ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2021 / styczeń 20222 nr 285

Pro Medico • grudzień 2021/styczeń 2022 16 Nikt nie miał odwagi zrobić gruntowanej reformy ochrony zdrowia. Wszyscy pudrują trupa i czekają na całkowitą zapaść. Pandemia odsłoniła słabości tego systemu, a kolejne fale tylko udowadniają, że nie wyciągamy żadnych wniosków. zumienia nie było. To samo z biurokracją w gabinetach. Obiecano nam zmiany i co? Nic. Nadal lekarze siedzą przy kompute- rach, spędzając tak od 50 do 70% czasu, który mogliby poświęcić pacjentom.Widzi pan, tyle warte są ministerialne obietni- ce i ogólne hasła, którymi się posługują w niby-rozmowach z nami. Oszukano nas. Perfidnie nas oszukano! – W sumie dość mało lekarzy wzięło udział w białymmiasteczku. Z trzydzie- stotysięcznej manifestacji w namiotach została tylko garstka. Nie czuł się pan osamotniony w tymproteście? – Na początku faktycznie ze Śląska zostałem tylko z koleżanką, ale wkrótce dołączyli inni medycy z całej Polski, także z Katowic. Teraz nasz protest przyjął formę rotacyjną, więc jest lżej. Nadal mieszkamy u znajomych, myjemy się gościnnie, korzy- stamy ze wsparcia warszawiaków. Wspiera nas Naczelna Izba Lekarska oraz okręgowe izby, zwłaszcza warszawska i śląska. Nie- stety, widzę, że coraz trudniej jest moty- wować kolejne osoby, aby do nas dołączy- ły. Wielu lekarzy ma kredyty, samochody w leasingu, albo pracują po 300 godzin miesięcznie. Wpadli w wir pracy. Jest to jak nałóg, patologiczny hazard. I nawet sobie nie zdają sprawy z tego, że mija im to życie w okamgnieniu. Pracują ponad siły, a później jest wielkie zdziwienie, gdy lekarz doznaje udaru albo zawału w mło- dym wieku. My, młodzi, mówimy dość! Dość wyzysku i traktowania nas jak tanich niewolników. Z całą mocą apelujemy, aby lekarze nie pracowali więcej niż 48 godzin tygodniowo. Przez takie działania mamy szanse zwrócić uwagę na problem w ochronie zdrowia. Jeżeli wszyscy tak zrobią i m.in. wypowiedzą opt-outy, sys- tem zawali się w dwa tygodnie. Wtedy rzą- dzący będą pod ścianą. – Nadal jednak nikt nie chce z wami rozmawiać. A kiedy ogłosiliście postu- laty, zrobił się szum, że chcecie aż 100 mld rocznie. – Pieniądze nie są nam potrzebne tylko na wynagrodzenia, ale na realną wycenę świadczeń, zatrudnienie dodatkowego personelu medycznego i administracyj- nego, wprowadzenie po 15 latach pracy urlopu zdrowotnego i ochronę przed agresją słowną i fizyczną. Mamy osiem postulatów, których zrealizowanie umoż- liwi gruntowne zreformowanie systemu ochrony zdrowia. To, co nam przedsta- wiono do tej pory jako propozycje poro- zumienia, to była wydmuszka prawna zawierająca jedynie intencje i dobre chę- ci o wysokim stopniu ogólności. Ale my, mimo zmęczenia i rozgoryczenia, nie odpuszczamy. Wiem, że taki protest musi potrwać i boleć. Głodówka rezydentów też trwała ponad trzy miesiące, a my nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. I ciągle wierzymy, że wywalczymy zmiany w systemie ochrony zdrowia, które będą fundamentalne, a nie kosmetyczne. – A czy, oprócz zwrócenia na siebie uwagi, udało wam się cokolwiek zała- twić tymprotestem? – Na pewno udało się zjednoczyć środo- wisko medyków. W komitecie protestacyj- no-strajkowym, oprócz lekarzy, są między innymi pielęgniarki, ratownicy medyczni, fizjoterapeuci, diagności. I wszyscy jeste- śmy na tych samych prawach, nikt nikogo nie dominuje. A jeśli chodzi o rządzących, to nie posunęliśmy się ani o milimetr. Pre- mier i osoby decydujące wciąż odmawiają spotkania. – A ja słyszałem wczoraj, że porozu- mienie już zawarto i ciągle jakieś nowe informacje padają na ten temat. Już się nawet pogubiłem. Ocow tymwszystkim chodzi? Jest bliżej porozumienia, czy nie? – To celowe działanie propagandowe rzą- dzących. Niby podpisują porozumienie, ale z osobami, które wynajdują spośród swoich znajomych. Są one tyle warte, co porozu- mienie premiera z ministrem zdrowia, czyli nic. Ministerstwo i rząd wciąż gra na zwło- kę, a my czekamy. Jako komitet protesta- cyjno-strajkowy, reprezentujemy ponad 600 tysięcy pracowników ochrony zdrowia i jesteśmy jedynym ciałem do podjęcia decyzji o kontynuowaniu lub zaprzestania protestu. – Czujecie się oszukani? – I ignorowani. Premier spotyka się z trene- rempiłki nożnej, kołemgospodyńwiejskich i innymi środowiskami, alenasomija łukiem, mimo że codziennie widzi nas z okna. Czu- jemy się oszukani zresztą nie tylko przez politykówobecnie rządzących. Nikt niemiał odwagi zrobić gruntownej reformy ochrony zdrowia. Wszyscy pudrują tego trupa i cze- kająna całkowitą zapaść. Pandemiaodsłoni- ła słabości tego systemu, a kolejne fale tylko udowadniają, że nie wyciągamy żadnych wniosków. – Wiem, że w czasie studiów odbył pan staż wMinisterstwie Zdrowia. Co by pan zrobił w pierwszej kolejności, gdyby został ministremzdrowia? – Zacząłbym od zlikwidowania monopo- lu NFZ. Popatrzmy na Czechy. W tym kra- ju istnieje kilka firm świadczących usługi medyczne i pacjent ma świadomy wybór. Pod względem jakości ochrony zdrowia Czesi są o lata świetlne do przodu. A u nas wciąż jest monopolista NFZ, który stał się symbolem biedy, nieudacznictwa i gorsze- go standardu leczenia. Natychmiast popra- wiłbym warunki pracy i płacy tak, aby wró- cili ci, którzy uciekli do prywatnego sektora. Wprowadziłbym też od razu asystentów lekarza, którzy zajęliby się biurokracją.Widzi pan, tonic strasznego, żadneHimalaje kom- petencji. No, ale jeśli w Ministerstwie Zdro- wia pracuje jeden lekarz, a reszta to eko- nomiści, którzy nie mają zielonego pojęcia o pracymedyków, to co się dziwić. – Często opadają panu ręce z bezradno- ści? – Jak widzę kolejki pacjentów i ich emocje, to mi wstyd. W całej Polsce terminy przyjęć doporadni są bardzodługie. Nawet na pilną wizytę czeka się kilka miesięcy. Chciałbym to zmienić, bo tak być niemoże. – A jak się nie uda tego zmienić, to co? Spakuje się pan i ucieknie? – Jeśli nic się nie zmieni, to po odpraco- waniu rezydentury na pewno nie zostanę w publicznej ochronie zdrowia. Warunki pracy w niej są koszmarne. Lekarze i pielę- gniarki pracują po 300 i 400 godzin w mie- siącu i umierają ze zmęczenia. Kilka miesię- cy temu 39-letni lekarz z Wałbrzycha umarł na udar z wycieńczenia. Nie zasługujemy na taką ciężką pracę, wyśmiewanie nas i publiczne opluwanie przez przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia. – To co stanie się z publiczną ochro- ną zdrowia? Może o to chodzi, żeby ją sprywatyzować? – Tak to wygląda. Dzięki temu Minister- stwo Zdrowia pozbyłoby się problemu. Z naszych namiotów w Białym Miastecz- ku widać, że nikomu nie zależy na kapi- talnym remoncie systemu i tylko serwują kroplówkę podtrzymującą dotychczaso- wy stan. Zresztą, czemu ma im zależeć? Przecież politycy mają swoją opiekę zdrowotną i nikt jeszcze nie widział poli- tyka czekającego tygodniami na wizytę w gabinecie lekarskim. Nic dziwnego, że takimi akcjami burzymy im święty spo- kój. Dlatego nie odpuścimy tak łatwo. PS. 24 listopada uczestnicy białego miasteczka przenieśli swą aktywność do Internetu. Białe namioty, jako symbol protestu, pozostały.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5