ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2023 / styczeń 2024 nr 305
Pro Medico grudzień 2023/styczeń 2024 9 pani, że ludzie na tym poprzestaną i nie pójdą już do lekarza? – Świetnie, że pan policzył te choroby, bo widać dzięki temu, jak szeroki wachlarz wiedzy stoi przed lekarzem pediatrą i leka- rzem rodzinnym. Dla mnie to bardzo moty- wującewyzwanie, gdyktośdostrzega, że jak już będę specjalistą pediatrii, to w gabi- necie będę musiała wiedzieć o badaniu jąder, wirusowym zapaleniu wątroby, jak i o zezie. Ale, prawdęmówiąc, bardzo dbam o to, żeby moje posty trzymały się pewniej konwencji i zawsze podkreślam w nich konieczność badania fizykalnego i wywia- du. Ponadto nigdy w nich nie ma interpre- tacji konkretnych badań, ani konkretnego leczenia. Zmoich postówpacjent nie dowie się jaki antybiotyk, jaki lek, w jakiej dawce należy zażyć. Myślę, że na podstawie moich postów nie ma ryzyka, że pacjenci będą chcieli się sami leczyć. – Do tej pory edukacja zdrowotna ogra- niczała się do tego, jaki tryb życia pro- wadzić, żeby być zdrowym. Pani poszła o krok dalej opisując już choroby. Nie miała pani obaw choćby, że wprowadzi czytelnikówwbłąd? – Nie, bo moje posty po części wynikają, z obserwacji, że o wiele więcej można zro- bić, gdyby pacjent pojawił się wcześniej i dlaczego ludzie przychodzą tak późno? Zauważyłam, że w pediatrii ludzie nie przy- chodzą, bo nie wiedzą, że to jest patologia. Dlatego piszę np. że zez u dziecka nie jest normą i trzeba pójść do lekarza, okulisty. W dawnej formie wyglądało to tak, że pani doktor pryncypialnie mówiła rodzicom – z tym proszę pójść do konkretnego specja- listy i tyle. Teraz, w nowoczesnych czasach, pacjenci chcą czuć, że mają choć częścio- wo kontrolę, dlatego mówię im, że to jest choroba, przebiega tak i tak, może stać się to i to. Pacjent wtedy czuje, że ma kontro- lę i sam decyduje, że idzie na dodatkowe badania, a zaraz potem do lekarza specjali- sty, bo wie po co to robi. – Jak na pani działalność w internecie reagują inni lekarze? – Młodzi duchem lekarze reagują raczej pozytywnie. Wiem, że wielu moich koleża- nek i kolegów śledzi moje posty, żeby wyła- pywać ewentualne błędy, co mnie dodat- kowo motywuje, żeby to, co przekazuję było oparte na aktualnej wiedzy. Bardzo im za to dziękuję. – Są też lekarzenarzekającyna tych tzw. obczytanych w Internecie pacjentów, którzy przychodzą i mówią – proszę tyl- ko o receptę, bo ja jużwszystkowiem. – Nie wiem jak inni, ale ja osobiście cieszę się, gdy rodzice małych pacjentów wycho- dzą z postawy proaktywnej. Uczona byłam już, że odchodzimy od tej paternalistycznej medycyny i tworzymy zespół. Ale obec- nie ten zespół, to taki stół na nierównych nogach, bo pacjenci wciąż wiedzą dużo mniej niż my, mają mniejsze możliwości zdobycia wiedzy. Mnie to bardzo cieszy, gdy widzę, że najważniejszą wartością jaką mamy, czyli nasze zdrowie, traktujemy tak serio, że szukamy informacji na ten temat gdzie tylkomożna, a jawtedy czuję, żemam przed sobąpartnera, z którymmogę rozma- wiać o jego chorobie. – Tylko, że granica między przekazywa- niem wiedzy a reklamowaniem się jest cienka i zgodnie z obecniewciąż obowią- zującym Kodeksem Etyki Lekarskiej jej przekroczenie, to poważne naruszenie etyki zawodumedyka. – Dla mnie ta linia nie jest wcale taka cien- ka. Ja ją wyczuwam bardzo jasno. Proszę spojrzeć na mój profil, na którym dbam, aby informacje o mojej osobie od przeka- zywanych treści edukacyjnych były nawet graficznie od siebie odgraniczone. Uwa- żam, że jeśli tworzymy treści edukacyjne, które bezpośrednio odsyłają nas do jakieś usługi dogabinetuprywatnego, gdziemoż- na znaleźć konkretnego lekarza lub wręcz zachęcają poprzez sugestię lub aluzje, żeby skorzystać z jego usług, to jest jawna rekla- ma. Natomiast jeśli tworzę edukacyjne tre- ści i pacjent dzięki temu dostrzega, że mam dobre umiejętności komunikacyjne, wysoki poziom empatii i szacunek do pacjenta i sam zaczyna szukać mnie, to już nie jest żadna reklama, to są prawa wolnego rynku. Ten aspekt nie dotyczy mnie w ogóle oso- biście, bo pracuję i jeszcze wiele lat będę pracowała w publicznej ochronie zdrowia, gdzie ewentualna większa popularność i większa liczba pacjentów nie przynoszą mi korzyści zawodowych ani finansowych. – Czy budowanie własnej marki jest for- mą reklamy, czy nie, być może wkrótce rozstrzygnie modyfikowany właśnie Kodeks Etyki Lekarskiej. Na dziś w art. 36 napisane jest, że lekarz tworzy swoją zawodową opinię wyłącznie w oparciu o wyniki swojej pracy. Tymczasem wiele kont lekarskich, pod pretekstem sze- rzenia edukacji zdrowotnej, nie tylko popularyzuje siebie, ale wręcz prowadzi sprzedaż różnych rzeczy. – Jeżeli lekarz po godzinach pracuje, two- rzy coś co jest jego pasją, np. napisał książkę dla dzieci, to jeśli nie reklamuje tego jako lekarz, a osoba prywatna, towmoimodbio- rze wcale nie jest to żadne wykroczenie przeciwko etyce. – ByćmożeKodeks Etyki, który stworzo- ny został 35 lat temu, nie nadąża za tym co teraz dzieje się w social mediach i w nowoczesnej edukacji prozdrowot- nej. Chociaż ostatnie badania społeczne pokazują, że tworzenie lekarskich kont w social mediach jak najbardziej służy budowaniuwłasnej marki. – I wspaniale dla pacjentów. Jeśli prowadzi- my konto edukacyjne, które buduje naszą markę lekarza, to znaczy, że przedstawiam się jako osoba, która prowadzi edukację zgodnie z zasadami profesjonalnej wiedzy medycznej, mam szacunek do pacjentów, empatię i troszczę się o nich. Jeśli tak budu- ję swoją markę, co spowoduje, że pacjenci będą chcieli do mnie przyjść, to w efekcie być może poprawimy jakość usług, jakie świadczymy pacjentom. To wymusi na nas wszystkich, na drodze zdrowej konkurencji, abyśmy byli najlepsi w poznawaniu naj- nowszej wiedzy medycznej, byli jak najbar- dziej empatyczni, jak najbardziej uczciwi. Czemu toma być złe? – Podobne ograniczenia, jak lekarze, mają także np. adwokaci. Są kraje, gdzie zasady etyki zawodowej są tak dalece rygorystyczne, że zakazują adwokatom wysyłać kartki świąteczne do klientów, żeby nie być posądzonym o budowa- nie w ten sposób osobistej marki i tym samymściąganie do siebie klientów. – Jeśli chodzi o osobistą relację lekarz – pacjent, to bardzo chciałabym, aby też tak byłowPolsce, ponieważ nasz zawódpolega na wchodzeniu w intymność pacjenta. Nie chciałabym, aby lekarz po traumatycznym leczeniu wysyłał do mnie kartkę lub smsa i przypominał o sobie. Dobrze, żebyśmy trzymali się zasady, że nie pukamy do drzwi każdego pacjenta i zapraszali do siebie. Znowu powiem, że jeśli edukacja jest uczci- wie prowadzona, nie stanowi wartości negatywnej. – No dobrze, ale czy będąc tak aktywna w social mediach nie staje się pani cele- brytką internetową? – Nie. Ponieważ bardzo pilnuję, żeby taką się nie stać. Bliżej mi do tego, żeby mówio- no o mnie jak o dziewczynie z sąsiedz- twa. Jeśli nie piszę o chorobach, a o sobie, to przyznaję, że moje dziecko też ma katar i nie śpi wnocy i ciężko namz tym tak samo jak innym rodzicom. A jak piszę o chorobie, tomnie tamniema. – Jest jeszcze kwestia odpowiedzialno- ści za to, co pani pisze. – Dlatego piszę moje posty tak, żeby nikt nie mógł sam się zdiagnozować. Cho- dzi mi o to, żeby pacjent wiedział, że jeśli u dziecka podejrzewamy refluks, to może- myprzykonkretnychwskazaniachwykonać pH-metrię. Ale sam sobie nie jest w stanie zinterpretować jej, bo ja już nie daję infor- macji, jaki wynik prowadzi do konkretnego leczenia. To jest bardzo ważne u interneto- wych edukatorów wiedzy medycznej, żeby wyczuć i stosować tę granicę. Rozmawiali: Alicja vander Coghen i Piotr Biernat Całą rozmowę obejrzeć można na videoca- ście na kanale YouTube pt. „ŚILne Argumen- ty”, wysłuchać na Spotify, Apple Podcast oraz na stronie internetowej ŚIL.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5