ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/sierpień 2021 nr 281

Pro Medico • lipiec/sierpień 2021 16 coś o tym wspomina, zręcznie zmieniamy temat. Następna technika to deprecjono- wanie tegoż sukcesu w oczach świata, nie- eleganckie komentarze i cierpkie uwagi. Najbardziej jednak wyrafinowanym spo- sobem jest umniejszanie wagi tegoż osią- gnięcia wodczuciu samej cieszącej się nim osoby –„inni zrobili to wcześniej i lepiej niż ty”, „to nie ma praktycznego znaczenia”, „w jury konkursu były samemiernoty”. Omawianedotychczas techniki obrony ego, jakie stosuje zazdrośnik, mają powodować, by mniej cierpiał on sam. Są jednak inne zachowania będące konsekwencjami zazdrości, które wywołują skutki o wiel- kiej szkodliwości dla szerokiego otocze- nia. I tu popatrzmy na pole środowiska medycznego, gdzie powstają szczególnej wagi zagrożenia. Wszyscy pewnie sły- szeliśmy o tym, jak w połowie XIX wieku w szpitalu Uniwersytetu Wiedeńskiego profesor Klein, zazdrosny o odkrycie przy- czyn gorączki połogowej przez Ignaza Sommelweisa, powstrzymał swym auto- rytetem na lat dwadzieścia wykorzysta- nie tegoż odkrycia, skazując na śmierć setki, jeśli nie tysiące położnic. Konkurent też oczywiście został odpowiednio znisz- czony. Ograniczanie kształcenia specjalistów w pewnych dziedzinach medycyny przez szefów przewidująco myślących o ograni- czeniu konkurencji na rynku, co zapewnia klientów i wysokie ceny usług, też się zda- rzało. Blokowanie rozwoju osób zdolniej- szych od zwierzchnika jest ciemną stroną niejednej uczelni czy kliniki. Zazdrość zabija radość z osiągania celów, działanie napędzane jest bowiem nega- tywnymi emocjami i związane ze stałą obawą, by nie dać się przeskoczyć. Ujaw- nianie zazdrości (a ona bardzo łatwo staje się widoczna) obniża pozycję społeczną zazdrośnika, który nie potrafiąc zapa- nować nad nagannymi zachowaniami, dowodzi swej słabości. To błąd taktycz- ny. Co gorsza, demona zazdrości można wytępić tylko tak, jak alkoholizm – nie pozwalać sobie na nią, gdyż jeśli wpadnie- my w jej wir, to wciąga jak narkotyk, działa jak choroba. Jeżeli z nią nie walczymy, nie próbujemy jej okiełznać, to będzie się stale nasilać i zżerać nas odwewnątrz, równocze- śnie dewastując kontakty z otoczeniem. Ci, którzy nie są zazdrośni, otrzymują więcej wsparcia i pomocy, umieją lepiej współ- pracować i per saldo wpływa to korzyst- nie na ich rozwój i karierę. Szef, który umie cieszyć się z sukcesów swoich pracowni- ków, zyskuje nowe źródło satysfakcji. Jeże- li potrafię odczuwać radość z osiągnięć innych, to znaczy, że jestem pewny swojej wartości, wiem, co jest moim„bogactwem”. A jeśli nawet czuję ukłucie zazdrości, to nie pozwalam, by to wpływało na moje zacho- wanie. Nie jest to łatwe w epoce „wyści- gu szczurów”, ale może przynieść wiele dobrego nam samym i światu, w którym żyjemy. Joanna Chłądzyńska UniwersyteckieCentrumKliniczne im.prof.K.Gibińskiego ŚląskiegoUniwersytetu MedycznegowKatowicach Pani Karina Paszek, rozmowna 35-latka, za kilka dni po raz kolej- ny przemierzy dystans wewspierającympolską transplantologię „Biegu po nowe życie”. Tym razem będzie to dla niej bieg szcze- gólny, bo towarzyszyć jej będzie dwumiesięczny Tymon. Ale historia naszej bohaterki jest niezwykła z kilku powodów– głów- nie dlatego, że Pani Karina od trzech lat żyje z nowym sercem, a dzięki współpracy wielu specjalistów oraz ośrodków, mogła spełnićmarzenia omacierzyństwie. Ślad w organizmie zostawiło przebyte w wieku dziecięcym zapale- nie mięśnia sercowego. W dorosłym życiu, w trakcie jednej z operacji ortopedycznych, doszło do dekompensacji układu krążenia. Kobieta zapadła na kardiomiopatię, rodzinną przypadłość, która zebrała już żniwo w postaci przedwczesnej śmierci ojca, dziadka i wuja. Stan chorej pogarszał się zmiesiąca namiesiąc, odkładając nie tylkomacie- rzyństwo na dalszy plan, ale i utrudniając normalne funkcjonowanie. Lekarze podjęli decyzję o wpisaniu Pani Kariny na listę oczekujących na transplantację serca. Narząd szczęśliwie przeszczepiono kilka mie- sięcy później, w czerwcu 2018 roku. Dwa lata po transplantacji stan kobiety poprawił się na tyle, że mał- żeństwo rozpoczęło starania o dziecko.W trakcie ciąży przyszłamama pozostawała pod stałą opieką transplantologów, kardiologów i gine- kologów. Zmieniono dawki leków i zalecono częstsze kontrole. Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Przybyłowski – kardiochirurg i transplantolog: – Część leków, które chorzy po transplantacjimuszą zażywać, wpływa źle na rozwój płodu, dlatego przed poczęciem modyfikujemy tak leczenie, aby było minimalnie szkodliwe dla dziecka, ale też zabezpieczało mamę przed odrzucaniem. Przygotowania do porodu zespołów ginekologów, anestezjologów i kardiologów w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym im. prof. K. Gibińskiego SUMw Katowicach, trwały kilka dni. Zlecono szereg kon- sultacji i badań. Zdecydowano o rozwiązaniu ciąży cięciem cesarskim. Zabiegprzeprowadzali dr MirosławaMackiewicz i dr TomaszZieliński . – Pacjentka dostała zgodę na zajście w ciążę od swojego lekarza prowa- dzącego.Naszymzadaniembyłoprzeprowadzenieporodubezpowikłań. Najbezpieczniejsze dla pacjentki jest rozwiązanie takiej ciąży cięciem cesarskim, ponieważ musimy pamiętać, aby niepotrzebnie nie obciążać serca. Ważne jest również ograniczenie ilości krwawienia, by nie dopro- wadzićdohipowolemii. Technicznie zabiegnieodbiegaod standardowe- go –mówi dr Tomasz Zieliński. Procedury szpitalne zezwoliły ojcu na kangurowanie świeżo urodzonego synka i wspólne powitanie wybudzonej z narkozy mamy. Rodzina była szczególniewdzięcznaza tengest. Po porodzie zaczęły zgłaszać się do Pani Kariny inne kobiety, które urodzi- ły zdrowe dzieci po przeszczepach lub dopiero marzą o zostaniu mamą. Bo taki przypadek daje nadzieję i otwiera na nowemożliwości. Ciągły roz- wój medycyny pozwala na przesuwanie granic, do których jeszcze trzy dekady temu nikt nie śmiał dotrzeć. Dzisiaj przeszczepy nie tylko przedłu- żajążycie, aledają szansęnanormalność i realizacjęnajwiększychmarzeń. Poród, którego miało nie być

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5