ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecień 2020 nr 268
Pro Medico • kwiecień 2020 12 Tekstem dr Katarzyny Bańbury otwieramy kolejną dyskusję o sprawach, o których do tej pory mówiło się tylko nieoficjalnie w dyżurkach lekarskich. Zapraszamy więc do debaty na łamach„Pro Medico”. Uważam, że pieczątka specjalisty nie jest warta wyzbycia się swojej osobowości. Co więcej, gdy pomyślę sobie, że ten trudny etap „robienia specjalizacji” przechodzą tylko ulegli, to krew mrozi mi się w żyłach. ARTYKUŁ DYSKUSYJNY Moje piekło w drodze do specjalizacji Fot. Adobe Stock Sam pomysł na dalszą naukę po studiach, tj. po Wydziale Lekarsko-Dentystycznym w Łodzi, zrodził się najprawdopodobniej z połączenia kilku czynników: niczym nie- pohamowanej ambicji, ojca – neurochirurga i podziwu dla jego osoby oraz widokumoje- go kochanego Brata, Karola, w stanie śmierci mózgowej po wypadku podczas rajduWisły w 2000 roku, którego był obserwatorem. To ostatnie wydarzenie wpłynęło na mnie znacząco, poczułam wtedy, że jestem nie- jako „zobowiązana” do bycia silną, odważ- ną, aby „zrekompensować” moim rodzicom utratę pierworodnego syna. Nauczona życiowym doświadczeniem i z powodu wrodzonego niepokoju ducha, pragnęłam spełnić się w życiu rodzinnym i zawodowym. Pomimo swoich ambicji, nie wyobrażałam sobie postawienia wszystkie- go tylkona jedną kartę – albona życie zawo- dowe, albo rodzinne. Chciałam sama sobie udowodnić, że połączenie obu tych sfer życia jest realne i możliwe! Z tychwszystkich pobudek zrodził się pomysł o rozpoczęciu specjalizacji. Byłam świeżo po studiach, choć pracując niemalże dzień i noc, zdążyłam już rozpo- cząć własną działalność stomatologiczną. Rozpoczęłam ją w mieście, w którym wtedy mieszkałam. Czas ten wspominam sympa- tycznie, choć wcale niełatwo. Dość sporo się wtedy nauczyłam. Jednak nie trwało to zbyt długo. Zaraz po powrocie z urlopu macie- rzyńskiego ten oddział zamknięto i kazano nam szukać innegomiejsca odbywania spe- cjalizacji. PERSPEKTYWATAKA SOBIE Codzienne dojazdy do innego ośrodka w Polsce, którego oddalenie od miejsca zamieszkania wynosiło około 100 km. Piszę o dojazdach, ponieważ miałam już wte- dy rodzinę – syna i męża, który pracował w pobliżu domu. Przez chwilę wahałam się, czy to kontynuować, czy podołam temu wyzwaniu fizycznie (codzienne dojazdy i praca w innym mieście, wychowywanie syna,prowadzeniedomu,pracawewłasnym gabinecie... Trochę dużo się tego uzbierało). Długo dyskutowałam o tym z moją najbliż- szą rodziną. Poradzili mi, żebym jednak pró- bowała skończyć to, co wcześniej zaczęłam. Nastawiona pozytywnie, rozpoczęłamnowy etap w życiu. Mój dobry nastrój szybko minął, jak tylko okazało się, że w miejscu, do którego trafiłam, liczy się wykonywanie „czarnej roboty” i bezwzględne słucha- nie szefa. Gdy prosiłam i zabiegałam, żeby dopuszczono mnie choćby do oglądania jakiegoś ciekawego zabiegu czy procedury
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5