ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach czerwiec 2024 nr 310

26 Pro Medico czerwiec 2024 lę” w Petersburgu, w Królestwie Pol- skim wybuchł strajk szkolny. Na skutek zamknięcia Uniwersytetu Warszawskiego, studenci Wydziału Lekarskiego przenieśli się do Krakowa, gdzie mogli kontynuować naukę, co najważniejsze – w języku pol- skim. Niestety pomimo wykładów w języ- ku ojczystym, musieli uczyć się z podręcz- ników napisanych w języku niemieckim, co było dużą trudnością dla młodzieży rosyjskojęzycznej. Prof. Bochenek szybko zauważył trudność, z jaką borykali się stu- denci przy uczeniu się podstawy medycy- ny – anatomii. Jako profesor czuł się zobowiązany by „przysporzyć polskiej literaturze naukowej jak najwięcej dzieł poważnych treścią, w formie podręczników z różnych gałęzi nauk lekarskich”. W genialnym umyśle prof. Bochenka zrodziła się kon- cepcja stworzenia dzieła oryginalnego, opatrzonego rysunkami preparatów anatomicznych, wielką ilością rysunków i opisów mikroskopowych, ujętą w for- mę przystępną i zrozumiałą dla studen- tów. Na marginesie: studenci warszawscy w dość specyficzny sposób odwdzięczy- li się Krakowowi za polski podręcznik. Prawem zwyczajowym przyjętym przez studentów krakowskich było zdawanie egzaminu końcowego we fraku. Dzień przed egzaminem student odziany we frak szedł do wszystkich członków komisji egzaminacyjnej z zaproszeniem na egzamin, a dzień po, bez względu na wynik, z podziękowaniem za egzamin. Zwyczaj ubierania się we frak był uszano- waniem dla egzaminatorów i podniesie- niem godności chwili zdobywania tytułu doktorskiego. Studenci z zaboru rosyj- skiego w barbarzyński sposób zabili ten piękny zwyczaj twierdząc, że profesoro- wie są „czynownikami”, których obowiąz- kiem służbowym jest egzaminować i nie ma potrzeby strojem i formą ich uszano- wywać. KONIECWIEŃCZY DZIEŁO Cztery lata zajęło prof. Bochenkowi opracowanie I tomu, który ukazał się w 1909 r. nakładem Akademii Umiejęt- ności w Krakowie. Tom na 500 stronach zawierał mnóstwo rysunków wykona- nych przez m.in. dr Jana Barącza i Leonar- da Strojnowksiego (uznanego już artysty malarza, wykładowcy Akademii Sztuk Pięknych). Jak określił prof. Hoyer, pod- ręcznik był zarazem atlasem, stworzo- nym nie tylko, aby student się nauczył, ale też zrozumiał anatomię. Tom I zawie- rał oprócz wstępnych uwag o embriologii i histologii, rozdziały o kościach, więzach i mięśniach człowieka. Bochenek miał w planach jeszcze trzy kolejne. Zgodnie z tradycją podręcznikową tom II miał zajmować się trzewiami, III – układem krwionośnym, a IV ośrodkowym i obwo- dowym układem nerwowym. O jako- ści I tomu niech świadczy też opinia prof. Stanisława Maziarskiego, napisana w mowie pośmiertnej ku czci prof. Ada- ma Bochenka opublikowanej w „Nowi- nach Lekarskich” w 1913 r.: „Dzisiaj znikły w prosektorium podręczniki w obcych pisane językach, na każdym stole widzieć można podręcznik Bochenka, co świad- czy najlepiej o potrzebie takiego dzieła i jego wartości dla nauki anatomii”. Dwa miesiące przed śmiercią profesor zakończył prace nad redakcją II tomu i oddał całość do druku. Kolejne tomy wydane zostały już pośmiertnie, na pod- stawie jego notatek. Na przestrzeni lat w redagowaniu podręcznika brali udział znakomici lekarze i naukowcy – profeso- rowie: Stanisław Ciechanowski, Edward Loth (wydania przedwojenne) oraz Michał Reicher, Wiesław Łasiński i Janina Sokołowska-Pituchowa. Wraz z upływem czasu podręcznik został rozszerzony do VII tomów, by ostatecznie przybrać formę pięciotomową. Ostatnie, XIII wyda- nie ukazało się w 2010 r. AKADEMIAW ŻAŁOBIE Spektakularna kariera profesora zakoń- czyła się nagle 25 maja 1913 r. w szpitalu, po 9 godzinach cierpień. Miał tylko 38 lat. Ta tragiczna śmierć odbiła się szerokim echem w środowisku akademików i nie tylko. Plotkowano, że umyślnie wstrzyk- nął sobie jad trupi, żeby dokładnie opisać jego działanie, że wskutek odsunięcia go od prac badawczych i reorganizacji na uczelni zażył środek do konserwa- cji preparatów albo na skutek zawodu miłosnego zażył truciznę. Te wersje nie znajdują jednak potwierdzenia. W akcie zgonu zachowanego w parafii św. Miko- łaja w Krakowie napisano, że przyczyną śmierci było przyjęcie zbyt dużej dawki „caluolu”. Pomimo poszukiwań nie znala- złam (i nie tylko ja) czym jest ów „caluol”. Znalazłam za to „toluol”, czyli metyloben- zen (toksyczny rozpuszczalnik organicz- ny). W zatruciu ostrym powoduje depre- sję układu nerwowego, duża dawka powoduje niewydolność komorową oraz migotanie komór, a długotrwałe naraże- nie na toluol powoduje niewydolność nerek. Możepoprostu ktoś coś przekręcił? Może to jednak był nieszczęśliwy wypa- dek spowodowany wdychaniem oparów toluolu wykorzystywanego do przygo- towywania preparatów? Prawdą jest, że profesor zmagał się z depresją, którą był obciążony rodzinnie i miał za sobą dwie próby samobójcze. Prof. Adam Wrzosek we wspomnieniu pośmiertnym opublikowanym w Lwowskim Tygodni- ku Lekarskim z 1913 r. zwraca co prawda uwagę na fakt, iż „wyczerpująca praca powoli, lecz stale podkopywała zdro- wie nerwowe prof. Bochenka” i pomimo, że dbał o swoje zdrowie, niekiedy miał poczucie bezradności, że nie jest w sta- nie sprostać obowiązkom, które przyjął na siebie. Z drugiej strony wszyscy mu współcześni podkreślają, że był człowie- kiem bardzo sumiennym i pracowitym oraz oddanym swojemu zawodowi i to, jak bardzo się cieszył z I i II tomu Anato- mii. Bez względu na to co było przyczyną śmierci prof. A. Bochenka, studenci bar- dzo odczuli stratę ulubionego profesora. Pogrzeb zgromadził tłumy, a wzruszają- cym faktem było, że to właśnie studenci nieśli na swoich barkach jego trumnę na odległy Cmentarz Rakowicki. POST SCRIPTUM Prof. Adam Bochenek wyprzedził swoje czasy. Nie wiadomo jak potoczyłaby się ledwo co rozpoczęta kariera naukowa. Jedno jest pewne: jego praca wniosła bardzo dużo w edukację medyczną. Stworzył dzieło uniwersalne, ponadcza- sowe. Hołdem środowiska akademickie- go dla jego zasług w edukacji jest kon- tynuacja tego dzieła niezmiennie od lat podkreślająca jego autorstwo i nobili- tująca dla tych, którzy go redagowali i redagują. „Anatomia” to ewenement na skalę jemu współczesnych, z dumą napisany w języku ojczystym przy udziale polskich współpracowników, świadczący o wielkości polskiej nauki. W czym tkwi tajemnica i fenomen tego podręcznika? Prof. Bochenek wiedział, że„polskiej młodzieży należy się coś więcej”. Pisanie podręcznika to czyn wielki, ale nie- wdzięczny. Cytując wspomnianą już mowę prof. Maziarskiego: „(…) pisząc podręcznik anatomii trudno jest być oryginalnym, bo trzeba przejrzeć, przerobić, kontro- lować to, co inni już w tym przedmiocie zrobili, wkładając ze swojego „ja” często bardzo niewiele… Więc tylko miłość dla młodzieży kazała mu pisać podręcznik. A młodzież tą kochał rzeczywiście i miał dla niej zawsze serdeczną i prawdziwą życzliwość”. Ot i cała tajemnica! Prof. Adam Bochenek wyprzedził swoje czasy. Nie wiadomo jak potoczy- łaby się ledwo co rozpoczęta kariera naukowa. Jedno jest pewne: jego praca wniosła bardzo dużo w edukację medyczną. Stworzył dzieło uni- wersalne, ponadczasowe.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5