ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/sierpień 2023 nr 301

Pro Medico lipiec/sierpień 2023 19 Fot. Chroma Stock FELIETON Uwielbiam „Bezpowrotnie utraconą leworęczność” Jerzego Pilcha Rafał Sołtysek wiceprezesOkręgowej RadyLekarskiej Mam ku temu trzy powody: po pierwsze, jestem, jak i on, „mańkutem”, po drugie – podobnie przez kawał życia szukałem sza- bli dziadka i po trzecie wreszcie – wycho- wywałem się w identycznym, co pan Pilch, etosie „nadludzkiej pracy w nieludzkich warunkach” (praca ta miała jakoby dopro- wadzić do zbawienia lub przynajmniej poprawy losu – nic bardziej mylnego, zain- teresowanymmocno odradzam). Jako mańkutowi, trudno mi czasem „żyć i tworzyć” w świecie praworęcznych. Gdybym był mniejszością seksualną – nowoczesne społeczeństwo „pochyliło- by się z troską” nad moim, że tak powiem, interesem. Niestety, nic z tych rzeczy, więc i szanse na pomoc mam żadne. Śnią mi się więc po nocach koszmary o tym, jak zakazano leworęczności w komuni- stycznej Albanii albo o tym, jak wujek, czy to przez złośliwość, czy niewiedzę, kupił mi pod choinkę bumerang (proszę spró- bować rzucać nim„z mańki”). Niestety – leworęczność pozostaje poza obszarem zainteresowania społeczeń- stwa, choć, jak podaje słownik łacińsko- polski, „mancus” to niepełnosprawny, niedołężny, niedoskonały i wadliwy. Leworęcznemu nie jest więc łatwo, tym bardziej, że ma pokręcone półkule i gdy patrzy na świat praworęcznych (bez obra- zy, nie wszystkich i nie zawsze) wydaje się, że coś, jakby to ująć najtrafniej – „nie sztymuje”. Ot, dla przykładu weźmy polną drogę pełną garbów, od których pękają samo- chodom amortyzatory. Za miliony złotych siłą koparek, spychaczy i Bóg wie czego jeszcze, praworęczni robią z niej szosę co się zowie. Nie trwa to jednak długo. Za kilka lat, siłą koparek, spychaczy i Bóg wie czego, budują na niej sztuczne garby, od których pękają samochodom amorty- zatory i tłumaczą, że to dla mojego bez- pieczeństwa. Praworęczni wymyślili podatek od desz- czu, wcześniej dwie wojny światowe oraz różnice wieku emerytalnego (głosząc jed- nocześnie pełne równouprawnienie płci). Przykłady można by mnożyć ale pojąć ich, nie sposób. W tym duchu słuchałem ostatnio wykła- du o terapii cukrzycy. Wzbudził on we mnie uczucia mieszane. Podziw, po pierwsze, nad umiejętnym tworze- niem nowych leków. Podziw, po drugie, za gest, bo dobry nasz rząd refunduje (część) owych leków. Po trzecie zaś osłu- pienie tym, że w przeważającej liczbie przypadków „nieumiarkowanie w jedze- niu i piciu”, czyli kompletnie patologiczne wzorce odżywiania się, leczymy (nietanio przecież) farmakologicznie, zamiast się- gnąć po metodę łańcuchową (obwiąza- nego wokół lodówki). Tańsze to i przede wszystkim zdrowsze. Przed oczami stanął mi mój niedawny zagraniczny pacjent, który z uśmiechem Szwejka pokazał długą listę nowocze- snych leków zleconych przez diabeto- loga. Był w tym wszystkim jednak jeden szkopuł: nie działały. Pacjent jednak, co wyznał, uwielbiał „pielemieni” i nie przyjmował do wiadomości, że nie można pochłaniać ich taśmowo niczym paszcza lewiatana. Oczekiwał natomiast, że się- gnę do mej wiedzy i zapiszę mu kolejny lek po to, by po królewskiej uczcie, którą gotów był urządzać codziennie, poziom glukozy mu nie wzrastał... Iluż takich pacjentów, co własne zdrowie mają w okolicy otworu naturalnego, leczymy, czasem paniczną polipragmazją, przera- żeni wartościami ich glikemii. Inną sprawą jest też fakt, że leki są pro- mowane wszędzie i na każdym kroku. Scenariusz przecież się powtarza. Przy- chodzi do nas jakaś Pani Ładna (termino- logia zaczerpnięta od tych, co rzekomo żyją z drutowania garnków i wróżenia). Zwykle odbierana jest jako zjawisko wysoce estetyczne, acz rzadko dostarcza- jące merytorycznych doznań. Przycho- dzi i opowiada... Sugestywnie i pięknie. O leku. Jako dowód pokazuje serie wykre- sów, co to zawsze pną się w górę, gdy lek przyjmujesz, a w dół spadają, gdyś był go pozbawiony. Chyba tylko niewielu spraw- dza przy tym małe cyferki odnośników mówiących skąd te rewelacje się wzięły. I tu przykład z ostatnich dni... „Odkrycia” pochodziły z dwóch badań typu „case report” (czyli zbadano dwie osoby), dwie nogi konkretnie. Jak donoszą badacze, nogi te podobno się wyleczyły, co przyj- muje z entuzjazmem, ale wyciąganie z tego typu ogólnych wniosków o sku- teczności leku jest albo niewiedzą, albo wprowadzaniem w błąd. I tak to idzie „raz wyżej w cis, raz niżej w mol” – pozornie wszystko gra. Pew- nie, że mamy też wiele rzetelnych badań i chwała za to. Czasem jednak mam wrażenie, że jesteśmy zdezorientowani tymi manipulacjami. Może czas zale- cać na wstępie, nie bojąc się potencjal- nych skarg, by pacjent najpierw zmienił styl życia, a złożone terapie pozostawił na czarną godzinę, gdy naprawdę będą konieczne?

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5