chwili. Znajomy lekarz opowiadał mi kiedyś, że został wezwany do szpitala, ponieważ dwie młode lekarki przez 1,5 godziny reanimowały pacjenta. Po przybyciu na miejsce, ordynator stwierdził rozległe plamy opadowe na ciele człowieka. Żadna z pań nie chciała mieć na sumieniu„śmierci”pacjenta, bo po każdym strzale defibrylato- ra, kreska namonitorzewyginała się, co dawało złudzenie życia. Wydaje się, że terapia daremna, to nie problem medyczny, prawny czy filozoficzny. To temat głęboko moralnej gotowości nas wszystkich do akceptacji śmierci w dobie medycznych możliwości jej wyretuszo- wania i rezygnacji z własnego komfortu psychicznego za cenę czyjejś wegetacji. Do dyskusji o terapii daremnej najczęściej zaprasza się lekarzy, prawników, filozofów i przed- stawicieli dominującej religii. Przyjmując za Polską Grupą Roboczą ds. Problemów Końca Życia definicję daremnej terapii, jako„stosowanie procedur medycznych w celu podtrzymania funk- cji życiowych nieuleczalnie chorego, które przedłuża jego umieranie, wiążąc się z nadmiernym cierpieniem lub naruszeniem godności pacjenta”, nasuwa się pytanie, nad czym tu właściwie dywagować? Joanna Andrzejewska dyrektorBiuraŚIL
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5