ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2020 - styczeń 2021 nr 275

9 Pro Medico • grudzień 2020 – styczeń 2021 Naukę języka polskiego podjąłem w reno- mowanym łódzkim Studium Języka Pol- skiego dla Cudzoziemców. Przygotowano nas tam do zdania„małej matury”w języku polskim. Początek studiów medycznych to wyzwa- nie dla każdego polskiego studenta, dla studenta cudzoziemca – to walka o życie. Nieprzespane noce, wyścig z czasem, żeby zdążyć i zaliczyć na upragnioną trójkę... Topiąc się w szczegółach anatomii prawi- dłowej, histologii czy fizjologii, uczenie się łaciny po polsku było prawdziwą udręką. Ponad 30 lat temu zaczęła się moja przy- goda z nauką języka polskiego w Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców przy Uniwersytecie Łódzkim. Wcześniej z języka polskiego umiałemwypowiedzieć tylko kil- ka słów i nazwiskoWałęsa. Wsamymstudium i akademikubyło łatwiej. Wykładowcy wiedzieli, jak do nas mówić, a my między sobą, jak to cudzoziemcy, mówiliśmy różnymi językami. Problemy zaczęły się już przy zakupach. Pamiętam, jak kolega, zawsze kiedy wracał ze sklepu miał kilka kilogramów sera i kilka butelek octu. Stojąc w kolejce, było mu trudno powie- dzieć ekspedientce, co i ile dokładnie chce. Przykład mojego kolegi z czasów kursu języka polskiego jest dowodem na to, że drobne niezrozumienie może dopro- wadzić do większego nieporozumienia. Ta historia byław sklepie, efekt nietragiczny, odwracalny, ale wpracy lekarza? JAK RADZILI SOBIE Z JĘZYKIEM POLSKIM LEKARZE CUDZOZIEMCY? Najlepszą nauczycielką języka polskiego była moja dziewczyna, przyszła żona, która na każdym kroku poprawiała mnie, tłuma- cząc pochodzenie słów i wyjaśniając sko- jarzenia językowe. Kiedy udało się przejść przez pierwsze dwa lata „ciężkich robót”, to było już widać światło w tunelu, ale książki robiły się coraz grubsze, coraz więcej tomów... A mi daleko jeszcze było do szyb- kiego czytania i robienia notatek po polsku. Do tegowypadało podejmować jakieś kon- wersacje na ciekawsze tematy, polityczne czy społeczne; trzeba było poznać polską kulturę, obyczajowość, zrozumieć frazeolo- gizmy i potoczne wyrażenia... Po wielkim osiągnięciu, którym było zakoń- czenie studiów, przyszedł czas na wykaza- nie się w pracy. Byłem już w Polsce od dzie- więciu lat, miałem założoną rodzinę, dziec- ko, kiedy rozpocząłem staż podyplomowy wmałymSzpitaluMiejskimwRydułtowach. Mówiłem już wtedy dobrze, ale wciąż „śmiesznie” i miękko; pisałem poprawnie, ale wciąż za wolno na potrzeby sporządza- nia dokumentacji medycznej. Potem przyszedł czas na naukę i zrozumie- nie gwary śląskiej, żeby móc mieć swobod- ny kontakt z moimi pacjentami. Musiało upłynąć jeszcze kilka dobrych lat pracy i życia rodzinnego, w trakcie których moje małe córeczki uczyły mnie prawidłowego wymawiania ż, ź, cz, sz i tak dalej... Osta- tecznie uczyłem się polskiego piętnaście lat, żeby być biegłym w piśmie i w mowie, i móc z radością powtarzać: Grzegorz Brzę- czyszczykiewicz! Wciąż mówiłem śmiesznie i za „miękko” Od 30 lat pokonuję barierę językową Po kursie języka polskiego, który trwał pra- we 9 miesięcy i po obozie językowym, trafi- łemna ŚlAM i doakademikadoZabrza. Cze- kało mnie tam kolejne rozczarowanie języ- kowe, kiedy portier zaczął do mnie mówić gwarą śląską. Po podróży z Łodzi, przez Katowice, Zabrze i jeszcze do Rokitnicy, myślałemw pewnymmomencie, że jestem w innymkraju. Zaczynając studia, czułem się jakbym w ogóle nie był po kursie językowym, ale jakbym wczoraj przyjechał do Polski. Pamiętam, gdy siedziałem na wykładach i próbowałem coś notować. Zdążyłem napisać ledwie dwa-trzy zdania, a siedzą- cy obok kolega z Polski miał pełną stronę notatek. Przygotowanie się do seminariów nie należało do łatwych zadań. Ucząc się ana- tomii w zdaniu np. nerw biegnie ku górze, pamiętam, że długo szukałem takiego sformułowaniaw słowniku i nie znalazłem. Na szczęście koleżanka mi wytłumaczyła. I tu chciałbymswoimpolskimKoleżankom i Kolegom bardzo podziękować za pomoc w nauce, za pożyczenie wykładów, robie- nie streszczeń z materiału, podziękować wykładowcom za wyrozumiałość. Studia skończone, staż, nie było źle na początku, kontakt z pacjentami zawsze na wizycie, potem zbieranie wywiadu, ale zawsze szedłemdo dyżurki i pytałem kole- gów, jak czegoś nie zrozumiałem. Potem druga część stażu, poradnia, kontakt bezpośrednio z pacjentem, sam na sam. Pamiętam, że gdy koleżanka na chwi- lę zostawiła mnie samego z pacjentem, to jak wróciła myślałem, że na nowo się urodziłem. Później praca w Ośrodku Diagnostyki i Terapii AIDS w Chorzowie, nowe doświadczenia językowe, specyfika pacjentów Ośrodka. Obecnie pracuję w POZ. I tu, mimo tylu lat kontaktu z językiem polskim, twierdzę nadal, że nie jest łatwo pracować jako lekarz w języku, który nie jest ojczystym. Należę do osób niemających problemóww nawią- zywaniu kontaktów z ludźmi, a mimo tego uważam, że aby nauczyć się i pracować w obcym języku, potrzeba dużo czasu, zaangażowania, a zwłaszcza pokory, szcze- gólnie w takim zawodzie, jak nasz. Yousif Abuzied LekarzPOZ iChoróbZakaźnych. UrodzonywPort-Sudanie (Sudan) Nawar Banout Specjalista ortopedii i trauma- tologii.UrodzonywSyrii, przyjechałdoPolskiw1982r.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5