ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecień 2020 nr 268

Pro Medico • kwiecień 2020 22 FELIETON Przychodzi VIP do lekarza „Co to oznacza?” – zapytałem kiedyś, ujrzawszy ją po raz pierwszy. „To VIP, dok- torze”, odpowiedział z nabożną czcią pra- cownik recepcji. Zapachniało Orwellem? Wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi? Jeżeli są pacjen- ci „VERY IMPORTANT” (bardzo ważni), to logicznie rozumując, pewnie istnieją pacjenci „IMPORTANT” (ważni), a idąc tym tokiem myślenia, należy zapytać, czy ktoś dopuszcza kategorię „NON IMPORTANT” (nieważni)? W jakimś czarnym scenariuszu mógłbym założyć, że chodzi tu o podwój- ną manipulację – pacjentem i lekarzem. Od tysiącleci wiemy, parafrazując Diabła granego przez Ala Pacino, że próżność to nasz ulubiony grzech. W historii ludz- kości niezmiennie mamy z tą przywarą nie lada problem. Generalnie, pomijając paru fanatyków żyjących na słupie, świadomie lub pod- świadomie dążymy do tego, by stać się ważniejszymi od innych Homo Sapiens. W imię tego jedni budują potem piramidy z czaszek pobratymców, a drugim wystar- czy lepsze od sąsiada auto. Techniki mar- ketingowe dawno tę potrzebę rozpoznały i natychmiast, oczywiście za dodatkową opłatą, ochoczo spełniają wielkościowe sny swoich klientów. Jeśli więc dysponuje się odpowiedni- mi środkami finansowymi, w mgnieniu oka można stać się VIP-em (np. w „salo- nie paznokci” w Nowym Targu za jedyne 3 tysiące zł). Oczywiście wszystkie te chwy- ty zapewniają klienta o jego przynależno- ści do prestiżowego i lepiej traktowanego towarzystwa, dając upragnione poczucie wyjątkowości. Jednak, choć rynek bardzo by chciał, w medycynie zgodnej z przysięgą Hipo- kratesa pacjent VIP istnieć nie może. Z rozmów z Kolegami, choć utrzymywa- nych raczej w żartobliwym tonie, wyni- kało, że wszyscy odczuwaliśmy pewnego rodzaju próbę wywarcia na nas wpływu. Szczególnie młodsi lekarze byli trochę zagubieni. Przekaz jest bowiem subtelny acz prosty: pracujemy u jakiegoś praco- dawcy – pracodawca daje do zrozumienia, że ten oto człowiek (pacjent) jest dla niego istotny (finansowo oczywiście, bomówimy o biznesie, a nie o etyce). Wytwarza się więc atmosfera oczekiwania, że musimy dać z siebie więcej... Tylko cze- go? Empatia i profesjonalizm obowiązuje nas wobec każdego chorego, więc wierzę, że w tej kwestii niczego „innego” czy „lep- szego” nie zrobimy. Może więc mamy być ulegli wobec roszczeniowej postawy takie- go pacjenta, gdy – czując się kimś wyjąt- kowym – przychodzi z żądaniami wobec lekarza? Chce, jak to ujmuje,„coś sobie zro- bić”, np. tomografię komputerową całego ciała, czy nalega, bymógł„połknąć kamerę” (tych odsyłamwprost do telewizji i progra- mu „Mam talent”). Wszystko na zasadach „płacę – żądam”. Bóg z nimi, niech sobie robią i sobie oznaczają, ale nie naszymi rękoma, bo pacjent VIP, wymuszając o jed- no badanie za dużo, może przemienić się w pacjenta RIP (wszak zabieg medyczny to nie manicure). Podsumowując – małe V – „niby nic, a tak to się zaczyna”... A na końcu byli i tacy, któ- rzy budowali bramki z napisem„For White” i „For Black”. W tym miejscu warto wspo- mnieć, że 17 sierpnia obchodzić będzie- my 100-lecie śmierci dr. Andrzeja Mielęc- kiego. Poszedł on ratować rannych, nie pytając o ich narodowość, ubezpieczenie czy rodzaj abonamentu. Zapłacił za to naj- wyższą cenę. Jego postać powinna przy- pominać organizatorom służby zdrowia, że zachowanie lekarza nie podlega komer- cjalizacji, a zasady marketingu należy sto- sować z dużą rozwagą i w ograniczonym zakresie. Rafał Sołtysek Ostatnimi czasy w niektórych programach informatycznych obsługujących ga- binety lekarskie pojawiła się literka V, którą recepcja stawiać może przy na- zwisku pacjenta. Dla większości chorych okienko to pozostaje puste, czasem jednak V „wskoczy na listę” i rzuca się nam w oczy. Fot. Adobe Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5