ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2022 / styczeń 2023 nr 295
19 Pro Medico • grudzień 2022/styczeń 2023 pod granicę – skończyć się może tak, jak na początku wojny, gdy magazyny w Prze- myślu pękały w szwach, a nikt nie wiedział, co i komu wysyłać. –Dlatego tak ważna jest wiedza, komu w danym okresie, co jest potrzebne. My to wie- my, bo jesteśmywstałymkontakcie z ukraiński- miżołnierzami,szpitalamiifundacjami –mówi Jacek Dutkiewicz, założyciel Fundacji Cross Borders z Katowic. Wyobrażenie Polaków o szpitalu polowym jest zupełnie inne niż Ukraińców. Oni nazy- wają je polowymi ambulatoriami i felczer- sko-akuszerskimi punktami medycznymi. Z prostego powodu – brakuje specjalistów, by nazwa była poważniejsza. Brakuje też wszelkiego sprzętu i leków. Od strzykawek i bandaży, roztworów, NPLZ-tów, po środki traktowane w Ukrainie już jako narkotyki i niedopuszczone do stosowania poza szpi- talami. To ważna informacja, o której mało osób wie – za morfinę czy ketaminę można dostać wyrok nawet 15 lat. Nas nigdy nie pytali, co jest na wyposażeniu polskiej „eski”, ale jedna z naszych znajomych zakonnic – fel- czerka – miała poważne problemy z prawem za niesienie pomocy w stanach bólowych. Kiedy zaczęliśmy im opisywać, jak powi- nien naszym zdaniem taki punkt wyglądać i co robić, że powinien być chirurg i aneste- zjolog, dwóch doświadczonych ratowników – złapali się za głowy. Tam sprawę załatwia felczer i pielęgniarka. Czasem zastępuje ją pomocnik medyczny, czyli osoba po prze- szkoleniu KPP. Krótkomówiąc – tabletka, her- bata i do domu. Nowoczesna wojna to też nowoczesne narzędzia do ranienia i zabijania. A brak wyszkolonych medyków na polu walki, to ogromny problem. Problem, który powo- duje, że żołnierze są pozostawieni sami sobie. I często, z powodu niemożności ewakuacji – „czerwoni” szybko stają się „czarni”. Szpitale pełne są „szczęśliwców”, których udało się przetransportować i przeżyli drogę. Ludzi z ranami od odłamków – pocięte, amputo- wane kończyny, oparzeni fosforem, połamani walącym się gruzem… – Przywieźliście części do VAC-ów? – pytają nas od razu w szpitalu w KrzywymRogu. Tak, przywieźliśmy. W Ukrainie nie można ich kupić, bo firma nie ma tam przedsta- wicielstwa. Zresztą nowoczesne zestawy do podciśnieniowej terapii ran są koszmarnie drogie. Dzięki darczyńcomwspółpracującym z gliwickim Stowarzyszeniem„Cała Naprzód”, które wspiera nas w pomaganiu Ukrainie – znów kilka kartonów VAC-ów pomoże szyb- ciej „uzdrowić” rannych. Poza tym zawozimy tonę „ortopedii”. Od lasek i kul, przez ortezy kończyn, wózki inwalidzkie. I standardowo – płyny infuzyjne, zestawy do przetoczeń... Wwarunkach wojennych taki towar idzie jak woda. Po raz kolejny na nasz przyjazd zbiera się dyrekcja szpitala. Są uściski, łzy wzrusze- nia. Chodzący o kulach pacjenci też wyszli na zewnątrz. To nieco krępujące, gdy ranni ukraińscy żołnierze o smutnych oczach przy- chodzą dziękować zdrowym, uśmiechniętym Polakom. Robią to dyskretnie, na uboczu, poza „wierchuszką” szpitala i deputowanymi Rady Najwyższej Ukrainy, którzy też przyjeż- dżają nas powitać. Ale właśnie takie ciche gesty na uboczu są najbardziej wzruszające. –Dla ciebie wojna się skończyła – mówię„boj- cowi” z kikutem lewej ręki, który podszedł do nas na papierosa. –Nigdy! Dadząmi protezę i wracamwalczyć! – odpowiada z przekonaniem. KIEDY SIĘTOSKOŃCZY? Zniechęcenie do służby jest coraz większe, w miarę, jak coraz większe są straty ukraiń- skie. Dzięki dobrze działającej propagandzie, praktycznie nie słyszy się o tym, ilu żołnierzy ginie. A ginie wielu... W drodze na wschód mijamy zaorane połacie pól z krzyżem wbi- tympośrodku. – To miejsca przygotowane na cmentarze. Czekają na poległych. I tak jest w każdej wsi, w każdymmiasteczku. Ludzie towidzą, ale nikt otymniemówi –odpowiadananaszepytanie ksiądz prałat Józef Legowicz, proboszcz para- fii w Żółkwi. –Wielu chłopaków od nas zabrali do woj- ska na początku wojny. Teraz już nie chcą iść, bo widzą, że niewielu wraca. Zwłaszcza odpowołaniadobrygady jaworowskiej ucieka- ją. Mówią o niej, że jest przeklęta – wspomina ksiądz Andrzej z Krysowic. Chodzi o bazę w Jaworowie, która podczas ćwiczeń formowanych tam jednostek wielo- krotnie była celem rosyjskich ataków. Wielu żołnierzy zginęło, zanimukończyło szkolenie. Wielu też z wojny już nie wróciło. Nieoficjal- nie mówi się o 80 tysiącach zabitych i ciężko rannych. Ukraina staje się krajem samotnych matek z dziećmi i rodziców o smutnych oczach... Fot. archiwum autora Fot. archiwum autora
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5