ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec 2018 nr 251
Pro Medico • lipiec / sierpień 2018 22 media LEKARZ PAŚĆ NIE MOŻE – TO JASNE. SYSTEM ZAŚ – JAK NAJBARDZIEJ I czyni to zwykle bez wahania, gdy tylko może. Winnych, ni kary, nigdy nie ma. Na korytarzu czekają chorzy, oczekujący pomocy ludzie, lecz nic to – niech czekają, przecież zdarzyła się rzecz niepojęta i osta- teczna, lokalna „e-apokalipsa” – system padł. Nikt nie wie, kiedy wstanie, a wstaw- szy, w jakiej będzie formie. System może też „zwolnić”, a jak zwolni – godzinami oglądamy kręcące się kółko, zamiast pracować. Osobną sprawą są łącza i serwery, które z radością sparaliżują naszą pracę na dłu- gie godziny, a pacjentom zapewnią radość zaprzyjaźniania się podczas wielogodzin- nego oczekiwania na naprawę. Nie wspo- mnę o drukarkach, które nagle strzelą focha i... koniec współpracy... zastygasz wtedy, wpatrując się z nadzieją w czarną dziurę, z której ma wyjść twoja recepta... po minucie może usłyszysz zgrzyt, a może chrobotanie… coś zamiga… Pacjent siedzi sobie i kibicuje doktorowi, który szarpie się z tylną lub przednią klapą urządzenia, a czas mija. Niedawno byłem nawet na szkoleniu z obsługi pewnej „e-inicjatywy” dla lekarzy (która, moim zdaniem, tylko sparaliżuje przyjmowanie chorych)... W kluczowym momencie szkolenia obraz kompute- ra zastygł... nastąpił nagły zgon systemu na moich oczach. Pan informatyk stwier- dził że „system padł” i dalszy ciąg wykładu „to może on opowie”. Wyszedłem (i nie wrócę!). Informatyzacja medycyny to niewątpliwie dobry pomysł. Służy on doskonale urzęd- nikom, statystykom, kontrolerom różnej maści, wprowadza ład w archiwum. Mamy teraz e-zwolnienia, e-recepty, e-medycynę. (a pewien mój przyjaciel ma „e-dziekanat” i czeka tylko na„e-rektora”). Ale czy aby na pewno ten e-świat pozwala zachować właściwe relacje między pacjen- tem i lekarzem? Czy jest naprawdę taki nie- odzowny? Odpowiem 3 X NIE. NIE – bo niszczy więź, empatię i bliskość spotkania z chorym. NIE – bo choć sam pomysł jest dobry, to jego wykonanie w większości przypad- ków jest pożałowania godne i zawodne. NIE – bo bolą mnie oczy i dorabiam się skrzywienia kręgosłupa, patrząc w stale w ekran. Wszystkie te„NIE”będę głosił za cenę opinii o moim zacofaniu i braku otwartości na to, co nowoczesne, popularne i powszechne. (Powszechność nie jest dla mnie argumen- tem. Nie zachwycam się na przykład obor- nikiem, mimo że miliardy much mają inne zdanie). O KOMENTARZ POPROSIŁEM DOŚWIADCZONEGO LEKARZA: – Pracuję ponad 50 lat jako specjalista inter- ny... obserwując, co przynosi obecny model pracy lekarza widzę, że słabnie więź, kontakt z pacjentem. Coraz częściej moi młodsi kole- dzy komputerowo monitorowani – zastra- szeni ograniczeniami czasu wizyty lekarskiej, kosztami, jakie generują, punktami rozliczeń, stają się sfrustrowani i zagubieni, rozdarci między komputerowo analizowanymi słup- kami ich efektywności a sztuką medyczną. Obserwuję, że między lekarzem a pacjentem postawiono ciekłokrystaliczny mur – moni- tor. Lekarz olbrzymią część wizyty wpatruje się w niego, zamiast nawiązywać kontakt ze swoim pacjentem. Szczególnie seniorzy, a przecież to najczęściej odwiedzający nas pacjenci, są w tej sytuacji zagubieni. Kilku z nich zapytało mnie „czy ja temu dokto- rowi nie przeszkadzam w pracy? Bo nawet namnie nie spojrzał”. Felieton Upadek systemu… Padały już różne... głównie totalitarne, co przyjmowałem z radością. Jeśli jednak robią to komputerowe, wtedy w moim gabinecie jest źle... i bardzo nerwowo dla wszystkich. Zwykle przychodzi wtedy młody człowiek, często w wyciągniętym swe- trze (oraz obowiązkowo w dżinsach po poważnych przejściach) i oznajmia, że lecze- nie moich pacjentów jest obecnie niemożliwe bo „system padł” lub też, że coś tam „wisi” (zwiesiło się). Uświadomiłem sobie, że w gabinecie nigdy nie zapadała taka dziwna cisza, przerywa- na stukaniem w klawiaturę i „klikaniem”. Lekarz zanurzony w administracyjne obo- wiązki staje się dla pacjenta coraz bardziej odległy. Przestaje go widzieć, przestaje z nim roz- mawiać, a przez to może stracić wiele... może kiedyś nie dostrzeże subtelnych obja- wów neurologicznych na twarzy pacjenta, a może jego załzawionych oczu? Wypisze wszystko, kliknie, a system poinformuje go, że zmniejszyło się opóźnienie, a koszty rosną – wizyta jest„odbyta” (nomen omen) – czas na kolejne klikanie. Wobec tej ilości obowiązkówprzerażamnie dodatkowo fakt, że niektórzy z nas są zmu- szani do skracania czasu wizyt... czy przez 10 minut lekarz może wypełnić obowiązek prowadzenia elektronicznej dokumentacji oraz zebrać wywiad, nawiązać empatycz- ną wież, zbadać, wydać zalecenia i wytłu- maczyć je pacjentowi? Ja tego nie potrafię i nie chcę broń Boże się tego nauczyć – zamieniłbym bowiem sztukę na rzemiosło i to kiepskiej jakości. Nie będąc dżentelmenem, zapytam teraz, ile komputeryzacja kosztuje? Placówki służby zdrowia zmuszone są utrzymywać tabuny informatyków, kupować licen- cje na oprogramowanie, kupować i stale amortyzować sprzęt. Ile procent składki zdrowotnej pożrą komputery? Podsumowując : Szanowne, Szanowni! Nie dajmy się zwa- riować i pozostańmy krytyczni, bo jak powiada mój ulubiony autor Terry Prat- chet: „Jeśli nienormalne trwa dostatecznie długo, staje się normalnym”, przed czym- uchowaj Boże . Rafał Sołtysek
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5