ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach kwiecien 2024 nr 308

Pro Medico kwiecień 2024 7 – Cztery lata po wybuchu pandemii, a pan ciągle z maseczką? – Noszę ją na oddziale zawsze, gdy idę do pacjentów. To nie tylko symbol pan- demii, ale też podstawowy element profilaktyki chorób zakaźnych. Myślę, że maseczka już nigdy nie zniknie z naszej rzeczywistości, a powiemwięcej, lobbujemy, żeby maseczki, w sezonach wysokiej zapadalności chorób zakaź- nych, nosili wszyscy pracownicy zakła- dów opieki zdrowotnej. – Myśli pan, że Polacy po pandemii zaczęli bardziej dbać o swoje zdrowie? – Nie sądzę, żeby pandemia zmieniła coś w tym zakresie, bo zmiana postaw prozdrowotnych wymaga pracy u pod- staw prowadzonej przez długie lata. Mam jedynie nadzieję, że po pande- mii chociaż część osób przekonała się do szczepień ochronnych. Choć gene- ralnie mamy niskie wskaźniki szczepień, to na Covid-19 zaszczepiła się ponad połowa Polaków. To sygnał, że zaczyna- my bać się o życie i dbać o swoje zdrowie. – Tylko tyle? Po tak strasznym doświadczeniu w narodowej walce ze śmiertelnymwirusem? – Bo nadal Polska jest krajem, który jest w pierwszej dziesiątce krajów z otyłością i nadwagą. Mamy ponad trzy miliony chorych na cukrzycę, jesteśmy jednym z liderów w Unii Europejskiej, jeśli cho- dzi o spożycie alkoholu, co czwarty Polak pali itd. To o jakich nowych standardach w dbaniu o swoje zdrowie możemy mówić? – Chce pan powiedzieć, że nie wycią- gnęliśmy wniosków z tej lekcji, gdy w wyniku pandemii zmarło ponad 140 tysięcy Polek i Polaków, a liczba zaka- żeń przekroczyła 6,5 miliona? – Ja osobiście z tej lekcji wyciągnąłem bardzo wiele. Przede wszystkim pan- demia pogłębiła moją wiarę w naukę. Opracowanie leków przeciwwirusowych w ciągu pierwszych 12 miesięcy pan- demii było wielką sprawą. Okazało się, że są to leki bardzo skuteczne, hamujące rozwój choroby. Opracowanie i wpro- wadzenie szczepionek dla miliardów osób na świecie i to w ciągu ponad roku, to też sukces na miarę Nobla. Trzeba powiedzieć, że w czasie pandemii nauka otrzymała poważne wyzwanie, które w większości dobrze zrealizowała. Ale mam też negatywne wnioski. Pande- mia pokazała wszystkie słabości nasze- go systemu ochrony zdrowia, obnażyła je i skompromitowała. Na przykład liczba miejsc na oddziałach intensywnej tera- pii. To niesamowite, że nawet dziś tych miejsc mamy zdecydowanie za mało. Teraz znów o tym mówimy spokojnie, ale proszę przypomnieć sobie, że cztery lata temu to nie było mówienie, a rozpaczliwe wołanie o wolne miejsca. Ludzie umiera- li zanim otrzymali łóżko na intensywnej terapii. W dalszym ciągu mamy za małą wydolność i wykorzystanie diagnosty- ki laboratoryjnej. Dotarliśmy do 70 tys. testów molekularnych na dobę, ale szybko się na tym skończyło. A trzeba było tę sieć diagnostyczną rozbudować i przygotować na kolejne wyzwania, choćby program eliminacji HCV. Kolejna sprawa to rezerwy epidemiologiczne, zapasy sprzętu jednorazowego i środ- ków ochrony osobistej. Przecież przez pierwsze miesiące pandemii nie było nawet odpowiedniej liczby maseczek, nawet tych zwyczajnych. Personel: oka- zało się, że w szpitalach tymczasowych nie było komu pracować. Nagle lekarzy było za mało, choć powszechnie mówio- no, że jest nas za dużo. Tymczasem sta- tystyka jest bezwzględna. Nadal według OECD jesteśmy jednym z ostatnich kra- jów w Europie, jeśli chodzi o liczbę leka- rzy na tysiąc mieszkańców. – Kiedy spotkaliśmy się w środku tej pandemii, mówił pan, że zasłużyliśmy na taką lekcję pokory, bo wcześniej nikt nie słuchał zakaźników. I co? Kła- nia się Kochanowski, że przed szkodą i po szkodzie Polak zawsze głupi? – Straszna to była lekcja. Niestety wiele się nie zmieniło. Nadal nie mamy klarow- nych procedur postępowania w sytuacji zagrożenia epidemiologicznego. Ostat- nio rozważaliśmy, co by było, gdyby jakiś nieprzyjazny nam kraj zaatakował Polskę bronią biologiczną? Przecież wojna jest obok, więc to możliwe. A my? W jakim stopniu mamy sprawdzone schematy działania, ścieżki postępowania utrwa- lone i przetestowane? Zostawię to bez odpowiedzi. Jedyne, co przetestowali- śmy, to zakładanie szpitali tymczasowych. – I w dalszym ciągu sytuacja szpitali zakaźnych jest taka sobie. Na Śląsku działa ledwie siedem szpitali zakaź- nych, w całym kraju pracuje tylko 1000 lekarzy specjalizacji chorób zakaź- nych, z czego 60 procent jest już eme- rytami. – A przecież, jak się okazało, zakaźnicy są zawsze pierwszym buforem przed ewentualną epidemią. Myśmy w zde- cydowanej większości wzięli na siebie zabezpieczenie pierwszych kilku mie- sięcy pandemii. Ale to nie mogło długo trwać. Przygotowane muszą być wszyst- kie szpitale. Czyli każdy szpital musi mieć możliwość przekształcenia części swych oddziałów na zakaźne. Powinna nawet istnieć 20 procentowa rezerwa na wypa- dek epidemii w oddziałach zakaźnych. Tylko wie pan, co na nasze apele mówią dyrektorzy i menadżerowie szpitali? Że to jest nieopłacalne, bo łóżka niemogą stać puste, bo sprzęt musi pracować itd. Nie ma szans, żeby rezerwa się bilanso- wała. Tymczasem z rezerwą na wypadek epidemii jest tak, jak z profilaktyką, któ- rą trzeba dofinansowywać, choć korzy- ści z tego będą dopiero w przyszłości i są trudne do policzenia. – A może tak „po polsku” uwierzyli- śmy, że jesteśmy bezpieczni i nic nam nie grozi? Zmarnowaliśmy ten czas? – Zabrakło planów centralnych i mam nadzieję, że teraz powstaną. Jako leka- rze specjaliści chorób zakaźnych gło- śno mówimy, że niebezpieczeństwo nie minęło, że musimy być przygotowani na kolejne zagrożenia zakaźne, biolo- giczne i inne. Myślę, że oddolne strate- gie działania jednak powstały. Brakuje centralnych koncepcji strategicznych, aby wspólnie tworzyć skuteczny sys- tem ochronny, który trzeba testować i modyfikować w zależności od potrzeb. Tego nie ma. Tymczasem epidemia nie wysyła sygnałów ostrzegawczych. Przy- chodzi zawsze jak tornado i musimy być na to gotowi, mieć możliwość stworze- nia 20, 30 dodatkowych łóżek na każ- dym oddziale, żeby chorzy pacjenci nie zarażali innych. Podobnie jak z produk- Mówimy głośno, że niebezpieczeństwo nie minęło, że musimy być przygotowani na kolejne zagroże- nia zakaźne, biologiczne i inne. Myślę, że oddolne strategie działania jednak powstały. Brakuje cen- tralnych koncepcji strategicznych, aby wspólnie tworzyć skuteczny system ochronny, który trzeba testować i modyfikować w zależności od potrzeb. Tego nie ma. Tymczasem epidemia nie wysyła sygnałów ostrzegawczych. Przychodzi zawsze jak tornado i musimy być na nią gotowi.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5