ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2023 / styczeń 2024 nr 305
Pro Medico grudzień 2023/styczeń 2024 26 ta, której bohaterem jest prof. Bronisław Koskowski (m.in. organizator i dziekan samodzielnego Wydziału Farmaceutycz- nego UW). Znana w tamtym czasie firma farmaceutyczna zgłosiła się do profesora, jako niekwestionowanego autorytetu z zakresu farmacji, z pytaniem czy swój najnowszy produkt – proszek do zębów – powinni nazwać „Dentosan” czy „San- dento”. Podobno profesor udzielił nastę- pującej odpowiedzi: „czy „Dentosan” czy „San-dento” wszystko jedno – g… z mię- tą”. WALKA ZWIATRAKAMI W latach 30. na sile przybrało znachor- stwo i różne formy samoleczenia czyniąc znaczne spustoszenie wśród naszych protoplastów, którzy z przyczyn głów- nie ekonomicznych sięgali po substy- tuty leków. Luźne umowy celne pomię- dzy Polską a Wolnym Miastem Gdańsk spowodowały niekontrolowany handel „tanimi” lekami. Dodatkowo pojawiła się nowość: sprzedaż wysyłkowa. Prawo regulowało handel lekami. Lek musiał być dopuszczony do obrotu, czyli musiał być wpisany do rejestru Ministerstwa Zdrowia Publicznego. Jeżeli był wyda- wany z przepisu lekarza, to o jego rekla- mie w prasie fachowej decydowała „wojewódzka władza administracyjna po wysłuchaniu izby lekarskiej”. Jeżeli był bez recepty, to nie mógł wprowadzać w błąd „publiczności”. Już wtedy zwraca- no uwagę na bezwzględną konieczność rzetelnej informacji o leku, aby stoso- wać go bezpiecznie. Prawo prawem, ale od czego kreatywność. Skoro ogłoszenie: „maść XY leczy egzemy, usuwa wysypki skóry” było niedopuszczalną formą rekla- my, to alternatywne: „krem XY wydelikat- nia skórę, chroni ją przed pękaniem” nie powodowało niepożądanych skutków prawnych. NIEZAWODNY, WYBITNY, NIEWYKAZU- JE DZIAŁAŃ UBOCZNYCH Współcześnie takie sformułowania na farmaceutykach mobilizują odpo- wiednie służby nadzoru do dokładnego przyjrzenia się takiej reklamie pod kątem poprawności etycznej i zgodności ze sta- nem faktycznym. Przed wojną nikogo nie dziwiło, że Pabianickie Zakłady Farma- ceutyczne CIBA lek nasenny„Dial” zaleca- ły na neurastenię, histerię, bóle urazowe, zapalenie płuc, a także „odjęcie morfiny, kokainy i alkoholu”, a„Lipojodynę”(zawie- rającą 41% jodu) zalecano do leczenia miażdżycy tętnic, rozedmy płuc, kiły wtórnej, gruźlicy i... zołzy! W latach 30. nawet wizerunki pucułowatych dzieci w reklamie leków nasennych nie budzi- ły kontrowersji. Kolorowe ulotki rekla- mowe, broszury, plakaty były wszędzie: w teatrach, kinach, gabinetach, na słu- pach ogłoszeniowych i na parkanach. Wykonane różną techniką, nie miały nic wspólnego z fachowymi informacjami. Ich autorami najczęściej byli znakomici ówcześni ilustratorzy i graficy: Jan Lewitt i Jerzy Him (znani z ilustracji do wier- sza „Lokomotywa” J. Tuwima z 1934 r.). Ich fenomenalne reklamy odwoływały się głównie do skojarzeń, np. siłacz roz- szerzający zwężone tętnice czy murarz cementujący ścianę o obrysach kości. REKLAMA DŹWIGNIĄ HANDLU Producenci leków szybko zorientowali się jakie możliwości daje radio. Zacho- wało się nagranie radiowe Adama Asto- na (jeden z najpopularniejszych arty- stów międzywojnia) reklamującego „Tabletki z Kogutkiem” Zakładów Adolfa Gąsieckiego: (…) Gdy ci w głowie szumi wódka „Miro”/Masz ból głowy, zębów, grypę też/Przyjmij „kogutka” a wnet troski zginą/Więc po niego do apteki spiesz (…). Zresztą „Proszki z kogutkiem” zyskały wielką popularność właśnie dzię- ki zabawnym hasłom namawiającym do zażywania leku, np. „Dlaczego kurek nie boli głowa? Bo zażywają kogutka”. W 1936 r., Mieczysław Fogg, swoim aksa- mitnym głosem, w takt nostalgicznego tanga przez ponad dwie minuty zachwa- lał „Motopirynę” wyprodukowaną przez Warszawskie Towarzystwo „Motor” Sp. Akc.: (…) Motopiryna, nie do wiary/Ten znakomity polski lek/Grypę ma mło- dy czy też stary/Przyjmie pastylkę – już zdrów człek (…). Muzykę do tego tanga napisał nie byle kto, tylko samWiktor Kru- piński (komponował muzykę i piosenki do największych warszawskich przedwo- jennych teatrów rewiowych i filmów). W STARYM KINIE W 1937 r. zarząd „Motoru” zakasował wszystkie inne firmy farmaceutyczne. „Motopiryną” leczono lwy w warszaw- skim Ogrodzie Zoologicznym, co oczy- wiście skrzętnie odnotowano, tym razem na taśmie filmowej. W świetnie zachowanym filmie, zapewne emitowa- nym w kinach, wyprodukowanym przez Polską Agencję Telegraficzną, lektor informuje, że „wraz z nadejściem chłod- niejszych poranków i wieczorów jesien- nych lwy, podobnie jak ludzie, zapada- ją na pewien rodzaj grypy, w leczeniu której, podobnie jak u ludzi, znakomite usługi oddaje Motopiryna podawana w codziennym posiłku”. I tu oczom widza ukazuje się kawał mięsa, do któregowkła- dane są dwie tabletki, oczywiście w tle nie przypadkowo i wcale niedyskretnie, pojawia się opakowanie leku. Tropem Motoru poszło także Laborato- rium Chemiczno-Farmaceutyczne Magi- stra A. Bukowskiego, produkując film także na potrzeby kina, reklamujący śro- dek do odkażania jamy ustnej „Panacrin”. Ponad minutowa, mroczna, ale suge- stywna, produkcja pokazuje teatr, szkołę, pociąg i biuro jako miejsca, w których potencjalnie mogą przebywać chorzy na grypę. Oczywiście w scenie finało- wej pojawia się opakowanie „Panacrinu” z adnotacją, że „chroni przed grypą, influ- enzą i anginą”. Oba te filmy są prawdopo- dobnie jedynymi ocalałymi przedwojen- nymi reklamami leków prezentowanymi w kinie. POST SCRIPTUM Mistrzowie marketingu zatrudniający do reklam farmaceutyków (choć nie tylko) wybitnych aktorów, piosenkarzy czy piękne modelki tworzą perfekcyj- ny produkt, który działa na klientów jak broń masowego rażenia, przed którą nie ma obrony. Świat reklam to świat fałszy- wych obietnic, którym rządzi jedna zasa- da:„ciemny lud i tak to kupi”. Mamią nas piękne opakowania, rekomen- dacje wyimaginowanych lekarzy i swoj- sko wyglądających dziewczyn z sąsiedz- twa. I kupujemy te leki na wszystko. Może jednak warto przyłączyć się do tłumu „oświeconego ludu”, który z dużym dystansem podchodzi do reklam, leczy się lekami zalecanymi przez lekarza, a nie polecanymi przez wybitnego aktora. Może warto też zadbać, by lek kupowa- ny w aptece był faktycznie produktem leczniczym, a nie suplementem diety, który jako taki nie podlega nadzorowi farmaceutycznemu, a w związku z tym, trudno powiedzieć, czy zawiera w sobie to, co jest opisane na opakowaniu. Mistrzowie marketingu zatrudniający do reklam farmaceutyków (choć nie tylko) wybitnych aktorów, piosenkarzy czy piękne modelki tworzą perfekcyjny produkt, który działa na klientów jak broń masowego raże- nia, przed którą nie ma obrony. Świat reklam to świat fałszywych obiet- nic, którym rządzi jedna zasada:„ciemny lud i tak to kupi”.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5