ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/sierpień 2020 nr 271
7 Pro Medico • lipiec – sierpień 2020 jakiś czas do nich przyjeżdżał. Jego kolega z oddziału, Michał Dyrda , nie miał nawet możliwości tak dokład- nie przeanalizować swoich emocji. Pochodzi z lekar- skiej rodziny i z góry wiadomo było, że już pierwszego dnia stanie do tej walki na głównymfroncie, nawet jeśli przez to miałby stracić znajomych i przyjaciół, którzy ze strachu wolą się nie kontaktować z takimi „ryzykan- tami”jak oni. Żeby wejść na oddział, gdzie leżą chorzy z wirusem, musimy ubrać się jak kosmonauci. Dobrze, że pomaga- ją nam pielęgniarki, bo to wcale nie jest łatwe. Zostawić trzeba wszystko, w czym przyszliśmy, łącznie z zegar- kami, komórkami, biżuterią, okularami. Potem włożyć szczelny i krępujący ruchy plastikowy kombinezon, podwójne rękawice, dziwnie sznurowane buty, maskę z filtrem, gogle, czepek na włosy i przyłbicę. Na końcu raz jeszcze pielęgniarki uszczelniają całość taśmami samoprzylepnymi. Wiktoria dodatkowo nosić będzie specjalnie opakowany i zabezpieczony aparat fotogra- ficzny. Żegnając nas oddziałowa krzyczy – tylkomi nie wnieście tu zarazy! Ale raczej domyślamy się, że o to jej chodziło, bo wmaskachmało co już słychać. Idziemy dalej prowizorycznym korytarzem zbudowa- nym z płyt paździerzowych. Moje gogle już całkiem zaparowały, dobrze choć, żewidzę jeszczeostrzegawcze napisy na taśmach. To jest ostatni moment, żeby zawró- cić. Powejściudo strefy brudnej – skażonej, nicmoże nie być już takie samo, jak do tej pory. Dobrze, że lekarze, też ubrani jak kosmonauci, ciągną nas ze sobą. Za chwilę przestaną się nami zajmować, bo czekają chorzy. Zosta- niemy samna sam z wirusem. Nasi bohaterowie nie mają twarzy, bo każdy z persone- lu wygląda tak samo. Nawet pacjenci leżący tu po kilka tygodni nigdy nie poznają koloru oczu, włosów, twarzy, ani nawet prawdziwego głosu swoich lekarzy i pielę- gniarek. Choć wielu mieszka w tym samym mieście, na pewno nie rozpoznają się na ulicy. Wojna z wirusem jest więc całkowicie anonimowa, bo też nie o bohater- stwo i popularność tu chodzi, ale o przetrwanie tej cho- roby. – Najważniejszą czynnością, na którą wszyscy czeka- ją, są wymazy. Robi się je raz w tygodniu, bo częściej nie ma sensu – mówi ordynator interny dr Jarosław Kubica . – W dodatku prawidłowy wymaz wymaga się- gnięcia specjalną wymazówką głęboko do gardła lub nosogardzieli. Potem jest czekanie na wynik testu. Cza- sem, gdy po pięć i sześć razywychodzi pozytywny, trzeba zadomowić się na oddziale na dobre. Mam wrażenie, że tu wszystko odbywa się w zwolnio- nym tempie. Może dlatego, że kombinezon i maski Nasi bohaterowie nie mają twarzy, bo każdy z per- sonelu wygląda tak samo. Nawet pacjenci leżący tu kilka tygodni nigdy nie poznają koloru oczu, wło- sów ani nawet prawdziwego głosu swoich leka- rzy i pielęgniarek. Wojna z wirusem jest całkowicie anonimowa, bo też nie o boha- terstwo i popular- ność tu chodzi, ale o przetrwanie tej choroby.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5