ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2022 / styczeń 2023 nr 295
Pro Medico • grudzień 2022/styczeń 2023 10 wstrząsną sumieniami ludzi tworzą- cych prawo tak, że zechcą je zmienić? – Myślę, że tak. Film jest bardzo mocny. Uważam, że ma potencjał dotarcia przede wszystkim do kobiet, a to – nie zapomi- najmy – jest grupa niemal 20 mln osób. A wiem, że wielu mężczyzn stanie za nimi murem. Chcemy spowodować swoiste „ssanie społeczne”, czyli oczekiwanie społeczne do zmiany tego drakońskiego, toksyczne- go prawa. Ważne jest też to, że może nie- którym politykom i ideologom uświado- mić, że są sfery życia, w których nie można decydować zakazami i nakazami. – Jest już kilka spraw przeciwko leka- rzom w ŚIL. Podobnie w innych izbach. Wśród ginekologów rośnie strach, co będzie dalej. – Ginekolodzy są między młotem a kowadłem. Jak nie terminujesz ciąży – pacjentka może umrzeć, jak terminujesz – to Ty możesz umrzeć. Bo trzy lata pozba- wienia wolności są równoznaczne z utratą prawa wykonywania zawodu, a to ozna- cza śmierć zawodową lekarza. Dlatego oczekujemy, że izby lekarskie i Polskie Towarzystwo Ginekologiczne opracują jednoznaczne, jasne wytyczne, rekomendacje oparte na rekomenda- cjach WHO – jak mamy dalej działać. Czy mamy się przejmować tym skandalicz- nym i pełnym prawnych wad wyrokiem, czy też mamy robić to, co jest zgodne ze współczesną wiedzą, nauką oraz nowoczesną medycyną. Nie może być tak, że lekarskie samorzą- dy i najważniejsze towarzystwa nauko- we chowają głowę w piasek i pozwala- ją w milczeniu na torturowanie kobiet i lekarzy. W tej chwili ciąży w Polsce żaden lekarz nawet embriopatologicz- nej po prostu nie usunie, jeżeli ona nie będzie stanowić rzeczywiście bezpośred- niego zagrożenia życia. Ta granica wcale nie jest w żaden sposób jasna, wyraźna. Poza pierwszym, i jak do tej pory jedy- nym, stanowiskiem Towarzystwa Gine- kologicznego, że jest przeciw, nic więcej się nie ukazało. Do dzisiaj nie pojawiło się stanowisko Towarzystwa Psychiatryczne- go. Czekamy więc wciąż na jakiekolwiek rekomendacje, spotkania z prawnikami, konferencje obu zawodowych samorzą- dów, na których powiemy sobie, w jakim jesteśmy miejscu i jakiego oraz czyjego wsparcia możemy oczekiwać. Teraz każ- dy z nas, ginekologów, działa intuicyjnie i modli się, żeby na jego dyżurze nie tra- fiła się taka ciąża. Trzeba jednoznacznie skończyć z tym absurdem. – Kiedy przychodzi do pana kobieta z chorą ciążą, to jak to wygląda? – Muszę zmierzyć się z tym cierpieniem. Kiedy kobieta przychodzi uśmiechnięta z mężem na wizytę, a ja muszę jej powie- dzieć: „proszę pani, bardzo jest mi przy- kro, ale niestety z ciążą jest coś nie tak, jest jakiś problem, tu w USG widzę pew- ne nieprawidłowości”. To są takie zdania, których nikt, żadna kobieta, nie chce usły- szeć. Natychmiast mają czerwone oczy i płaczą, zaczynają się trząść ze stresu. A ja dalej muszę mówić, co widzę w badaniu USG, np. że widzę obrzęk pło- du, że brak jest kończyny, że nie widzę mózgu, pokrywy czaszki czy w ogóle głowy, rąk i nóg. Ciężko chore płody często mają różne przepukliny, przez które narządy wychodzą na zewnątrz – to wygląda dramatycznie i jeszcze gor- sze ma skutki dla rozwoju płodu – płody z wielowodziem są często potwornie zde- formowane. Zdecydowana większość z nich nie ma absolutnie żadnych szans na przeży- cie po odłączeniu od matki – większość ginie w ciągu minut, godzin czasem dni i tygodni, i zwykle w wielkich cierpie- niach. Na potwierdzenie informacji o wie- lowodziu kobiety czekają tygodniami – na wynik amniopunkcji czeka się obecnie 3-4 tygodnie i ten czas oczekiwania to dla nich prawdziwa tortura psychiczna. – To jak pan pomaga teraz pacjent- kom, żeby nie dochodziło do takich dramatów? – Dzisiaj mogę tylko dać namiary na klini- ki ginekologiczno-położnicze oraz abor- cyjne w Czechach i w Niemczech, które usuwają takie ciąże. Podaję też nazwy organizacji kobiecych, które poma- gają w bezpiecznej aborcji. Wiem też od pacjentek, które wyjeżdżały za grani- cę dokonać aborcji, że na przykład z Kra- kowa, tydzień w tydzień, co 3-4 godziny odjeżdża bus pełen kobiet na zabie- gi do klinik aborcyjnych do Czech czy do Niemiec. Większości kobiet w Polsce jednak nie stać na wyjazd za granicę. One trafiają do silnie kryminogennego pod- ziemia aborcyjnego. Oczywiście, możemy dalej żyć w zakłamaniu, że aborcja nas nie dotyczy i nie obchodzi. Ale ona JEST. – Jak pan się czuje z tą bezradnością? – Fatalnie. Jestem po prostu wściekły, ja się z tym prawem absolutnie nie godzę. Ale nie mogę prawa łamać. Mogę tylko wal- czyć o jego zmianę i mogę działać zgodnie ze swoim przeświadczeniem, że te kobiety mają prawodo informacji. Mogę tylkopisać, nagłaśniać, apelować, tworzyć filmy i pro- jekty edukacyjne i to właśnie robię, a kilku mądrych dziennikarzy wyławia moje wpisy i puszczają to w świat. – Według pana, jak daleko jesteśmy od piekła kobiet, o którym 100 lat temu pisał Boy-Żeleński? – Ależ my w tympiekle już jesteśmy. Obec- na władza cofnęła nas o dobre 100 lat. – Powiedzmy wprost, że pan też nie jest za aborcją zdrowych ciąż. Chyba ani jed- nej ciąży pan nie usunął w ciągu swojej praktyki. – Tak. Nigdy nie usunąłem zdrowej ciąży na życzenie. Ale przed wyrokiem kobietom w bardzo wczesnej ciąży – wielokrotnie na życzenie przepisywałem tabletki wcze- snoporonne i instruowałem kobiety, jak dawkowaćlekiwdomuisięzachować,kiedy rozpocznie się poronienie. Decyzję zawsze pozostawiałem kobietom, nigdy nie dawa- łem sobie prawa do ich oceniania. Zawsze natomiast zapewniałem, że jeśli zmienią zdanie – to chętnie poprowadzę tę ciążę. I uważam, że tak powinno zostać. Uspokojo- ne pacjentki, które są otoczone życzliwością – bardzo często wracały do mnie po prze- myśleniu, ochłonięciu i oddawałymi receptę oświadczając, że miałem rację i że rodzina wcale nie przyjęła informacji o ciąży tak źle, jak się spodziewały – i że jednak nie będą brały tych tabletek. I to jest kwintesencja PRAWA DOWYBORU. To była wyłącznie ich decyzja. I ja takiego świata chcę. Fot. W. Kot
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5