ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2022 / styczeń 2023 nr 295
Pro Medico • grudzień 2022/styczeń 2023 26 Joanna Andrzejewska Współczesnym okiem Sami sobie winni wek zginęły dwie? Zalecano kategorycznie nie mówić pacjentce o tym fakcie, żeby nie- potrzebnie nie wpadła w histerię. Zdaniem autora podręcznika, kobiety są wystarcza- jąco nerwowe, a„pijawka z pewnością znaj- dzie drogę wyjścia”. MEDYCYNADŻENTELMENÓW XIX-wieczne medyczne autorytety przeja- wiały jednak pewną roztropność. Ograni- czały się do mierzenia tętna lub tempera- tury i raczej pogardliwie spoglądały na ciała chorych. Sekcje zwłok na studiach, owszem, były (zło konieczne), ale kiedy szanowani lekarze mieli do czynienia z żywym orga- nizmem, wiedzieli, jak zachować dystans, a wraz z nim swoją wysoką pozycję spo- łeczną. Tak powstałą lukę pomiędzy leka- rzem a chorym wypełnił taktownie René Laennec (1816 r.). Badając otyłą kobietę z zaburzeniami serca, chciał ją osłuchać, ale czuł się okropnie zażenowany, chcąc przyłożyć ucho do jej piersi. Zwinął więc wwałek kawałek papieru, jeden jego koniec przyłożył do falującej piersi pacjentki, dru- gi do swojego ucha – i tak wymyślił steto- skop, dzieląc przy okazji środowisko na jego zwolenników i zagorzałych przeciwników. W świetle tej roztropności ciekawie wyglą- dała wizyta u ginekologa. Podczas „bada- nia” w pełni ubrana pacjentka, siedząc w wygodnym fotelu, opowiadała o swoich dolegliwościach, a lekarz obserwując jej oblicze zapewnemyślał, jak zawszelką cenę uniknąć „wstydliwego badania”. Wziernik został, co prawda, wynaleziony przez sta- rożytnych Rzymian, ale kiedy znalazł się w powszechnym użyciu, to lekarze badali za jego pomocą kobiety kompletnie ubra- ne, patrząc przy tym dla odmiany w sufit! Dla komfortu obu stron wymyślono „lecze- nie korespondencyjne” stosowane przez wielu szanowanych XIX-wiecznych lekarzy. Pacjentka, zachowując prywatność, pisała długi list o swojej chorobie i jej objawach. Lekarz, siedząc sobie wygodnie w swoim gabinecie pełnym książek, beztrosko paląc cygaro lub fajkę, bezpiecznie odgrodzony od ciała chorej, miał dużo czasu na zadumę i zastanowienie się. EPILOG Konserwatyzm, jeśli tłumi zdolność leka- rza do przyjmowania nowych metod leczniczych czy diagnostycznych, dzia- ła destrukcyjnie. Zawsze potrzebny jest umiar, aby zbytnio nie entuzjazmować się świeżymi, mało sprawdzonymi metodami, ale z drugiej strony, nie można zamykać się w skorupie poglądów, które wraz z roz- wojem nauki stają się nieaktualne. Niewątpliwie godna pozazdroszcze- nia była relacja pacjent – lekarz, oparta na zaufaniu i wierze, że lekarz chce dobrze i robi wszystko, aby go wyleczyć. Szko- da tylko, że to zaufanie było tak ślepe, że pacjent tracił zdrowy rozsądek i własną intuicję. Jak świat światem, tak problem ten zawsze istniał i oceniając post factum można stwierdzić, że w wielu przypad- kach pacjent oszczędziłby sobie cierpień, a może uratował życie, gdyby zrezygno- wał z leczenia. Okazuje się, że w „cudownych” współcze- snych czasach nadal stosujemy tak popu- larne niegdyś lewatywy, a kauteryzacja z powodzeniem jest stosowana przez chi- rurgów. Upusty krwi zostały zmodyfiko- wane: nie mają służyć choremu, a biorcy i to jest słuszna idea. W Europie nadal się wykorzystuje pijawkę lekarską w leczeniu (tzw. hirudoterapia). Czas zweryfikował też„leczenie korespondencyjne”, nie musi- my pisać długich listów, wystarczy sięgnąć po telefon. W artykule „Potyczki z historią” znala- złam w tym miesiącu prawdziwe pereł- ki. Takie sformułowanie, przykłado- wo, że „w wielu przypadkach pacjent oszczędziłby sobie cierpień, a może i uratował życie, gdyby zrezygnował z leczenia”... Jakież to aktualne! Ile razy słyszymy, że mąż sąsiadki wylądował w szpitalu całkiem zdrowy, a wyszedł wrak człowieka. A ile mu chorób tam znaleźli! Wszystko po to, żeby teraz wydawać pieniądze na wizyty i bada- nia! Przenikliwy ten naród. Albo moje ulubione: „ludziom z hemofilią trzeba pozwolić się wykrwawić; w końcu są sami sobiewinni, bomająwdomumeble z niespiłowanymi kantami”! Że też NFZ nie wyciąga wniosków z takich oczywistych obserwacji. Jeśli pacjent ignoruje niebez- pieczeństwa czyhające wokół, to wynikłe z tego szkody na jego zdrowiu nie powinny być w ogóle leczone. A tym bardziej, jeśli pacjent sam przyczynia się do ich powsta- nia. Taki palacz przykładowo, albo spado- chroniarz ze złamanym karkiem, tudzież próchnicą, powinien mieć zakaz wstępu do placówek ochrony zdrowia. Człowieka nieostrożnego, ryzykanta czy ignoranta należy pozostawić samemu sobie, skoro sam sobie biedy napytał. Lekarz wizytę mógłby zaczynać od pytań dotyczących konsumpcyjnych nawyków pacjenta, ilości snu oraz jakości myśli. Jeśli odpowiedzi nie mieszczą się w zdrowot- nych ramach, wskazują na zaniedbania w higienie fizycznej bądź psychicznej, a już na pewno, jeśli pacjent świadomie, choć nawet nieintencjonalnie, przyczynił się do powstania uszczerbku na swoim zdro- wiu – lekarz powinien odmówić leczenia. W końcu czas najwyższy, aby wymarzo- ne partnerstwo w relacji lekarz – pacjent (wymarzone dodajmy przez pacjentów, bo lekarz – dla dobra pacjenta chyba wolałby pozostać przy paternalistycznym układzie sił) stało się faktem, a nie tylko nośnym hasłem. Niech partnerstwo się urzeczywistni nie tylko poprzez świadomy udział pacjenta wprocesie leczenia – co jest nadal fikcją i wciąż niespełnionym marze- niem lekarzy. Niespełnionym z powodu braku jakichkolwiek regulacji prawnych, które nakładałyby na pacjenta choć mini- malny obowiązek określonego zachowa- nia, a przede wszystkim brak uregulowa- nej odpowiedzialności pacjenta za skutki leczenia, a w zasadzie za brak skutków w przypadku braku współpracy z lekarzem, ale takżepoprzez odpowiedzialność za cho- robę w przypadku przyczynienia się do jej powstania. W prawie funkcjonuje pojęcie zamiaru ewentualnego, z którym mamy do czynie- nia wtedy, gdy spodziewam się, że moje określone działanie może przynieść okre- ślony negatywny skutek i mimo to dzia- łam w ten określony sposób (mimo że nie marzę o wywołaniu tego skutku, ale godzę się na jego powstanie) takie zachowanie określamy potocznie jako lekkomyślność, niedbalstwo. W konsekwencji, przejawem partnerskiej relacji, mogłoby być hasło: Ewentualnie sobie szkodzisz – leczenia nie uraczysz! Albo wwersji bardziej humanitarnej: Ewen- tualnie sobie szkodzisz – za leczenie sam płacisz! Nadwyrężony systemdoznałbyulgi, pacjent by przekalkulował i (ostrożnie zakładając) może jeden na tysiąc zmieniłby niedobre nawyki. Same korzyści, a oparte na spraw- dzonych XIX-wiecznych wzorcach.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5