ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecień 2022 nr 288
23 Pro Medico • kwiecień 2022 – To prawda. Bardzo się narażał. W ludziach jest coś takiego, co ujawnia się w chwili pró- by. Dziadek miał silny charakter, silny krę- gosłup moralny to prawda. Takie cechy się wykształcają przez całe życie i wiążą się naj- częściej z wychowaniem (trzeba tu podkre- ślić rolę patriotycznego środowiska nauczy- cieli, wychowawców i uczniów z jakim Dzia- dek zetknął się w gimnazjum w Jaśle), war- tościami, kulturą, w jakiej się dorasta, a tak naprawdę pewnie nigdy się nie dowiemy, skąd to się w ludziach bierze. – Nie mogę nie zapytać Panią o film „Trzecia część nocy” Andrzeja Żuławskie- go. To jedyny w polskiej kinematografii film, który bardzo dokładnie pokazu- je sam proces tworzenia szczepionki i mechanizm działania Instytutu Weigla. W 1972 r. film został uznany za obrazo- burczy. Barbarzyński obraz „odczłowie- czonych” karmicieli, strzykaczy i prepa- ratorów budzi we mnie grozę i pewien niesmak. Pani zdaniem, jako psycho- loga, dlaczego w tak okrutny sposób Żuławski potraktował w nim „karmicieli wszy”? Przecież jego ojciec Mirosław sambył jednym z karmicieli. – Ciekawe pytanie. W filmie red. Szymury, Żuławski opowiada z jak wielką czcią prze- chowuje klateczki nawszy należące do jego ojca. Żuławski, tak mi się wydaje, był czło- wiekiem trochę pretensjonalnym. Lubił być obrazoburczy. – Myśli Pani, że celowo chciał sprowoko- wać dyskusję? – Myślę, że jako syn karmiciela wszy miał na ten temat osobiste przemyślenia. Trud- no dociec czym się kierował. W tamtych czasach było wielu ludzi, którzy uważali, że karmienie wszy to jest coś ohydnego. Brzydzili się tego. Traktowali tych ludzi jak gorszy gatunek. Wie Pani to są te zacho- wania: „nie podam mu ręki, bo jest prawie zakażony, taki nieczysty”. Nie wiem, dlacze- go to zrobił. Pewnie teraz by powiedział, że to jest licentia poetica, jego wyobraże- nie. Nie ma to dla mnie aż takiego znacze- nia, chociaż może dobrze byłoby, gdyby nakręcając ten film zechciał przybliżyć nie- co problem, niekoniecznie składać hołdy. Ale to w końcu jego film. – Pani Dziadek w 1922 r. został zgło- szony do Nagrody Nobla, w 1936 r. był do niej nominowany (zgłosiła go Szwedzka Akademia Nauk). W 1942 r. sam nie zgodził się kandydować do niej z rekomendacji III Rzeszy. W 1946 r. rów- nież się nie udało. Co właściwie miało na to wpływ, że nigdy tej nagrody nie dostał? – Nawet nie wiedziałam, że nie chciał tej rekomendacji niemieckiej. Ale to by do nie- go pasowało. Można powiedzieć, że to było fatum. Oczywiściekażdy z tychprzypadków można wyjaśnić. Przed wojną np. powoła- no się na to, że są procedury uniemożliwia- jące przyznanie Nobla dwa razy za to samo. Wcześniej dostał Nicolle. Któryś z biogra- fów Dziadka dokładnie przyjrzał się doku- mentom archiwalnym i odkrył, że tych nominacji było dużo więcej i powtarzały się przez wiele lat. Teraz patrząc na świat takim dojrzałym okiem, już bardziej zdystanso- wana, widzę w jakim stopniu polityka i siła argumentów mocniejszych państw wpły- wa na wszystkie sfery życia. I tak jest w każ- dej dziedzinie. Jedni są lansowani, za dru- gimi stoi silna, popierająca opcja. Wydaje mi się, że polityka zachodnia i wschodnia zawsze była taka, żeby tę Polskę odsunąć w cień. Nie było specjalnie zapotrzebowa- nia aby wywyższać Polaków. Może za ostro to mówię, ale takie jest moje zdanie. – Ja również nie rozumiem, dlaczego człowiek, który uratował świat został tak bardzo zmarginalizowany. – Może gdyby był Niemcem, Holendrem czy Belgiem – kimkolwiek z tego wielkiego, wspaniałego świata zachodu to by dostał tego Nobla. Po prostu nie pasowała ta Pol- ska do ich wizji świata. Zachodowi nie chciało się „wgryźć” w naszą historię, kultu- rę i w związku z tym myśleli takimi krzyw- dzącymi nas stereotypami. – W 1946 r. na skutek absurdalnego oskarżenia o kolaborację przez kolegów z UJ, jako że szczepionka produkowana w lwowskim Instytucie szła do ambu- latoriów Wermachtu, władze komuni- styczne same zablokowały jego kandy- daturę do Nobla. – To był odwet asystentów. Jednemu z nich odrzucił pracę habilitacyjną. Dzia- dek miał nawet już przygotowany frak i spakowaną walizkę. I wtedy Ambasador Polski wycofał jego kandydaturę. Oficjal- nie na znak protestu, że Akademia nie zaakceptowała jakiegoś nazwiska, które oni proponowali. To był dopiero początek szykan. Ciężko o tym mówić... To była taka małostkowa zemsta, która w takich totali- tarnych systemach się zdarza. Dziadek nie- nawidził systemów totalitarnych, a sytuację powojenną tak traktował. W związku z tym odmawiał komunistycznej władzy podpi- sywania propagandowych listówmających uświetniać Związek Radziecki. A kto nie z nami, to przeciw nam. Będą tak niszczyć człowieka, na każdym kroku, powolutku, że nie pozwolą zapomnieć. Zawsze pamię- tają. Może się wydawać, że sprawa jest zamknięta. Ale nie! Zawsze sobie ktoś przy- pomni, jak się wychylisz, pokażesz. Dziadek nie mógł publikować, nie można było się powoływać na jego prace, ani publikować razem z nim. Zaległo milczenie. Odwiedzali go dawni asystenci, rozsiani po całej Pol- sce. To też było źle widziane, a każdy z nich był na etapie rozwijania swojej kariery naukowej. – Jak Dziadek to znosił? – Był wtedy bardzo osamotniony i rozgo- ryczony, bo te kłamstwa się ciągnęły i cią- gle się gdzieś pojawiały. Myślę, że to musiał być koszmar dla Dziadka. Pozbawiono go też kontaktów z uczonymi z innych krajów zachodnich zabierając mu paszport, żeby nie mógł wyjeżdżać. Oni do niego też nie przyjeżdżali. To był światowy człowiek, można powiedzieć król życia. Z sukcesa- mi, powodzeniem w życiu prywatnym. Był uroczym człowiekiem, bardzo lubianym. I nagle taki człowiek dostaje taki ciężki cios. I to znosi. A wystarczyłoby się zapisać tam gdzie trzeba…Ale nie chciał. To jest w zasa- dzie niesamowicie imponująca postawa. – Ciążyło wtedy rodzinie nazwisko Weigl? – Tata mi o tej sytuacji nie opowiedział. Nigdy. Ja nie wiedziałam o tych szyka- nach do czasu, kiedy zaczęły się ukazywać publikacje. Bardzo żałuję, że nie pytałam o takie rzeczy, potem było za późno, Tata umarł. Z całą pewnością nie było obciąże- KrystynaWeigl-Albert Fot. W. Kot
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5