ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec 2018 nr 251

1 Pro Medico • lipiec / sierpień 2018 Reguła: uczeń – mistrz Kończy się rok akademicki i nowi absol- wenci wydziałów lekarskich rozpoczną żmudną drogę kształcenia podyplomo- wego. Trwają prace (podobno intensyw- ne) nad zmianami ustaw regulujących zasady kształcenia lekarzy, a niedawno zakończył się głodowy strajk rezydentów, którego jednym z przyczynków były per- turbacje w kształceniu, a właściwie nie- wydolność całego systemu. Przez wiele lat jako wzorzec kształcenia młodego lekarza podawany był sys- tem oparty na bezpośrednich relacjach, w myśl zasady uczeń – mistrz. Mieli oni uprawiać codzienną naukę, opartą na praktyce przy łóżku chorego. W myśl tej reguły, najważniejsza jest praktyka, wiedza przychodzi z czasem. Codzienne analizowanie przypadków klinicznych, od banalnych, po te skomplikowane i trudne, zawsze mobilizuje młodego adepta do poszukiwania wiedzy i posze- rzania swoich umiejętności. Wiedza koja- rzona z konkretnym przypadkiem choro- bowym jest znacznie łatwiej przyswajal- na i zostaje w pamięci na długie lata. Dzisiaj ktoś uznał, że ważniejsze są zasa- dy „demokracji”, „teoretycznego obiek- tywizmu”, „transparentności” i „ nie wia- domo jeszcze czego” , co wywróciło sys- tem kształcenia do góry nogami. Dziś po prostu nie ma czasu na prowadzenie kształcenia w myśl tej zasady. O najważ- niejszych kwestiach dla młodego adepta sztuki lekarskiej decydują bowiem testy. Zaczyna się od Lekarskiego Egzaminu Końcowego, który tak naprawdę wery- fikuje po raz kolejny wiedzę zdobytą na studiach, jedynie pozycjonując leka- rza w procedurze ubiegania się o przy- znanie rezydentury, aż po egzamin spe- cjalizacyjny włącznie. Dzisiaj normalnym obrazkiem jest sytu- acja, w której stażysta, zamiast garnąć się do zabiegów operacyjnych, udziału w wydarzeniach na sali porodowej czy chociażby badań lekarskich przy łóżku chorego, zaszyty w kącie dyżurki, rozwią- zuje całymi dniami tysiące zadań testo- wych, w sposób nieodwracalny tracąc szansę na zdobycie obycia i doświadcze- nia zawodowego. Trudno mieć do niego pretensje, ponieważ to nie ocena opieku- na stażu będzie dla niego ważna w życiu, a jedynie liczba zdobytych punktów na egzaminie testowym, która zdetermi- nuje jego drogę zawodową. Ktoś, kto skonstruował ten system kształ- cenia i zdecydował, że staż podyplomo- wy jest kluczowym dopełnieniem kształ- cenia akademickiego, wprowadził rów- nocześnie egzamin testowy, w praktyce niwecząc wcześniejsze założenie. Analogicznie sprawa wygląda w przy- padku kształcenia specjalizacyjnego. Absurdem jest, że lekarz przystępują- cy do egzaminu testowego korzysta z półrocznego urlopu bezpłatnego, aby dobrze przygotować się do zdawania testu. Kursy organizowane centralnie, często w odległych miejscach kraju, zmuszają lekarza w trakcie specjalizacji do wielomiesięcznej absencji w miejscu pracy. Będąc na dwutygodniowym kur- sie w Warszawie, nie może uczestniczyć w dyżurach lekarskich czy zdobywać doświadczenia w pracy w poradni. Często padają pytania, dlaczego tego szkolenia nie można odbyć w swoim województwie, w macierzystej uczel- ni, nieopodal miejsca zamieszkania czy wykonywanej pracy. Kiedyś egzamin spe- cjalizacyjny odbywał się w klinikach Uni- wersytetu Medycznego właściwego dla miejsca zamieszkania. Członkowie komi- sji znali ośrodek, w którym specjalizo- wał się ubiegający się o tytuł specjalisty lekarz; znali jego zaangażowanie w pracy, ponieważ pod ich opieką realizował staż specjalizacyjny; w końcu znali kierownika specjalizacji, który był rękojmią jakości kształcenia. Niedawno miałem okazję uczestniczyć w takim egzaminie z położnictwa i gine- kologii. W skandalicznych warunkach (ciasne baraki na tyłach Szpitala Matki Polki w Łodzi) rozpoczął się egzamin. W niewielkich pomieszczeniach tłoczy- ły się kilkuosobowe komisje, składające się z największych autorytetów polskiej ginekologii i położnictwa. Komisji było wiele. Na korytarzach, bez możliwo- ści zajęcia pozycji siedzącej, oczekiwali na swoją kolej lekarze przystępujący do egzaminu. Towarzyszyli im kierownicy specjalizacji, doświadczeni ordynatorzy, a niejednokrotnie utytułowani profeso- rowie. Nie mogłem odpędzić od siebie myśli, że takie grono zgromadzonych w Łodzi na dwa dni fachowców z całe- go kraju mogło w tym czasie wykonać kilkaset najbardziej skomplikowanych operacji położniczo-ginekologicznych, równocześnie przeprowadzając w swojej klinice egzamin specjalizacyjny. Jedynym beneficjentem tego wydarzenia były chy- ba hotele w Łodzi... Kultywowanie zasady bezwzględnego obiektywizmu i radykal- nej przejrzystości, zabiło logikę i zdrowy rozsądek. Należy zadać ponownie pytanie o zasa- dy kształcenia podyplomowego lekarzy, mając na uwadze smutne konsekwencje obowiązującego modelu testowo-teore- tycznego, niemal całkowicie wyzutego z kontaktu z pacjentem i nauczycielem, który jest często decydującym bodźcem – wyprzedzającym nawet czynniki eko- nomiczne – skłaniającym lekarza do emi- gracji, o czym świadczą powroty do kraju po uzyskaniu tytułu specjalisty w różnych krajach Europy czy coraz częstsze przy- stępowanie do europejskich egzaminów specjalizacyjnych, znacznie przychylniej skonstruowanych. Pozostaje pytanie, czy twórcy tego zdy- stansowanego do człowieka modelu kształcenia wkalkulowali w jego koszty konsekwencje, które ostatecznie ponosi pacjent, a w dalszej perspektywie całe społeczeństwo? Kiedy tak dotkliwie bra- kuje lekarskich rąk do pracy, może nie trzeba modyfikować tego fatalnego sys- temu, ale od nowa zbudować przyjazny – lekarzom i pacjentom – system kształ- cenia oparty na tej starej sprawdzonej zasadzie uczeń – mistrz.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5