ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecień 2020 nr 268

13 Pro Medico • kwiecień 2020 medycznej, spotykało się to z odmową. CZUŁAM, ŻE SPADAM W HIERARCHII LEKARSKIEJ Powód takiego stanu rzeczy widziałam w braku bezwzględnego posłuszeństwa z mojej strony w stosunku do szefa – tj. bra- ku zgody na wyzbycie się swoich przekonań i zasad życiowych. Trudno mi było to prze- skoczyć. Pomijając już sam fakt braku rozwoju i uczucia tkwienia w jednym miejscu nieja- ko „za karę” (tak to wówczas odbierałam), dotkliwie odczuwałam także brak zrozumie- nia, brak ludzkich odruchów ze strony szefo- stwa. Ciężko im było zrozumieć np. chorobę mojego dziecka czy uczucie wycieńczenia po nieprzespanych nocach i jeździe nad ranemdzieńwdzień do pracy; mimo że sze- fembyła także kobieta. Ktoś z Czytelnikówmoże stwierdzić, że prze- cież mogłam poczekać z macierzyństwem do końca nauki! Proszę jednak wziąć pod uwagę, że proces specjalizowania się jest długotrwały – mnie zajął niespełna dzie- więć lat! Tak więc mowa tu o ludziach gru- bo po 30. roku życia. Z założeniem rodziny można poczekać, albowcale jej nie zakładać – wtedy nie będzie„problemu i przeszkody”. Nie wiem tylko, czy ktoś chciałby być leczo- ny przez oderwanych od życia lekarzy bez własnych rodzin, dla których liczy się jedynie praca. Boje i potyczki z szefostwem musiałam toczyć prawie każdego dnia, co również kosztowało mnie dużo zdrowia. Wielokrot- nie podejmowałam próby przeniesienia się do innego ośrodka, jednak zawsze na któ- rymś z etapów „poległam”. Parokrotnie także miałam wrażenie, że tego nie dokoń- czę, że nie dam fizycznie rady! Czułam się wyczerpana psychicznie i fizycznie, prze- szłam załamanie nerwowe. Gdy okazało się, że jestem drugi raz w cią- ży, odebrałam to jak błogosławieństwo. Była to dla mnie możliwość odetchnięcia i wyrwania się z tego błędnego koła. Uro- dziłam silną i mądrą córkę, o której zawsze marzyłam. Gdy jednak wróciłam z urlopu macierzyńskiego, miałam wrażenie, że sto- sunek szefostwa do mnie jeszcze się pogor- szył. Moja przerwa w pracy odebrana zosta- ła, jak sądzę, jako złośliwość z mojej strony. Nie wiem, jak może nawet pomyśleć w ten sposób kobieta, która także jest matką. POSTANOWIŁAM ZACISNĄĆ ZĘBY Do końca specjalizacji został mi jeden rok. Nie walczyłam już ani o rozwój, ani o lepsze traktowanie. Nauczona doświadczeniem z poprzednich lat wiedziałam, że może być tylko gorzej! Na tym etapie życia zdałam sobie sprawę, że nie mam już ambicji, scho- wałam ją głęboko w kieszeń. Przestawiłam swój tor myślenia, skoncentrowałam się tyl- ko na przetrwaniu. BOJE TOCZYŁAM O DYŻURY Miałam je odbywać w oddziale. Mając rocz- ną córkę i 5-letniego syna, męża pracują- cego w delegacji, nie miałam jak ugryźć tej sprawy. Najpierw walczyłam, a później prosiłam o wyrozumiałość. Nie spotkałam się i tym razem ze zrozumieniem – „zaległą” liczbę dyżurów musiałam odrabiać w trybie pozarezydenckim, tj. w ramach wolontaria- tu. Tłumaczenia ze strony zwierzchnictwa, że każdy jest traktowany jednakowo – nie będę komentować. Teraz już, po zdaniu egzaminu specjaliza- cyjnego, po ochłonięciu z emocji, patrzę na to z większym dystansem. Słuchając w radiu i telewizji, czytając w gazetach o braku lekarzy i specjalistów, zadaję sobie pytanie, czy ludzie niezwiązani z medy- cyną wiedzą, jak wygląda u nas szkolenie kadry medycznej? Ilu lat i wyrzeczeń ono wymaga? Podsumowując swoją historię chcę dodać, że na swojej drodze spotkałam wielu mło- dych, ambitnych i pracowitych lekarzy, któ- rzy chcieli się uczyć i pomagać ludziom. Nie można im tylko przeszkadzać w rozwoju, spróbować choć odrobinę zrozumieć. Chęć specjalizowania się i poszerzania wiedzy nie może się równać z wyzbyciem się swo- ich życiowych zasad! Jacy to będą wtedy lekarze?! Czy naprawdę chcemy być leczeni przez zastraszonych lekarzy bez charakteru? Gorąco i z całego sercawspieramwszystkich specjalizantów; doskonale zdaję sobie spra- wę z trudności, jakie ich napotykają.Według mojej oceny, przydałaby się nowa funk- cja Rzecznika Praw Rezydenta, który choć w jakimś procencie mógłby ochronić mło- dych lekarzy przed takimi stresami, jakich ja sama doświadczyłam. KatarzynaBańbura specjalistawdziedzinie chirurgii szczękowo-twarzowej POLEMIKA Kto podciął nam skrzydła? Do tematuedukacji podyplomowejwzakre- sie skąpo do tej pory poruszanym, czyli spe- cjalizacji, zainspirował mnie tekst Koleżanki Katarzyny Bańbury. Wszystkie pytania, które on wygenerował, zaczynają się od słowa ,,dlaczego?’’. 1. Dlaczego tak trudno jest nam, sto- matologom, kontynuować edukację wpostaci szkolenia specjalizacyjnego? 2. Dlaczego chcemy zostać specjalistami? 3. Dlaczego proces specjalizacji dla szczę- śliwców, którzy go dostąpili, jest tak uciążliwy i kulawy? Zawarta w jednym słowie odpowiedź na wszystkie pytania brzmieć, wedługmnie, powinna: pieniądze (!). I nic w tym zdrożnego ani złego. W świecie, w którym konsumpcja sprowokowała ewo- lucyjną zmianę z Homo sapiens na ,,Homo economicus’’, to właśnie one stoją (w więk- szym lub mniejszym stopniu) za decyzjami wpływającymi na naszą codzienność, także i tam, gdzie – wydawałoby się – decydować powinna etyka, moralność, humanitaryzm. Zatempo kolei: TRUDNONAMSIĘ UCZYĆ Ministerstwo Zdrowia w 2019 roku rozdzie- liło miejsca rezydenckie (czytaj: pieniądze) wg proporcji: wiosną na 1916 wszystkich miejsc rezydenckich, dla stomatologów 60 (3,1%), jesienią na 4126 wszystkich miejsc rezydenckich, dla stomatologów 112 (2,7%). Czy powinnam przy procentowym wylicze- niu cyfr wpisać wykrzyknik? Absolutnie nie. Uważam, iż tak skąpa liczba miejsc specjali- zacyjnych jest logiczną konsekwencją poli- tyki dotyczącej publicznej służby zdrowia w zakresie stomatologii. Procedury refundowane przez NFZwzdecy- dowanej większości nie wymagają wiedzy specjalistycznej, a jeśli są realizowane przez specjalistów, to generują większe koszty dla NFZ. Profilaktyka natomiast, która z zało- żenia ma się stać fundamentem publicznej służby zdrowia, realizowana może być przez higienistki stomatologiczne, których eduka- cja oraz opłacenie jest bardziej ekonomicz- ne. Na dodatek zdecydowana większość procedur leczniczych stomatologicznych realizowana jest w Polsce z prywatnych pie- niędzy obywateli. W świetle tego, pytanie po co ,,produkować’ (czytaj: wydawać pie- niądze publiczne na edukację) specjalistów, których się nie wykorzysta, staje się czysto retoryczne. „Kropką nad i’’ jest ponadto powszechnie obowiązujący stereotyp o lukratywności naszego zawodu, który sugeruje, aby pody- plomowa edukacja była odpłatna w całości dla samych zainteresowanych. POCOBYĆ SPECJALISTĄ? Po co stomatologowi specjalizacja, skoro może pracować bez niej? Czy brak szkolenia specjalizacyjnego musi równać się z defi- cytem wiedzy i umiejętności specjalistycz- nych? Dostęp do edukacji poza granicami Polski, szereg konferencji, szkoleń, kursów, warsztatów z udziałem najwybitniejszych światowych ekspertów w kraju i poza nim, pozwala dzisiaj każdemu ambitnemu sto-

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5