ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2023 / styczeń 2024 nr 305

Pro Medico grudzień 2023/styczeń 2024 1 skich lekarzy. Nasz rezydent, oczywiście, może rozpocząć po poło- wie specjalizacji pracę w lecznictwie otwartym, ale na odpowie- dzialność kierownika specjalizacji, który musi na to wyrazić zgodę. I to on odpowiada za to, co ten lekarz czyni na co dzień. Stąd kon- sekwentnie zaczęliśmy stosować wydawanie zgód na pracę z pię- cioletnim nadzorem w szpitalach, bo tam, tak jak lekarza stażystę lub rezydenta, można do pracy powoli przygotowywać, pilnując cały czas tego, co robi. Oczywiście może być z tego zwolniony, jeśli zda egzamin wery- fikacyjny, nostryfikuje swoje dokumenty, zda egzaminy z języka polskiego, wówczas będzie mógł rozpocząć. Tylko co? Rozpocznie przygotowania do LEK-u, LDEK-u, stażu podyplomowego, który, być może, w pewnej części będzie skrócony. Po to, aby po tym okresie można się było ubiegać o rozpoczęcie specjalizacji. Zno- wu jest możliwe, że konsultant krajowy z ministerstwem uzna mu część dotychczasowego stażu poza granicami Polski, ale na pew- no nikt nie zwolni go z konieczności odbycia kursów, praktyk. Kto jest niezadowolony? Część tych lekarzy pisze odwołania. Pochyla się nad nimi Okręgowa Rada Lekarska. Zapraszamy tych lekarzy, rozmawiamy z nimi. I cóż się okazuje? Oni tak naprawdę z decyzji Śląskiej Rady są zadowoleni. Pytamy: dlaczego składacie odwołania? Mówią, że kazał nam szpital, pracodawca albo firma, która pośredniczyła im w załatwieniu zatrudnienia w Polsce. On sam, jako beneficjent naszej decyzji, jest z niej zadowolony. Nie- jednokrotnie u siebie, na przykład na Białorusi, miał problem, żeby dostać się do pracy w szpitalu. Red. Judyta Watoła z Gazety Wyborczej zarzucała mi, że nasze decyzje przekierowują tych lekarzy do miejsc, gdzie Polacy nie chcą pracować. To nie tak do końca. Przekierowując do szpitali, kierujemy ich w miejsca, gdzie najbardziej potrzeba lekarzy, gdzie ich pomoc w zamian za edukację i przygotowanie do dalszej kariery w Polsce jest choćby trochę zwrócona. Wiem, że inne izby, bazując na naszym doświadczeniu, zaczęły robić podobnie i wydaje się, że to jedyny słuszny kierunek. Acz- kolwiek lekarze prowadzący POZ-ty nie będą z tego zadowoleni, ponieważ nie mogą jeszcze dzisiaj poprawić sobie stanu kadrowe- go, ale docelowo na pewno część tych lekarzy, po wdrożeniu się w polski system, będzie kiedyś u nich pracowała. Wtedy, gdy będą do tego dobrze przygotowani. Tradycyjnie, w nadchodzące święta Bożego Narodzenia życzę, aby w Polsce zagościł optymizm i żeby nie był gołosłowny i bezpod- stawny. I aby po świętach wszystko szybko, a nawet bardzo szyb- ko, zmieniało się na lepsze. Powiem wprost Lekarz spoza Unii. Dobro, czy zło konieczne? Wydaje mi się, że czytelnicy „Pro Medico”, lekarze zrzeszeni w Ślą- skiej Izbie Lekarskiej, powinni więcej wiedzieć na temat przyzna- wania praw wykonywania zawodu lekarzom, którzy ukończyli studia poza Unią Europejską. Od pewnego czasu to temat gorący i istotny. Ewaluują doświadczenia, ewaluują obserwacje, a że nie dotyczy to tylko lekarzy z Białorusi i Ukrainy, ale coraz częściej dotyka interesów polskich lekarzy, należy się parę słów wyjaśnień na ten temat. Śląska Izba Lekarska stoi na stanowisku, że lekarze, którzy będą dopuszczeni do pracy zanim nostryfikują swoje dyplomy, zanim uzyskają prawo wykonywania zawodu, które upoważni ich do nor- malnej pracy w Polsce, powinni uczyć się medycyny po polsku, uczyć się języka polskiego i uczyć się zasad wykonywania zawodu w naszym kraju. Powinni mieć na to czas. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia zaczęło wydawać swoje zgody do pięciu lat pod nadzorem trzy- lub sześciomiesięcznym. Dziś mam wrażenie, że chodziło tylko o to, aby łatwo było upowszech- niać wizję wsparcia polskiego systemu ochrony zdrowia szybkimi naprawczymi decyzjami. Nie słuchano nas, lekarzy, i nie chciano tego zrobić dobrze. A my apelowaliśmy o to, aby nie można było lekarza, który przyjeżdża do Polski – jakim by nie był specjalistą – puszczać na szerokie wody do otwartego rynku pracy tylko na podstawie tej ministerialnej zgody. Wielokrotnie słyszeliście Państwo, że ministerstwo podejmuje takie decyzje, bo są temu władni, a izby lekarskie mają być tylko wykonawcą administracyjnej czynności przyznania prawa wyko- nywania zawodu. Kłóci się to jednak z podstawową zasadą, że nad bezpieczeństwem lekarza powinien czuwać samorząd lekarski. W związku z tym Prezydium naszej Rady Okręgowej od dawna już zaczęło wydawać zgody na pięcioletni nadzór. Uważamy bowiem, że lekarz powinien mieć czas na to, żeby się wdrożyć do naszych warunków pracy, powinien być nawet trochę prowadzony w tym kierunku. Najlepiej, jak nadzoruje go lekarz specjalista, który sto- sownie do tego, co sobą reprezentuje konkretna osoba, zwięk- sza jej zakres obciążeń, kompetencji. Tak, jak z prowadzeniem rezydenta. Zachęcam, żeby nasi lekarze w szpitalach przyjaźnie pochodzili do tego tematu i brali pod swoje skrzydła edukację koleżanek i kolegów spoza Unii. Zdarza się bowiem, że nawet, jeśli dyrekcja szpitala się zgadza, okazuje się, że nikt nie chce się nimi „opiekować”. Przestało nam się podobać, choć zdania mogą być mocno podzie- lone, że ministerstwo zaczęło wydawać zgody na pracę w lecznic- twie ambulatoryjnym również z trzymiesięcznym nadzorem. Czyli lekarz, który do Polski przyjeżdża, po trzech miesiącach nadzoru właściwie mógłby przyjmować samodzielnie. Czy to dobrze? Pew- nie nie. Jest to też niespójne z postępowaniemw stosunku do pol- Dr n. med. Tadeusz Urban prezes Okręgowej Rady Lekarskiej

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5