ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2019 / styczeń 2020 nr 265
Pro Medico • grudzień 2019 / styczeń 2020 14 – Między innymi za taką postawę otrzy- mał Pan prestiżowe wyróżnienie najlep- szego nauczyciela, mistrza w zawodzie. Czymłodzi lekarzenaprogu swej kariery poszukują dziś takiegomistrza? – Boleję nad tym, że nie wszyscy, a nawet chyba coraz rzadziej poszukują autorytetów – takich mistrzów w zawodzie. Dziś mistrz pozostaje w cieniu, zapomina się o jego osiągnięciach, zasługach, pionierskich pra- cach naukowych. Mam oczywiście swoich wychowanków, ale oni też już są starszą generacją lekarzy, dla których zawsze naj- ważniejszym był pacjent. Teraz to takie niemodne, staroświeckie, bo kto dziś chce słuchać o powołaniu, o poświęceniu się dla nauki? Dominuje wszędzie bieganina za pieniędzmi, za pracą. W tym pośpiechu, pomiędzy przychodnią a szpitalem, bra- kuje często skupienia, zatrzymania się nad problemem pacjenta. Słyszałem od takich „nowoczesnych” lekarzy, że jak mają kom- plet badań, zdjęć, dokumentację, to nie potrzebują więcej informacji od pacjenta. A on przecież czeka z teczką pełnąwyników badań, czeka na... rozmowę. – Wtedy wkracza Pan profesor słynący z indywidualnegopodchodzenia do każ- degopacjenta tak, jakbykażdy z nichbył wyjątkowy. – Czuję w sobie głęboki żal, że nie wszyst- kim potrafiłem zaszczepić takie lekar- skie podejście. Dziś jesteśmy zapatrzeni w supernowoczesne komputery, aparatu- ry skomplikowane jak roboty, najnowsze urządzenia diagnostyczne itp. A pacjent wobec tego medycznego świata techniki jest takimalutki ze swoją chorobą, strachem i bólem. Jest wprawdzie leczony na bardzo wysokim poziomie, ale w tym wszystkim brakuje zwykłej rozmowy, odrobiny empa- tii. Aod tego przecieżwszystko powinno się zacząć. – Jako mistrz i nauczyciel, co Pan mówi młodym lekarzom? Jak w nich rozbudzić powołanie takważnew tej profesji? –Mówię im, że ten zawódwymaga sumien- ności, solidności, uczciwości i empatii wobec pacjenta. To jest moje abecadło. Bez tego nie ma ani sukcesu, ani uczciwego leczenia. Niestety to takie dziś niepopularne i wielu lekarzy wybiera zarobkowanie niż pogłębianie swojej wiedzymedycznej. – Może boją się porażek, których w medycynie nie brakuje? Jak Pan pro- fesor radził sobie z tym, że nie wszystko da się zrobić, że nie każdego pacjenta można uratować? – Z tym każdy musi radzić sobie sam. Trze- ba znaleźć w sobie tyle sił, żeby znieść porażki, których – prawdę mówiąc – lekarz ma zawsze więcej niż sukcesów. Trzeba być na to przygotowanym, żeby wyjść z dołka. Jamamgóralską naturę, silną psychikę i sta- ram się we własnej osobowości znaleźć siłę do tego, żeby przeżyć porażkę. Ale to praw- da. Za każdym razem to bardzo głębokie przeżycie dla lekarza. Mądrością jest także to, aby nie dążyć zawszelką cenę do perfek- cji i nie obwiniać się za wszystko, co się nie udało. Do sukcesówwmedycynie dochodzi się latami tylko pokorą i żmudną pracą. Nie ma u nas miejsca dla geniuszy, zwłaszcza w takich specjalizacjach jak chirurgia. Oczy- wiście po studiach medycznych każdy chce czuć się wszechmocnym i dopiero porażki uczą go pokory wobec pacjenta, wobec swoich umiejętności i autorytetów w zawodzie. – Jak znaleźć mistrza w medycynie? Jak go rozpoznać? – Mistrzowie, i to charyzmatyczni, są we wszystkich ważnych ośrodkach medycznych. Trzeba tylko chcieć do nich dotrzeć i mieć szczęście. Potem ciężko pracować, słuchać, uczyć się i podpa- trywać. Człowiek, gdy przestaje słuchać, przestaje się rozwijać. A jeśli ktoś ma pre- dyspozycje do pracy badawczej, to musi zrezygnować z doczesnych dóbr komer- cyjnych. Nie da się połączyć żmudnych godzin spędzonych w laboratorium z biz- nesem. Trzeba umieć wybrać i mieć cel, swój własny kierunkowskaz. Prof. dr hab. n. med. Jan Pilch został wyróżniony odznaczeniem „Zasłużony Nauczyciel Lekarzy”. Uroczystość odbyła się 22 października w Domu Lekarza w Katowicach. Jako jeden z nielicznych na świecie i jeden z pierwszych w Polsce, prowadził badania nad wybranymi komórkami układu immunologicznego u cho- rych ze stanami przedrakowymi i rakiem krtani w różnych warunkach klinicznych, przy użyciu metod skaningowej mikroskopii elektronowej, mikroanalizy rent- genowskiej, metod biochemicznych i cytochemicznych, oznaczania aktywności wybranych enzymów w tych komórkach i węzłach chłonnych oraz immunoglobu- lin surowiczych w tej grupie chorych. Wyniki prac Pana Profesora były prezentowa- ne na licznych sympozjach, zjazdach i kongresach naukowych w kraju i za grani- cą, m.in. w Bukareszcie, Irkucku, Wenecji, Manheim, Bojnicach, Rzymie, New Delhi. – Chciałby Pan profesor zaczynać jesz- cze raz i to w dzisiejszych czasach? – Natychmiast. Choć początkowo nie pla- nowałem być lekarzem, dziś nie zamienił- bym tego zawodu na żaden inny. Wmojej góralskiej rodzinie byłempierwszym leka- rzem. Teraz jest ich dwudziestu. To znaczy chyba, że ich zaraziłem moim zapałem w odkrywaniu medycyny, w której jest jeszcze tyle do zrobienia... – A gdyby, nie używając wielkich słów, miał Pan powiedzieć, dlaczego warto być lekarzem? – To powiedziałbym, że warto po to, by, wykorzystując swe możliwości, móc pomóc człowiekowi w trudnej sytuacji, przywrócić mu zdrowie, przedłużyć życie, uratować od śmierci. Samotność pacjenta w chorobie jest dlamnie zawsze tragiczna. A kiedy umiera samotny człowiek, warto być lekarzem także po to, żeby potrzy- mać go za rękę, gdy już nic innego nie da się zrobić i nie ma nikogo dookoła. Tylko tyle albo aż tyle. Jeśli ktoś liczy, że skoń- czy medycynę, będzie dużo zarabiał i nie będzie musiał przejmować się pacjentem, to się myli i nie zasługuje na to, żeby być lekarzem. Nazywaliśmy to etosem zawodowym, koleżeństwem, relacjami uczeń – mistrz. Wraz jednak z coraz gwałtowniejszym pogarszaniem się sytuacji w służbie zdro- wia, te ostatnie wydają się niestety zanikać w pierwszej kolejności. Coraz więcej pracy, w coraz gorszych warunkach, w coraz mniejszej obsadzie – to już codzienność, gdzie nawiązanie jakichkolwiek relacji jest trudne. Jak więc tu mówić o mistrzu i uczniu, którzy potrze- bują spokoju, regularności i przede wszyst- kimwoli obu stron? Przywołana tu sylwetka Pana Profesora Jana Pilcha pokazuje cel, jaki przyświecał utworzeniu nagrody „Zasłużony Nauczy- ciel Lekarzy”. To postawa, która widocz- nie wyróżnia osobę w pracy i w relacjach z lekarzami, a dorobek i tytuły są pochodną tych cech, nie odwrotnie. A jednak wnaszej codzienności widzimy przykłady naszych kolegów i koleżanek, którzy dokładają starań, by budować kompetencje i samo- dzielność młodszych adeptów. To osoby, które stawiają sobie za cel dobro kolegów i koleżanek w takim stopniu, jak pacjentów. Śląska Izba Lekarska chce zachęcić wszyst- kich do zgłaszania kolegów i koleżanek którzy dbają o to, by więzi zawodowe i relacje uczeń – mistrz przetrwały lata. Jeżeli więc w Państwa otoczeniu są osoby, które prezentują postawę godną naślado- wania i wyjątkową – prosimy o ich zgła- szanie do działu Informacyjno-prasowego, nr telefonu: 32 6044261 lub adres e-mail: g.matusiak@izba-lekarska.org.pl. dr Krzysztof Musialik Mistrz uczniowi będzie zawsze potrzebny
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5