ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/sierpień 2022 nr 291

19 Pro Medico • lipiec/sierpień 2022 Jak powszechnie wiadomo, „Pan Bóg za dobre wynagradza, a za złe (le)karze”. Dostają w skórę... Tyle streszczenie felietonu. Niecierpliwi lekturę mogą tu zakończyć. Dla pozostałych Czytelników rozpoczniemy opowieść „ab ovo” (bo i „jaj” dotyczy), kreśląc lapidarnie obraz człowieka sukcesu mojej profesji oraz opisując jego traumatyczne popołudnie, po którym nigdy już nie był taki sam. FELIETON Marzenie naiwnego doktora Rafał Sołtysek wiceprezesOkręgowejRady Lekarskiej W scenie pierwszej, międzynarodowej, widzimy go, siedzącego w fotelu, firmy szwedzkiej (co go w pocie czoła śrubokrętem skrę- cał i w pocie czoła spłaca), pijącego kawę brazylijską (z promocji) i na chiński telewizor spoglądającego. Na jakiegoś „flixa” dla przykła- du. To spogląda, to nie spogląda na ekran, bo mu głowa na klatę leci po 48 godzinach pracy na ratę leasingu... Siedzi więc ten nasz Doktor, a tu „ding dong” – polecony przynieśli. Polecony to sprawa śliska, nawet jeśli jest całkiemsuchy. Pewnaprzed- wojenna hrabina zalecała go natychmiast po przyjściu, absolutnie nie otwierając, palić przed przeczytaniem. Doktor jednak do arystokra- cji nie należał, kopertę „na tępo” otworzył, pisemko ostre przeczytał i buch! Siada w szwedzkim fotelu, mało się brazylijską kawą (z promo- cji) nie oblewając. Oto bowiemdowiedział się, że jest oszustem. Oszu- stwo wykryto i jest dłużny NFZ-owi karne 1300 zł. Dalej, następuje miła nota stworzona przez równiemiłego prawnika, że 14 dni na spła- tę, że komornik i wogóle kryminał (szczęściem, niebyłoniczegoo tym że„karki”przyjdą i palec złamią). Co i dlaczego się stało?Otóżosiem lat temu jakiś informatyk-abderyta, taki programw poradni uroił, że nie było widać, kto jest, a kto nie jest ubezpieczony. Ściśle mówiąc, to nie było widać w poniedziałki ani we wtorki, a w pozostałe dni tygodnia sytuacja była dynamiczna i płynna. Ikonki się klikało, odklikiwało itd. Pełen chaos. Błąd to był jakiś niepojęty i choć Doktor, próbując go pojąć, to bladł, to czerwie- niał, to po słowa zakazane sięgał. Na nic się to jednak zdało. Jak wie- my – gdy się system„zawiesi”, to lepiej wraz z nim to uczynić niż liczyć na pomoc informatyków. W efekcie dwie recepty refundowane na nieubezpieczonego„poszły” i stąd kara – nie dla informatyka, lecz dlamedyka. Medyk ten całe życie skupiał się na swojej pracy, dokładając wszel- kich starań, żeby w tym trudnym systemie opieki zdrowotnej pomóc pacjentowi. Uratował sporo istnień, narażał się na śmierć covidową (serio! – dopisek dla płaskoziemców i antyszczepionkowców), a oka- zuje się, że jest zwykłym oszustem. Że niby namówił się z pacjentem, że mu taniej o 15 złotych lek zapisze. Taki przekręt życia zrobił i skok stulecia. Do sądu iść? Adwokatów zatrudniać? Ot można... Doktor jed- nak zapłacił, bo po prostu, po ludzku, ma dosyć i swoich praw docho- dził nie będzie. Prawdą jest, że ostatecznie, po wymianie pism, karę obniżono, za co lekarz dziękuje, ale 700 zł wciąż boli, ot wyjazd z dzieciakiem byzatobył,aniebędzie.Conatomiastbędzie?Będziestrach,frustracja i złość, że zamiast leczyć, musisz, Doktorze, liczyć. Liczyć się, zewszyst- kim, co może Cię spotkać za to, że chcesz leczyć (a jak widzimy, może Cię spotkać sporowięcej niż oczekiwałeś). To nieodwracalnie zrujnuje relację z pacjentem i zdeformuje, jak w krzywym zwierciadle, Twoje o nimmyślenie. Zbójeckie przepisy nakładają na nas obowiązek sprawdzania ubez- pieczeń, uprawnień, stopnia refundacji. Strach do tego przeklęte- go komputera siadać, bo, lecząc chorego, można sobie strzelić nie tylko w kolano, ale i w głowę. Pacjent, choć wyzdrowieje, będzie w przypadku roszczeń równie daleko, jak informatycy i kierownictwo danej placówki. Nawiązując do poprzedniego felietonu, wydaje się, że w oczach decydentów faktycznie jesteśmy tylko firmami i zmusza się nas do patrzenia na pracę jedynie poprzez pryzmat firmy. Bardzo to bolesne, że pojawiają się wątpliwości czy„salus aegroti”czy własne bezpieczeństwo jest„suprema lex”. Zdaje się, że napięcie rośnie. Urzędnicy kontra lekarze 1:0. Jakoś nie mieści mi się w głowie organizowanie takiego bezsensownego meczu. A gdyby wyobrazić sobie inne rozwiązanie i oduczyć się reto- ryki„my”i„oni”? Gdyby zobaczyć urzędników NFZ jako naszych partnerów, z którymi świetnie organizujemy opiekę zdrowotną, współdziałając i pomaga- jąc sobie wzajemnie? Gdyby zobaczyć odpolitycznienie resortu zdro- wia i rzetelne reformy, prowadzone niezależnie od„ekip” i wyborów? Gdyby i nas zobaczonow innymświetle, bez tępego, głupawego czar- nego PR? Gdyby zobaczono, że jesteśmy bezcennymi dla kraju, naj- wyższego stopnia specjalistami, którychdoświadczenia nie zastąpi się ani szybkim importem, ani szybkim kształceniem kadr medycznych w szkółkach zawodowych. Gdyby tak zobaczyć ofiarnych i poświęca- jących się pacjentom lekarzy, którzy na co dzień służą im pokornie, bez fajerwerków, walcząc do ostatka dla przykładu w medycynie paliatywnej. Gdyby zobaczyćwnas ludzi, o którychwartodbać, by nie emigrowali, ludzi, którychwarto teżmotywować finansowo i przestać wściekle zazdrościć im zarobków, którymi chcą się zrównać z pracują- cymnielegalnie kafelkarzem. To byłoby miło. I byłoby namwszystkim łatwiej. „Kochani ludożercy nie zjadajmy się Dobrze? bo nie zmartwychwstaniemy Naprawdę”

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5