ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecień 2023 nr 298
Pro Medico kwiecień 2023 12 ROZMOWA A na SOR-ze wciąż wojna Rozmowa z dr. n. med. SebastianemKwiatkiem, specjalistą choróbwewnętrznych, angiologiem, który kilkanaście lat spędził woddziale ratunkowym. – Co było najtrudniejsze w pracy na oddziale ratunkowym? – Wytrzymać to doświadczenie, które było obciążające pod każdymwzględem – men- talnym, intelektualnym oraz fizycznym. Tobyływielogodzinnedyżury,tłumypacjen- tów, niejednokrotnie w stanach zagrożenia życia. Dla młodego lekarza, jakim wtedy byłem, zaraz na początku drogi zawodowej, to jakby przeniesienie do warunków bojo- wych, gdzie liczy się szybkość, decyzyjność, samodzielność i odwaga. – Powiedzmy, że dlawielu to prawdziwa szkoła życia. – Na pewno zawodowego, chociaż nie tylko. Umiejętności, które zdobywa się pod- czas tych ratunkowych dyżurów, to kapitał na przyszłość niezależnie od specjalizacji, które siępotemwykonuje.To równieżdobra szkoła ucząca np. odporności na trudno- ści i poszukiwania ich rozwiązań, które tak przydają się w każdych warunkach. – W 2019 roku zdarzyła się kulminacja fatalnych zdarzeń na SOR-ach w naszym regionie. Podczas nich doszło do śmierci pacjentów czekających pod gabinetami naswojąkolej.WŚląskiejIzbieLekarskiej ruszyła kampania edukacyjna pn. „SOR- -y tu ratuje się życie”. Pan był twarzą tych naszych działań. Czy po czterech latach zmieniła się sytuacjaw tych oddziałach? – Do idealnego modelu jeszcze bardzo daleko. Na pewno sukcesem było stworze- nie systemu triażu umożliwiającego szybką segregację pacjentów, ale pod względem liczby pacjentów trafiających na dyżur do SOR-u, to niestety nic się nie zmieniło. Nadal są pełne ludzi, których życiu nic nie zagraża, a przecież właśnie po to powołano te oddziały. – Pamiętam, że w Radiu Katowi- ce, po tych śmiertelnych wypadkach naSOR-ach,mówił pan, że lekarzwciągu 24 godzin przyjmuje po 120-150 pacjen- tów. To jakiś obłęd. Jak można jeszcze cokolwiek czuć po takimdyżurze? – I tak jest pewnie nadal, tylko że pacjen- tami zajmuje się cały zespół ratunkowy z pielęgniarką, ratownikiem. Teoretycznie jest też wsparcie innych lekarzy specja- listów ze szpitala, ale oni mają przecież swoją robotę i nie zawsze można na nich liczyć, że przybiegną na wezwanie. Zatem na pierwszej linii frontu jest jeden lekarz dyżurny. Dziś pamiętam tę pracę jako bar- dzo nerwową, w szaleńczym tempie, nie- zwykle stresującą, wymagającą elastyczno- ści i odpowiedzialności. W czasie pandemii te umiejętności odegrały kluczową rolę i dzięki temu pewnie uratowaliśmy wielu chorych. Dobrze, że mieliśmy już wdrożony system segregacji, choć teraz budzi on cza- sem wiele kontrowersji, bo każdy chciałby być pierwszy w kolejce do lekarza. – Co trzeba zrobić, żeby ludzie przestali szpitalne oddziały ratunkowe traktować jako przychodnie lub punkty szybkiej obsługi medycznej? – Sądzę, że z tym zjawiskiem nie damy sobie rady nigdy. Pacjent zawsze ma prze- świadczenie, że jest ciężko chory i musi być przyjęty od razu. Szpital zresztą jest do tego stworzony, a my z wielu powo- dów nie możemy odmówić udzielenia pomocy nawet wtedy, gdy widzimy, że nie ma ewidentnego zagrożenia życia. Może wieloletnia akcja edukacyjna spowodo- wałaby, że nie pojawialiby się w szpitalach pacjenci ze skaleczeniem, stłuczeniem albo nawet tylko do zmiany opatrunku. Od tego są poradnie i ewentualnie pogotowie. – Teraz powstał ministerialny pomysł, aby przy każdym SOR-ze istniały porad- nie nocne i świąteczne. Czy to się spraw- dzi i zmniejszyobciążenie lekarzy, którzy mają ratować życie? – Pracowałemkilka lat naoddziale ratunko- wym przy dużym szpitalu i naprzeciw była poradnia. Dlatego z mojego doświadcze- nia mogę powiedzieć, że jeśli to rozwiąza- nie ułatwi tylko przekazywanie pacjentów miedzy poradnią a oddziałem, to nic się nie zmieni. Z drugiej jednak strony daje to możliwość przedyskutowania i konsulta- cji choroby, z jaką zgłasza się pacjent. Wów- czas może byłoby łatwiej pracować, ale czy to zmniejszy liczbę pacjentów? Trudno powiedzieć. Myślę, że dużo zależeć będzie od współpracy między lekarzami, bo jeśli sprowadzi się to tylko do wystawiania skie- Teoretycznie na SOR-ze jest też wsparcie innych lekarzy specjalistów ze szpitala, ale oni mają przecież swoją robotę i nie zawsze można na nich liczyć, że przybiegną na wezwanie. Zatem na pierwszej linii frontu jest jeden lekarz dyżurny. Dziś pamiętam tę pracę jako bardzo nerwową, w szaleńczym tempie, niezwykle stresującą, wymagającą elastyczności i odpowiedzialności. W czasie pandemii te umiejętno- ści odegrały kluczową rolę i dzięki temu pewnie uratowaliśmy wielu chorych.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5