ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecień 2023 nr 298

Pro Medico kwiecień 2023 26 Współczesnym okiem Lady killer Joanna Andrzejewska Mój poprzedni felieton, jak się okazało, zbulwersował nie- których Panów. Zyskałam miano szokującej feministki i „kto by się spodziewał po Pani takich poglądów”… Tłumacze- nie się z poglądów oczywiście nie wchodzi w grę, jednakże pogląd każdy można nieco doprecyzować, ażeby przekaz stał się nieco klarowniejszy. Otóż chciałam zapewnić, że nigdy niechęcią generalną do gatunku męskiego nie pałałam; więcej powiem, walory płci niepięknej doce- nić potrafię, a i orędowniczką zatrudniania w Izbie mężczyzn jestem największą. Co więc mnie pokusiło, żeby taki tekst, szkalujący ponoć męski gatunek, napisać? Otóż, przy uważnej lekturze, gołym okiem widać, że mężczyzn w tym tekście ekskulpuję; wszelkie bowiem – ewentualne rzecz jasna – szowinistyczne odruchy, przypisując nie świadomej decyzji onego, a zakodowanym w genach pierwotnych instynktach. Ale muszę się przyznać, że w kontekście podszytego stereotypami ostatniego numeru, najprawdopodobniej pozostawałam w dużym błędzie. Ażdochwili, gdyukazała się–niestety jużpopublikacjimoje- go ostatniego felietonu – ciekawa pozycja„Lady Sapiens. Prawdziwa prehistoria kobiet”, której autorzy (m.in. Thomas Cirotteau) przedsta- wiają całkiem inną rolę kobiet wpierwotnych społeczeństwach. Otóż, kobiety wcale nie siedziały potulnie w jaskiniach, oczekując karmiciela, ale ramię w ramię z nim polowały, zabijały i zwoziły padlinę do zagrody. Prehistoryczna kobieta to atletyczna wojow- niczka. Badania nad grobami, kośćmi i sztuką dowodzą, że na rów- ni z mężczyzną dbała o grupę, była matką, konstruktorką, lekarką łowczynią, szamanką. I pomyśleć, ile trzeba było wysiłku włożyć, ile zabobonóww głowę wtłoczyć, żeby taką waleczną, świadomą, silną, zaprawioną w bojach kobietę zapędzić do garów i pozba- wić ją na długie wieki podmiotowości. Jeśli przyjąć za prawdziwe te ustalenia, to niestety może się okazać, że moje genetyczne odniesienia były całkiem chybione. Ale oznaczałoby to jednocześnie, że jeśli to nie natura, a kultura ukształtowała – ewentualne – antyrównościowe postawy niektó- rych, to niestety, ale nie da się uciec przed odpowiedzialnością za ich stosowanie i pielęgnowanie we współczesnym społeczeń- stwie. Naturalnie, na pierwszy rzut oka wszystko działa bez zarzutu, nawet dyrektorem w naszej Izbie jest kobieta, podobnie, jak kobiety są kierowni(cz)kami większości działów. A dlaczego ostat- nią rekrutację wygrała kobieta? Bo była najlepsza. I oby to kryte- rium zawsze przyświecało naszym wyborom. Uczestnicy sesji debatowali także o pol- skim piśmiennictwie medycznym w pra- sie zagranicznej, a właściwie o jego bra- ku. Jako przykład posłużyli Czesi, którzy zdominowali anglosaską prasę medycz- ną i Rosjanie, regularnie publikujący w Niemczech. Natomiast wszelkie próby wprowadzenia stałego polskiego działu referatowego w czasopismach amerykań- skich „rozbiły się o dziwny indeferentyzm autorów polskich i brak zrozumienia dla potęgi propagandy zagranicznej”. Obecny na sesji dr Z. R. Deregenowski z Chicago, zwracał uwagę na potrzebę reklamowa- nia polskich zakładów naukowych i pra- cy naszych lekarzy oraz zasugerował, by starać się o to, żeby „każdy polski lekarz w Ameryce prenumerował pisma polskie”. W związku z postulatem prof. E. Lotha, uchwalony został wniosek o konieczno- ści utworzenia biura propagandy polskiej medycyny za granicą, które to miało być finansowane z drobnych opłat nałożonych na lekarzy. Sprawę powierzono Naczelnej Izbie Lekarskiej, a sam prof. Loth z pozo- stałych po Zjeździe funduszy otrzymał na koszty biura propagandy 500 zł. POST SCRIPTUM Przypatrując się dyskusji ówczesnych leka- rzy dotyczącej prasy medycznej, dostrze- gamy, jak wszystkie te problemy nie tracą na aktualności. Niepokój prof. Ciechanow- skiego odnośnie bezkrytycznego zapa- trzenia w „zagraniczną” mądrość i lekce- ważenie własnych wydawnictw, biorąc pod uwagę współczesny kult współczyn- nika IF, okazał się sygnałemostrzegawczym, którego kolejne pokolenie nie dostrzegło. Wybitny prof. Ludwik Rydygier podkreślał, że każde osiągniecie naukowe Polak powi- nien jako pierwsze opisać w prasie polskiej, aby budować prestiż rodzimych tytułów. Niestety, współcześni polscy naukowcy nie podążyli śladami wielkich protoplastów. Minęły lata, zmienił się anturaż, a papier, paradoksalnie, okazał się jednym z najbar- dziej trwałych materiałów. Starożytne papi- rusy, księgi wielkich uczonych przetrwały wiele wieków i do dziś możemy korzystać z ich mądrości. Zapał młodzieńców, którzy wszystko pragną cyfryzować i źródła druko- wane odesłać w niebyt pokazuje, że histo- ria jest im nauką zupełnie obcą. Wszyscy wszystko cyfryzują, ale nikt się nie zasta- nawia jakie za 40-50 lat będą możliwości techniczne ich odczytu. Wszak mieliśmy już kasety VHS i dyskietki, a i płyta DVD jest już passé... Kto zagwarantuje, że te cudowne współczesne nośniki cyfrowe nie zostaną unicestwione wraz z całą przepastną swo- ją zawartością jednym kliknięciem palca superhakera? Obcowanie z prawdziwą książką, gazetą, szelestem papieru i zapa- chem druku jest czymś innym niż ślęcze- nie przed promieniotwórczym, szkodliwie działającym na oczy monitorem. Wypada mieć nadzieję, że lekarz Michaił Bułhakow nie mylił się, pisząc, iż „rękopisy nie pło- ną” – zawsze będą stanowić świadectwo upływającego czasu. I zawsze, w każdych, nawet najbardziej dramatycznych okolicz- nościach, przetrwa chociaż jeden egzem- plarz, co już znamy z historii.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5