ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecień 2023 nr 298
Pro Medico kwiecień 2023 18 Przede mną leży książeczka. Ma 222 strony i z łatwością zmieściłaby się w kieszeni. „Wybór z pism Platona do użytku w szkołach średnich” opracowany przez Jana K. Jędzejowskiego – prof. ck. gim- nazjum Franciszka Józefa we Lwowie, w roku 1913. Kosztowała mnie 36 złotych, co cieszy, ma jed- nak poważny feler, który smuci. Wadę, jak na książkę poważną – nie mogę jej bowiem przeczytać. Napisana jest, ku memu zaskoczeniu, klasyczną greką. Jakby mało mi było upokorzenia – ma liczne podkreślenia czynione niegdyś, gdy przedwojenny nastolatek/atka pilnie ją w gimnazjum studio- wał/ała. FELIETON Elitarni eli nie elitarni… Minęło 100 lat od jej wydania. Od Sylwe- stra w Zakopanem po zatoki Sopotu próż- no dziś szukać potomków tamtych gim- nazjalistów. Zwykle nie zdążyli dorosnąć. Dosięgnął ich któryś z naszych sąsiadów, Rosjanin lub Niemiec. Tych, którzy oca- leli z pogromu, zakryło rodzime morze czerwone, falując masami proletariatu. „Consumatum est”. Zagłada elit dokonała się. Miało być lepiej, gdy morze się roz- stąpi. Niestety, wtedy ujrzeliśmy dno (nie licząc kilku ostańców). Do dzisiaj wciąż nie za bardzo widać, by chciało się ono wypiętrzyć. Trudno jest liczyć na oroge- nezę z mułu. Brakuje nam elit. Rosną, co prawda, inte- ligentni, ale brakuje intelektualistów. Mulistość, zamiast wysychać, rozpapruje się we wszystkich wymiarach. Namaka sprzedawaniem dyplomów przez szkoły, którym do uniwersytetów jest jak wersal- ce doWersalu. Nasiąka błotną kulturą beł- taną regularnie dla mas, lepką od kiczu i prostą tak, by żaden zakręt kory mózgo- wej nie był potrzebny w jej odczycie. A co z nami? Z lekarzami? Zawsze byliśmy utożsamiani z elitą. Od wsi, po polityczne salony, zawsze byliśmy „kimś” i mieliśmy do powiedzenia „coś”. Nie każdy mógł medycynę ukończyć, nie każdy potrafił ją studiować, niewielu mogło ją prakty- kować. Lekarz to wyróżnienie, godność, zaszczyt. Pisząc powyższe zastanawiałem się, jaki czas nadać powyższym zdaniom. Teraźniejszy czy przeszły? Pojawiają się bowiem wątpliwości i pytania. Po pierwsze i najtrudniejsze: czy chcemy być elitą (taką prawdziwą, a nie tą przez „y”). Czy może dzisiaj bycie intelektualistą jest passe? Czy hołdujemy „Psom” i „Lej- dis”, adorując archetypy jaskiniowców? Śmieszy nas Przybora i Wasowski ze swo- ją naiwną elegancją? A może staramy się łączyć jedno i drugie, by żyć na tym, podobno, najlepszym ze światów? Coś jak syrena – pół kobieta, pół ryba (podobno z obu nie ma większego pożytku). Po wtóre, czy czujemy się elitą? Bo w eli- tarności jest słodycz pierwszych miejsc, ale i gorzki smak inności i odpowiedzial- ności. Miarą tego, co „uchodzi” i tego, co „nie uchodzi”, jest duma, ale i samody- scyplina. Czy mieliśmy wzorce, na których mogliśmy się oprzeć, czy też pochłonęły je żywioły? Wody Morza Białego, zie- mia Katynia i ogień Auschwitz? Jak bez wzorców wyrastać? Dzwoni mi w uszach Kaczmarski swoją metaforyczną „Zbroją”, w której to przecież i ja sam „potykam się co krok”. Jak śpiewa bard opozycji,„wykuta jest dla giganta, a tłum się cieszy z karła, który chce go grać”. Ostatnie pytanie: czy nas tu chcą? Wyda- je się, że nie za bardzo... Nie chcą nas ci, co wyrośli z komuny i nigdy nie zaakcep- tują autorytetu wiedzy oraz tego, co bole- śniejsze dla tłumu, że za wykształceniem musi iść zamożność. Nie chcą nas też wielcy (lokalni) gracze. Ci bowiem wiedzą, że my wiemy, jak gra się naiwnymi, co nie wiedzą. Groźne to – bo możemy przecież tym ostatnim szepnąć słówko. Świat jednak potrzebuje elit. Jak szere- gowiec oficera, nawet takiego, a może zwłaszcza takiego, który świadomie odmó- wi wykonywania rozkazu. Czy podejmie- my hasło „Nobles obiligue”? Choć (nieste- ty) musiałem sprawdzić, jak się to pisze, to jednak przy okazji trafiłem na prostą definicję tej sentencji „nieformalne zobo- wiązania szlachty wobec społeczeństwa wykraczające poza same jej tytuły oraz uprawnienia, takie jak godne jego repre- zentowanie”. Na co więc się zdecydować? Jaką Oriflamę wybrać? Tę łopoczącą królów Francji – by poprawić świat, czy tę szwedzką, żeby posmarować się przed snem... przeciw zmarszczkom. Brakuje nam elit. Rosną, co prawda, inteligentni, ale brakuje intelek- tualistów. Mulistość, zamiast wysychać, rozpapruje się we wszystkich wymiarach. Namaka sprzedawaniem dyplomów przez szkoły, którym do uniwersytetów jest jak wersalce doWersalu. Nasiąka błotną kultu- rą, bełtaną regularnie dla mas. Lepką od kiczu i prostą tak, by żaden zakręt kory mózgowej nie był potrzebny w jej odczycie. Rafał Sołtysek wiceprezesOkręgowej RadyLekarskiej
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5