ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2020 - styczeń 2021 nr 275

11 Pro Medico • grudzień 2020 – styczeń 2021 od razu podział pacjentów na zielonych, żółtych i czerwonych. Nie mamy SOR-u, tylko izbę przyjęć działającą na zasadzie SOR-u. Posiadamy także coś, co w czasie epidemii sprawia jeszcze większe proble- my, z którymi trzeba sobie poradzić. Mamy stację dializ, która musi działać bez wzglę- du na sytuację. To 60 dializ dziennie. Każdy z pacjentów ma robione badania, wymaz, jest kierowany na tzw. salę żółtą, tam cze- ka na wynik z laboratorium. Dostajemy go bardzo szybko. I dopiero wówczas dializu- jemy pacjenta. Gdy test daje wynik pozy- tywny, to jest on dializowany z zastosowa- niem oczywiście maksymalnych środków ochrony. – Wciąż nie wiedzieliście, z czym wal- czycie? – Nie znaliśmy skali. Z Ministerstwa Zdro- wia płynęły informacje: nie robić badań przesiewowych wśród pracowników placówek ochrony zdrowia. Takie były wytyczne. A ja postanowiłem robić te badania. W szpitalu przebadano nie tylko jego pracowników, nie tylko pracujących w kawiarni, ale nawet obsługę przyszpi- talnego straganu, bo przecież tam też dochodzi do kontaktów z pacjentami i personelem szpitala. Przez to „szaleń- stwo” naszych badań, wiem od początku, ilu pracowników zaraziło się: 52 osoby, ale to nie byli chorzy, tylko zarażeni! W tej grupie były trzy osoby, które miały objawy Covid-19. Żadna z tych 52 osób nie wyma- gała respiratora! – To może z pandemią trzeba tak: krót- ko, zdecydowanie – po wojskowemu? – Może, ale staram się nikogo nie oceniać ani nie narzucać stylu działania. U mnie taka metoda się sprawdziła. – Może taki styl rządzenia panu przy- szedł łatwo, bo wychowanie wojskowe i specjalność chirurga temu sprzyjała. Nie rozlazło się, jak gdzie indziej i pani- ki też nie było. – Ja operujęwwielu krajach świata i pytam zawsze, kto rządzi szpitalem. Jak mówią mi, że to lekarz o specjalności zabiegowej, to jestem spokojny. Zabiegowiec ma tak ukształtowany umysł, że potrafi podej- mować trudne, szybkie decyzje i nie rezy- gnować nawet w beznadziejnej sytuacji. Przecież żaden chirurg nie rzuci narzędzi i ucieknie z sali, bo mu pacjent krwawi. – To, gdy w 2014 roku zdecydował się pan zostać dyrektorem upadłego szpi- tala, też myślał pan jak chirurg, któ- ry ma na stole umierającego pacjenta? – Może faktyczne odezwał się we mnie chirurg. Znam jednak ten szpital od 45 lat i pamiętam, kiedy był on najlepszym ośrodkiem w Polsce m.in. ze względu na pierwszy program działającej sztucz- nej nerki. Postanowiłem o niego zawal- czyć. Dług wymagalny wynosił 30 mln zł, a roczne zobowiązania ponad 24 mln zł. To była katastrofa. Moim warunkiem i pierwszą decyzją było znalezienie eko- nomisty myślącego strategicznie i, co bar- dzo ważne, niezwiązanego z ochroną zdrowia. Po kilku miesiącach od powo- łania na stanowisko zastępcy dyrektora ds. ekonomicznych Małgorzaty Smoleń okazało się, że myślimy podobnie. Znaleź- liśmy rozwiązanie, jakim było zaciągnięcie kredytów, które zostały nam zapropono- wane na warunkach bardzo korzystnych pod względem oprocentowania i dłu- gości spłaty. To spowodowało, że niemal od razu nasze zobowiązania roczne spadły do 9 mln zł. Odzyskując płynność finanso- wą, rozpoczęliśmy negocjacje z naszymi wierzycielami, głównie chodziło o wydłu- żenie terminów spłat zaległości. Ta sytu- acja sprawiła, że wiele firm wycofało sprawy z sądów, albo, uznając, że staliśmy się płatnikiem wiarygodnym, umorzyło odsetki i w dwa lata stanęliśmy na nogi. – Którymoment w tej reanimacji szpita- la był najtrudniejszy? – Wiele ich było. Zaczęliśmy od przeglądu każdego oddziału, jego opłacalności i zna- leźliśmy przypadki, o których dziś nawet nie warto mówić. Niepotrzebne badania, nieopłacalne transporty sanitarek, mnó- stwo utopionych pieniędzy itp. Szkoda nerwów. Ważne, że dziś wyszliśmy na pro- stą z niewielkim, ale zawsze, zyskiem. – Lekarzom chyba było trudno przy- jąć pańską filozofię oszczędzania. Oni cały czas uczeni są, aby ratować życie, leczyć, a o pieniądze martwić się w dru- giej kolejności. – Ależ ja wcale nie mówię o oszczędzaniu na pacjentach. Tego nawet nie wolno robić. Ja mówię o marnotrawstwie. W każdym europejskim szpitalu, gdyby lekarz powie- dział swojemu przełożonemu, że on jest od leczenia pacjentów, a nie od liczenia pieniędzy, gwarantuję, że długo by tam nie popracował. W Polsce często zdarzało się, że lekarz nie był rozliczany za wykonywane usługi, wychodził więc z założenia, że nie musi sięmartwić o finanse szpitala, bo„pań- stwowe to niemoje”. Na przykład dziś podczas operacji proszę o podanie tachoilu – to taka gąbka zapo- biegająca krwawieniu. Chcę mały kawałek, a małego nie ma, tyko średni albo duży. Czyli część użyję, a resztę wyrzucę do kosza. To właśnie jest marnotrawstwo i dziura wysysająca nampieniądze. Żeby to zmienić, każdy nasz oddział otrzymał pełny wykaz ponoszonych kosztów, od obsługi rozliczeń administracyjnych po salę operacyjną i jej pracowników. Na tej podstawie wiadomo, w którym miejscu lub na jakiej współpracy dany oddział może zaoszczędzić, a z cze- go nie może rezygnować. To pewien rodzaj współodpowiedzialności, która też przynosi efekty. Do tej pory nikt nie wie- dział, ile co kosztuje i jakie jest faktyczne zadłużenie. – Skoro to takie proste, czemu żadna reforma służby zdrowia się w Polsce nie udała? – Przeżyłem wszystkie reformy ochrony zdrowia. Każda z nich w nomenklaturze wojskowej przypomina„zwiad bojem”, czy- li wprowadzimy i zobaczymy, co się stanie, a później będziemy zmieniać, i tak za to nie poniesiemy odpowiedzialności. Niema gor- szej metody zarządzania, gdy nikt nie pro- wadzi wcześniej badań symulacyjnych i nie sprawdza swoich pomysłów w ograniczo- nym programie pilotażowym. I do tego nie korzysta się z doświadczeń autentycznych praktyków. Dlatego ponosimy porażki. Wywiad przeprowadzono 29.10.2020 r. Dr n. med. Jerzy Pieniążek, ordynator Oddziału Neurochirurgii i Neurotrauma- tologii, dyrektor WSS nr 4 w Bytomiu, specjalista neurochirurg, twórca czte- rech patentów na stabilizatory kręgosłupa, w tym dwa w Nowojorskim Biurze Patentowym: „World Intellectual Property Organization”. Fot. Wiki Kot

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5