ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2018/ styczeń 2019 nr 255
21 Pro Medico • grudzień 2018 / styczeń 2019 FELIETON Jubilat z Autorem relacji. Urodzony wMyślenicach, rodzinnie związany z Zakopanem i Tatra- mi, całe życie zawodowe złączył z I Katedrą i Kliniką Laryngologii ŚlAM w Katowicach przy ul. Francuskiej, szybko wrastając w miej- scowe otoczenie i zdobywając sobie sympatię oraz uznanie. Zręcz- ność rąk odziedziczył po ojcu, Stanisławie, cieśli artystycznym, którego sztukę podziwiał sam profesor Wiktor Zin. Siłę i twardość charakteru dały mu ukochane Tatry, a urok osobisty i nieco staro- świecka galanteria powodują, że szybko nawiązuje kontakty mię- dzyludzkie, zdobywa zaufanie i sympatię. Medycynę studiował na Wydziale Lekarskim AM w Krakowie, dyplom lekarza otrzymał w 1960 r. Pierwszy stopień specjalizacji w zakresie laryngologii uzyskał w 1964, a drugi w 1967 roku, ale specjalizacje nie zakończyły procesu doskonalenia zawodowego, ani nie zaspokoiły ambicji intelektualnych młodego lekarza, który sięgnął także po laury naukowe i w roku 1974 otrzymał tytuł nauko- wy doktora nauk medycznych na podstawie dysertacji „ Zmiany w błonie śluzowej nosa i gardła u ludzi oraz zwierząt doświadczal- nych narażonych na działanie pyłu cementowego” , pod kierunkiem prof. Kazimierza Szymczaka . Doskonalił umiejętności w znanych ośrodkach zagranicznych, w Wurszburgu, Gardenie, Brukseli, Cortinie d’Ampezzo, Pary- żu, Manheim oraz Heidelbergu. Poważna bibliografia, zdobyte doświadczenia oraz rozległa praktyka lekarska (zwłaszcza w zakre- sie bardzo trudnych zabiegów operacyjnych) doprowadziły do habilitacji w roku 1990, na podstawie dorobku i rozprawy „ Rak krtani w świetle badań klinicznych ze szczególnym uwzględnieniem zmianwwybranych komórkach układu odpornościowego” ; w 1997 r, otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego ŚlAM, a w 2000 prezy- dent Aleksander Kwaśniewski wręczył mu tytuł naukowy profesora medycyny. Kształcony przez mistrzów tej miary, co Profesorowie Wacław Kuśmierczyk , Tadeusz Ceypek czy Kazimierz Szymczyk, z czasem sam stał się mistrzem dla młodszych kolegów. Nigdy zresztą nie skąpił swej wiedzy młodszej kadrze, wręcz inspirował do pozna- wania nowych metod terapeutycznych i poszerzania horyzon- tów naukowych. Głos zabrali wieloletni współpracownicy Jubi- lata: prof. Marta i Stanisław Błażewiczowie z AGH w Krakowie, prof. Jerzy Zioło z Uniwersytetu Śląskiego, dziekan Politechniki Śląskiej prof. dr hab. inż. Marta Sozańska , rektor AWF w Katowi- cach prof. dr hab. Adam Zając , prof. Jacek Składzień – kierownik krakowskiej Kliniki Laryngologii, prof. Stanisław Bień – kierownik Kliniki Laryngologii w Kielcach, wiceprezes NIL Jacek Kozakie- wicz , który wspominał dyżury z Jubilatem podczas wspólnej pracy w Klinice na ul. Francuskiej. Wszyscy przekazali Jubilatowi z głębi serca płynące gratulacje, podkreślając, iż benefis ten stanowi uho- norowanie dotychczasowej wieloletniej pracy zawodowej Profe- sora, który jest nie tylko wybitnym naukowcem, ale i niezwykłym Człowiekiem, Osobowością, który całym swoim życiem pokazuje, że zawód lekarza to powołanie i misja służenia innym. Po tej uczcie intelektualnej do późnych godzin wieczornych wspo- minano i dyskutowano z Jubilatem o wspólnych chwilach spędzo- nych na wielu kongresach i zjazdach. Ad multos annos Panie Pro- fesorze! Prof. JarosławMarkowski Jestem internistą... gatunkiem na wymar- ciu. Jeżeli sprawa potoczy się bliźniaczo do historii Indian Ameryki Północnej, nie- długo zamieszkam w rezerwacie i zajmę się gamblingiem (członkowie ŚIL 10% zniż- ki). Ale zacznijmy od początku... Sto lat temu opieka medyczna w znanej mi małopolskiej wsi zorganizowana była w oparciu o trzy filary: doktora, konia i bryczkę. To trio wystarczało. Potem stworzyliśmy ponad 70 specjalno- ści medycznych, w tym niektóre science- fiction (co prawda oparte na „ science” , ale ich potrzeba istnienia to dlamnie „fiction ”). Dzisiaj nie starczyłoby już ani koni, ani bry- czek, by skonsultować jednego chorego (co do liczby doktorów zdania są podzie- Ostatni Mohikanin Nastały czasy, gdy każdy szanujący się narząd ma swojego lekarza, a każdy szanujący się lekarz – swój ulubiony narząd. lone, zależnie od orientacji politycznej). Nastały czasy, gdy każdy szanujący się narząd ma swojego lekarza, a każdy sza- nujący się lekarz – swój ulubiony narząd. Z jednej strony należy się cieszyć, bo narząd rzecz unikalna i swojego spe- cjalistę mieć musi. Kłopot w tym, gdy dwa, lub – nie daj Boże – trzy narządy zaczyna- ją szwankować naraz. Może się zdarzyć, że nie będzie wtedy lekarzy chętnych do podjęcia wyzwania. Niedawno podziwiałem wypis szpitalny, w którym zalecano seniorowi, by jego dal- sze leczenie prowadził: kardiolog, nefro- log, neurolog, dermatolog, diabetolog, endokrynolog i psychiatra. Przy takiej ilości konsultacji absolutnie dodałbym jeszcze specjalistę z medycyny podróży oraz trzymałbym mocno kciuki za długo- wieczność delikwenta, by zdążył stawić się na zaplanowanych konsultacjach, zgod- nie z listą oczekujących (np. „za lat dwa o 8.30”). Stworzyliśmy wysokospecjalistyczne porad- nie, przeszczepiamy twarze, wymieniamy serca. Wszystkiemu temu Gloria ! Zdaje się jednak, że zapominamy co mówił nam tatuś Hippokrates: „by leczyć ciało ludzkie, konieczna jestwiedzao całości zjawisk”. Kto dzisiaj zajmie się holistycznie pacjen- tem? Kto przebije się przez labirynt diagno- styki różnicowej? Kto, zaczynając od pierw- szego symptomu, doprowadzi do rozpo- znania? Fot. archiwum organizatorów
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5