ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/sierpień 2020 nr 271

Pro Medico • lipiec – sierpień 2020 22 FELIETON Tak mniej więcej za zjazdem z auto- strady i w lewo. Wszystko przez prze- ścieradło i COVIDa-19... Dawniej to było stabilnie..., się wiedzia- ło, że lekarze są „ordynarni, przemą- drzali, egocentryczni i dupki”, a do tego konowały i łapówkarze (fakt, że dowód wdzięczności – a jakże, dostałem. Bom- bonierkę od Pani Gertrudy, która to nie- skalana dwulicowością wyznała mi: „bier Pan Dohtorze bo ja ją z Rajchu dostałam a nadziewanych nie lubia”). Mimo jednak powyższych epitetów – robiło się swoje: badało, leczyło i jakoś szło... Było cięż- ko, acz stabilnie, aż dojechałem do tego Zabrza. A tam? Przybyłem, zobaczyłem i... zahamowałem. Wszystko mi terkotało: od żuchwy po ABS-y, auto dęba niemal stanęło, ale... warto było. Zobaczyłem bowiem prześcieradło. Na płocie przy spożywczym. Kibice Gór- nika (Torcida Kończyce), napisali na nim „Dziękujemy służbie zdrowia za poświę- cenie”. Długo stałem przed tym pościelowym aktem wdzięczności. Że niby dziękują? Że doceniają poświęcenie? Tak przynaj- mniej napisali. Spojrzałem w lusterko samochodu – źrenice miałem równe i reaktywne, a swój kontakt z otoczeniem oceniałem na pełny i logiczny. To musiała więc być prawda, a nie jakaś ułuda! Pierwszy raz w życiu coś takiego widzia- łem. Nawet łza mi się zakręciła ze wzru- szenia. Nucić zacząłem „oto dziś dzień krwi i chwały.” Społeczeństwo mnie zre- habilitowało i podziwia! Nieświadomy, że to jeszcze nie koniec wrażeń, pojechałem dalej. Ledwie się otrząsnąłem z jednego emocjonalnego wstrząsu, a tu nadciągnął drugi. Jem ja sobie kolację, jestem w połowie sardynki, nagle ekran telewizora miga i pojawia się... koncert „Gramy dla boha- terów”, czyli Medyków. Każdy w tym pro- gramie mówił, że nas kocha i pozdrawia, a i śpiewali ślicznie „jak w kościele”. Było na co popatrzeć. Czułem się doceniany przez masy i elity! Oto nareszcie Roda- cy zdali sobie sprawę (lepiej późno niż wcale), że lekarze naprawdę leczą i ratują ludziom życie. Było tak pięknie, ale euforia – jak to ona – nie trwała długo. Tożsamość mi się zachwiała, lecz szybko, niczym wańka-wstańka, wróciła na swoje pierwotne miejsce. Jak uczy Biblia, ten tłum, który cię oklaskuje, równie ochoczo przygląda się twojej egzekucji. Ostatnie„Pro Medico” opisuje, że w związ- ku z pandemią do prokuratury wpłynęły już zawiadomienia, w których wska- zuje się Medyków jako potencjalnych przestępców, a także, że lekarzy posyła na pierwszą linię, nie zapewniając im wła- ściwego sprzętu ochronnego. Urzędnicy nie odpowiadają na pisma, w których prosimy o zapewnienie nam szybkiej diagnostyki w kierunku COVID. Pewna piekarnia z Poznania nie chciała wpuszczać Medyków po zakup chleba, W Zabrzu tożsamość mi się zachwiała a znany decydent z Mazowsza, w przypły- wie srogości, chwycił nawet za długopis, lub – co bliższe jego intencji – za „twarze” kolegów lekarzy i skierował ich przymu- sowo do pracy. Sęk w tym, że trafił na matkę niemowlaka i matkę samotnie wychowującą 13-letnie- go syna. Gdy oponowały – ukarał je przy- kładnie. To, że miały rację i do pracy nie powinny być skierowane – nikogo nie interesowało. Zapachniało znajomo – „kamaszami” (kto był w wojsku ten wie). Ot ,,Tuchajbej rozsierdiłsa”. Pretensji mieć nie możemy, bo jak głosił Terry Pratchet„jeśli człowiek ma dość wła- dzy, trudno mu w ogóle popełnić jakieś bezprawie. Zdarzają mu się tylko zabaw- ne, drobne niezręczności.” Cóż... Torcidzie Kończyce dziękuję za wyra- zy szacunku, a będącym wśród nas kandy- datom na cokoły dedykuję wers Jacka Kacz- marskiego, który wieszczył, że„ci, co pole- gną, pójdą w bohatery, a ci, co przeżyją – muszą walczyć dalej”. Rafał Sołtysek

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5