ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach czerwiec 2024 nr 310

15 Pro Medico czerwiec 2024 Niedawno ministra zdrowia podała, że w roku 2024 nakłady na ochro- nę zdrowia wyniosą 197,3 mld złotych, zaś w roku 2025 planowane są wydatki na poziomie 224 mld. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, gdyż rządwielkości przekraczamojewyobrażenia o takich kwotach i w związ- ku z tym nie mam zielonego pojęcia, jak takie pieniądze powinny być, ku dobru pacjenta, spożytkowane. Pilnie potrzebna sanacja Natomiast po ponad 45 latach pracyw zawodziemogę z całą odpo- wiedzialnością stwierdzić, że Polska jest bardzo bogatym krajem, w którym dystrybucja pieniądza dedykowanego na pogrążony, moim zdaniem, w głębokim chaosie, system ochrony zdrowia rzą- dzi się swoimi, często niezrozumiałymi nawet dla lekarza prawami. Zaś walka o zaspokojenie finansowych potrzeb poszczególnych placówek i to bez względu na ich charakter (lecznictwo zamknięte, czy otwarte) nie tylko pogłębia, ale wręcz taki stan generuje. Tutaj nasuwa mi się skojarzenie z używanym już w starożytności pojęciem logiki, którą współcześnie określa się jako „naukę o pra- wach myślenia, czyli sposobach działalności rozumu”. Jakie więc prawa pozwoliły na stworzenie systemu, będącego przyczynkiem do postępującej zapaści naszego systemu ochrony zdrowia? Nie mnie tu szukać przyczyn takiego stanu rzeczy, niemniej jednak mamw tym zakresie kilka pytań. Po pierwsze, czy to normalne, że osoba uzyskująca rezydenturę w danej specjalizacji nierzadko otrzymuje takie samo lub nawet wyższe uposażenie od lekarza po kilkunastu, czy nawet kilkudzie- sięciu latach pracy, który ma przecież tego rezydenta uczyć zawo- du? I nie chodzi tu – podkreślam – o wysokość zarobków rezyden- ta. Po co więc lekarzowi z doświadczeniem harować na dyżurach i dodatkowo jeszcze brać odpowiedzialność za kogoś niedoświad- czonego, skoro bardziej opłaca się praca np. w poradni (lekka?, łatwa?, przyjemna?), z limitem np. 3-4 pacjentów na godzinę. A potem do kolejnej poradni lub na dyżur, który kończy się rano i do domu? – albo do następnej pracy. Większość personelumedycznego zainteresowana jest jak najszyb- szym zakończeniem pracy w jednym ośrodku, aby natychmiast przenieść się do innego (oczywiście za godziwe wynagrodzenie) i to bez względu na poziom zmęczenia. Na naukę zaś zwyczajnie brakuje czasu. A to tylko jeden z powodów, dla których specjalista, darzony przez pacjenta zaufaniem, staje się „towarem tyleż defi- cytowym, co luksusowym”, do którego kolejki ustawiają się coraz dłuższe. Po drugie, nasz „bogaty” kraj posiada tak zorganizowaną ochronę zdrowia, że w wielu ośrodkach można pozwolić sobie na pracę np. bloku operacyjnego nierzadko po 5 – góra 6 godzin na dobę. Rodzi się pytanie, dlaczego NFZ nie zgadza się na wykonywanie w placówkach uspołecznionych zabiegów o charakterze komer- cyjnym (wykonywanych poza ustalonym czasem pracy personelu medycznego i finansowanych przynajmniej częściowo przez cho- rego)?Wydaje się, że, wzoremwielu krajów europejskich, zwiększy- łoby to racjonalne wykorzystanie sprzętu medycznego, oczywiście również personelu. Po trzecie, trzeba wskazać na jeszcze jeden, niezwykle ważny aspekt panującego obecnie chaosu – mianowicie pozyskiwa- nie lekarzy, również i pielęgniarek, przez poszczególne jednostki (zarówno państwowe, jak i prywatne z kontraktami NFZ), który w moim odczuciu ma wręcz charakter korupcyjny. Oczywiście żyjąc w realiach gospodarki wolnorynkowej nie może dziwić fakt, że stawki wynagrodzenia na podobnym stanowisku są przebijane i to nierzadko nie o kilkaset, ale nawet o kilka tysięcy złotych. Oby- śmy w końcu nie doczekali sytuacji, w której takie postępowanie doprowadzi do całkowitego upadku uspołecznionych placówek ochrony zdrowia. Czy w związku z tym nie można byłoby jednak ustalić stawek wynagrodzenia na poziomie np. maksymalnym tak, aby nie dochodziło do podkupywania personelu? Po czwarte, sprawą niecierpiącą zwłoki jest możliwość zatrud- nienia na wszystkich etapach działalności oddziałów szpitalnych i poradni wykwalifikowanych informatyków i sekretarek medycz- nych. Zatrudnienie ich sprawi, że lekarze i pielęgniarki będą mieli więcej czasu dla chorego, zamiast mozolnie i często bezmyślnie siedząc przed monitorem klikać w klawiaturę celem wypełnienia elektronicznych formularzy, zawieszających się nierzadko progra- mów komputerowych. To przecież odbywa się kosztem opieki nad pacjentem. Po piąte, czy wprowadzenie wizyt ambulatoryjnych typu online (bez badania chorego) i wydawanie tym trybem recept znacząco zmniejszyło kolejki chorych oczekujących nawizytęwporadniach? To tylko niektóre problemy sprawiające, że polski model ochrony jest chory i wymaga głębokiej sanacji. Przy określonych na wstępie (w moim odczuciu jednak wysokich) nakładach przeznaczonych na ochronę zdrowia jeśli nie zaczniemy szeroko i głośno mówić o racjonalnym wykorzystaniu tych pieniędzy, to niech mi wolno będzie zacytować Platona (Uczta), który tak mówi: Bo to właśnie jest całe nieszczęście w głupocie, że człowiek nie będąc ani pięknym i dobrym, ani mądrym, przecie uważa, że mu to wystarczy. Fot. Chroma Stock Prof. dr hab. n. med. Jacek Gawrychowski kierownikKatedry iOddziałuKlinicznego ChirurgiiOgólnej iEndokrynologicznej ŚląskiegoUniwersytetuMedycznego

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5