ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecień 2022 nr 288
Pro Medico • kwiecień 2022 24 Życie przez chwilę nieśmiertelne Współczesnym okiem Joanna Andrzejewska radca prawny ŚIL niem dla Taty, ciągle przecież było powo- dem do dumy. Ja sama, kiedy zaczęłam studia w Krakowie, spotkałam się z bardzo przyjaznym przyjęciem. Nazwisko Weigl otwierało mi wiele drzwi i było bardzo zna- ne. Jednak to stamtąd wywodzili się ludzie, którzy oskarżyli Dziadka. Znałam wielu wspaniałych Profesorów, którzy mnie uczyli, np. prof. Klajner czy profesorowie z fizjologii, dla których to było znaczące nazwisko. Mogę powiedzieć, że było zna- ne i szanowane przez wielu. To było też dla mnie zobowiązanie, bo trzeba było temu sprostać. Z jednej strony otwierało drzwi, z drugiej strony byłoby trochę wstyd gdy- bym nie sprostała. – Na przedwojennym filmie z Pani prywatnego archiwum – nakręconego jeszcze na taśmie 8 mm – który miałam przyjemność obejrzeć, jawi mi się obraz Pani Dziadka jako człowieka bardzo rodzinnego, ciepłego i serdecznego. – Ten czas spędzany w Iłemni, to widać na tym filmie, był specyficzny. Dziadkowie prowadzili dom otwarty i tam ciągle było dużo młodzieży. Tam był bardzo ciepły kli- mat i musiało tambyć piękne życie. Tam się nikt nie nudził.W Iłemni Dziadek coś wiecz- nie gotował, majsterkował, fotografował. Jego pasją było łowienie ryb, to było jego oddalenie się od świata i zatopienie w swo- ich myślach. Był znakomitym łucznikiem, podobno osiągał wyniki na poziomie światowym. Przed wojną pasjonowały go polowania, ale po wojnie, mając w pamię- ci obrazy okrucieństwa, nigdy już nie wziął broni do ręki. Był wspaniałym człowiekiem. – W 2003 r. odebrała Pani w imieniu Dziadka medal „Sprawiedliwy wśród NarodówŚwiata”. – Uroczystość odbyła się we Wrocławiu, w Synagodze pod Bocianem. Świadectwo złożyła córka Henryka Mosinga, którą Dzia- dek ukrywał w ogrodzie lwowskiego Insty- tutu. Po śmierci Dziadka jego uczniowie włożyli dużo pracy w utworzenie„Stowarzy- szenia Weiglowców”. Oni walczyli o książki, prace, publikacje, awszystko szło jak po gru- dzie. Zmowa milczenia panowała, aż do lat 90. Do tamtej pory nie powstał ani film, ani solidne opracowanie Jego biografii. Potem wydano kilka książek, w tym publikację amerykańskiego dziennikarza Artura Alle- na... MuzeumwPrzemyślu otrzymało od nas wszystkie jego odznaczenia i ordery, całe wyposażenie laboratorium: wagi, mikrosko- py oraz zdjęcia.Wszystko to leży spakowane wpudła w jakiejś piwnicy. – Wrocławianie uczcili Pamięć Profesora – postawiono tam obelisk, a nieopodal jest ulica Jego nazwiska. – Podczas Konferencji Parnasowskich we Lwowie, zawsze jeden dzień był poświęcany Dziadkowi. Naukowcy chcie- li uczcić jego pamięć tablicą przy wejściu na teren Uniwersytetu. Długo toczono boje, o to w jakim języku ma być to upamięt- nienie. Polscy naukowcy chcieli w naszym rodzimym języku, ukraińscy – po angiel- sku i ukraińsku z podkreśleniem, że to był lwowski uczony. W rezultacie tablicy nie ma. W Krakowie, w kamienicy przy ulicy Seba- stiana 6, gdzie miał laboratorium i mieszka- nie, też nie ma śladu pamięci. Mówiłam Pani – fatum. – Smutne, że w XXI w. prof. Weigl mógł- by zostać uhonorowany we Lwowie, ale tylko pod warunkiem, iż nie będzie przed- stawiany jako Polak. Profesor nie wyrzekł się polskości za życia. W obliczu śmiertel- nego niebezpieczeństwa z pełnymprzeko- naniem odmówił wysłannikowi Himmlera Fritzowi Kazmannowi podpisania Volksli- sty, wypowiadając słynne zdanie„Człowiek raznacałeżyciewybierasobienarodowość. Ja już wybrałem”. Wypada mieć nadzieję, żewięcejniegodziwościGoniespotka. Paradoks. Koszmar. Fatum. Zapomnie- nie. To słowa klucze pojawiające się w kontekście wspaniałego człowieka, który zrewolucjonizował naukę i urato- wałmiliony istnień. Smutny tekst i smut- ne wnioski, że jednak oliwa nie zawsze sprawiedliwa; że prawda nie zawsze się obroni, a układy, interesy i strefy wpły- wów oraz ludzka małość potrafią zabić pamięć nawet o „zwycięzcach śmierci”. Mimo to, pozostawił profesor po sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu. Uratowa- nych ludzi, których dzieci pamiętają... A przynajmniej żyją i przekazują życie dalej. Wobliczu ostatnich dramatycznychwyda- rzeń trudno uciec przed refleksją na temat kruchości i wartości życia. Jedni ludzie mają dar poznania, wglądu w naukę, by ludzkie istnienia wyrwać z objęć śmier- ci; inni – mają jedynie szalone, chore wizje i dla nich życie drugiego człowieka nie znaczy nic. Dopiero co pandemia zebrała gigantyczne żniwo ludzkich istnień. Ale z wojną trudniej się pogodzić, bo ta jest sterowana i kontrolowana przecież przez czyjegoś syna, ojca, męża – ponoć też człowieka. Dla pokolenia, które wojnę zna tylko z książek czy filmów, konfrontacja z dramatem, który rozgrywa się tuż obok, jest jak otarcie się o obłęd. Niewyobrażal- ne stało się faktem i z uwagi na bliskość potęguje lęk o własne przetrwanie. Może teraz życie dla żyjących nabierze większe- go znaczenia. Tym, którzy je utracili w bezsensownym pochodzie zniszczenia, dedykuję słowa noblistki: Nie ma takiego życia, które by choć przez chwilę nie było nieśmiertelne. 1 A śnić będziesz, że wcale nie trzeba oddychać, że cisza bez oddechu to niezła muzyka, jesteś mały jak iskra i gaśniesz do taktu. 2 1, 2 Wisława Szymborska fragmenty wierszy „O śmierci bez przesady”, „Obmyślamświat”.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5