ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecień 2021 nr 278
11 Pro Medico • kwiecień 2021 Miałam różne zainteresowania. Biologia z chemią nie była wśród nich najważniej- sza. Tato wyraźnie ukierunkował mnie w tę stronę. Gdy byłam już finalistką Olimpiady Biologicznej, na zmianę profilu studiów było za późno. Długi czas na stu- diach, stażu i w pierwszych latach pracy w klinice towarzyszyła mi niepewność, czy aby dobrze wybrałam. Czy to nie „dla taty” wykonałam decydujący krok ku tak wymagającemu rzemiosłu lekarza. Ta rozterka powracała w chwilach zmę- czenia pracą, których nie brakowało. To osobiste doświadczenie uczy mnie, by nie wtrącać się do zawodowych decy- zji młodszego pokolenia. Z perspektywy wielu lat pracy lekarskiej, z przerwą na odchowanie dzieci, cie- szę się z tej profesji. W praktyce interny i medycyny rodzinnej jest wiele motywa- cji do uczenia się. Lubię to. Niesamowite jest dla mnie, jak wiedza lekarska okazu- je się pomocna i cenna dla konkretnych chorych. Kilkakrotnie szukałam jako lekarz nowego miejsca dla siebie. Świat medycyny jest rozległy. Pozwala na zmia- nę pracy. Pomaga mi już doświadczenie i konsultacje u kolegów po fachu. Czuję się potrzebna. Wyzwaniem było i jest dla mnie pogodzenie życia prywatnego i rodzinnego z zawodowym. O tym, że moja starsza córka Teresa marzy o zdaniu na medycynę, dowie- działam się w Lourdes. Było to w maju 2019, na wspólnej wyprawie z liczącą 400 osób pielgrzymką archidiecezjalną z Katowic do Lourdes. Byłam po raz dru- gi jako lekarz na tak dalekim wyjeździe pociągiem z chorymi. Córka podjęła się wykonywania zdjęć do gazety „Apostol- stwo Chorych”, jako wolontariusz. Wyda- je mi się, że wykonywała swe zadania z luzem i naturalnie. Interesowała się cho- rymi i relacjonowała mi wiele ciekawych zdarzeń. To, w jakiej intencji pielgrzymuje do fran- cuskiego sanktuarium, bardzo mnie jed- nak zaskoczyło. Było to na rok przed Jej maturą. Na ostat- nie półrocze Teresy w liceum nałożyła się pandemia. Związane z ryzykiem zakaże- nia, przymusowe niechodzenie do szko- Anna Wójtowicz lekarz medycynyrodzinnej Wybór córki ły, paradoksalnie pomogło córce. Mogła skoncentrować się na uczeniu do posze- rzonej matury z biologii i z chemii. Wyniki otrzymała dopiero w sierpniu. Ku nasze- mu zaskoczeniu, tak wysokie, że pozwoli- ły na dalsze studia w Katowicach. Teresa mogła wybrać medycynę sama. Podziwiam jej zapał, samodzielność i przejęcie studiami. Zwłaszcza imponu- je mi, gdy jako wolontariuszka angażuje się w dobie COVID w Centralnym Szpitalu Klinicznym, mimo że jest studentką tak stresującego pierwszego roku. pomyłki w przypadku innych zawodów da się często naprawić. W przypadku wie- lu sytuacji medycznych – niestety skutki bywają nieodwracalne. Wspomniane nie- powodzenia nie zawsze wynikają z wyraź- nych zaniedbań. Bywa, że lekarze pracują po kilkadziesiąt godzin w nieprzerwanym ciągu. Taki system pracy, niestety, osła- bia nasze zmysły, stwarzając możliwości do osłabienia naszej czujności. Spotykamy się również coraz częściej z nie- słusznymi oskarżeniami ze strony pacjen- tów, którzy, zarzucając nam zaniedbania, oczekują rekompensaty finansowej. Żyjemy w takich czasach, gdzie po wyjściu ze szpi- tala, trzymając kartę wypisową w ręku, spotykamy pracownika kancelarii praw- niczej, który się specjalizuje w „błędach medycznych”. Niejednokrotnie uczestniczy- my w rozprawach sądowych, które z góry są skazane na naszą wygraną, bo pacjent usłyszał, że może się uda uzyskać odszko- dowanie. Pomimo że często takie sprawy szybko się kończą, a sami nie mamy sobie nic do zarzucenia, to obciążenie psychiczne w takichmomentach jest spore. Zastanawiając się nad odpowiedzią na wyjściowe pytanie, czy chciałbym, żeby moje potomstwo zajmowało się medycyną, chciałbym postawić wyżej wymienione argumenty na szalkachwagi. Pogłębszymzastanowieniumuszę stwier- dzić, że argumenty„za”są prawie na równi z argumentami„przeciw”. Być może z bie- giem czasu niektóre argumenty zmienią swoją „wagę”, jednakże dzisiaj wolałbym, żeby moje dzieci wiodły spokojniejszy tryb życia, bez zbędnych zmartwień. Mój śp. tato Antoni Deryło, który przez ponad 20 lat był profesorem biolo- gii w Śląskiej Akademii Medycznej, miał duży wpływ na mój wybór zawo- du. Medycyna była Jego niespełnionymmarzeniem. Oczywiście chciał, aby Jego córka mogła je zrealizować. Fot. archiwum Autorki O tym, że moja córka Teresa marzy o zdaniu na medycynę, dowiedziałam się w Lourdes.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5