ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec/sierpień 2023 nr 301
Pro Medico lipiec/sierpień 2023 25 – Co ukształtowało charakter pani Ojca i wpłynęło na przyszły zawód lekarza?Wojna? 1,5-roczny pobyt w Kałudze? Czy jeszcze co innego? – Myślę, że w dużej mierze przyczyniło się do tego wspomniane gimnazjum, w którym kształcenie Ojca i jego rozwój osobowy podą- żał w dwóch kierunkach. Z jednej strony była to ogromna wiedza humanistyczna, kształtowanie tolerancji, pracowitości, umiejętności bycia z ludźmi, z drugiej kształcenie artystyczne na bardzo wysokim poziomie. Szkołą charakteru były również lata studiów i organizacje studenckie: Akademicki Klub WłóczęgówWileńskich i Juventus Chri- stiana. – Wojna to zawsze szkoła charakteru i swoisty„szlifierz”postrze- gania rzeczywistości... – Na pewno wojna zaostrzyła, czy raczej nasiliła, pewne cechy oso- bowości: odpowiedzialność za grupę, zdolności organizacyjne, wier- ność zasadom czy wyrazisty światopogląd. Mnie się wydaje, że wtedy nastąpiło umocnienie tych wcześniejszych cech. Ale było coś jeszcze, co pojawiło się w obozie w Kałudze. Ojciec mówił o tym dość często. W tych trudnych warunkach przeważało nie myślenie o sobie, ale o innych, tych, którym towarzyszył i opiekował się nimi. Nawiązywa- ły się lub były kontynuowane przyjaźnie. Bardzo silne przyjaźnie. Ale też rodziła się jakaś pogoda ducha, która przejawiała się we wzajem- nymwspieraniu i oderwaniumyśli od katorżniczej pracy przy wyrębie drzew na 70-stopniowymmrozie. – Pani Ojciec długo szukał swojego miejsca na ziemi. Jak trafił na Śląsk? – Nigdy nie przypuszczał, że zamieszka na Śląsku. Kiedy wrócił z zesłania w 1946 r., zastał mamę z rodzicami i bratem w Toruniu, bo tam przewieziono, jednym z ostatnich transportów repatriacyj- nych zWilna, pracowników uniwersytetu do Polski. Warto nadmienić, że oni się szalenie denerwowali takim sformułowaniem, bo uważali, że są„wyrzucani z Polski do Polski”. Mama, by móc zarabiać na utrzy- manie, przeszła kursy pedagogiczne. Ojciec zastał ją już z nakazem pracy i wtedy wyjechali do Piły, koło Poznania. Ojciec dostał pracę lekarza w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego. Mieszkali tam dwa lata. Można powiedzieć, że tułali się po całym kraju, zanim osie- dli gdzieś na stałe. Ojciec bardzo chciał pracować na uczelni, w jakimś większym ośrodku medycznym i naukowym. Wydział Medyczny Uni- wersytetu Stefana Batorego z Wilna trafił prawie w całości do Gdań- ska. Ojciec przez lata starał się o zezwolenie na pracę na gdańskiej uczelni – bez skutku. Odmawiano mu też pracy w innych uczelniach medycznych. Jakiś czas pracował w Szpitalu Powiatowym w Płońsku podWarszawą, potem odbył obowiązkową, okresową służbę wojsko- wą w Szpitalu Wojskowym w Toruniu uzyskując, poza specjalizacją z chirurgii, także stopień oficera Wojska Polskiego. Dopiero w 1949 r., kiedy zaczęto organizować Akademię Medyczną na Śląsku, pojawiła się możliwość dostania tutaj właśnie pracy. Tylko ten robotniczy Śląsk mógł przyjąć Akowca o nie takich poglądach, jakie były powszechnie akceptowane. – Czy brak możliwości podjęcia pracy na uczelni, tuż po nostry- fikacji dyplomu i pracę na prowincji odbierał jako sekowanie za przynależność doAK, czy normalnywówczas stan rzeczy doty- czący tysięcy lekarzy, kierowanych przydziałempracy, tamgdzie byli potrzebni? – Dyplom nostryfikował w Poznaniu, bo kilka uczelni medycznych odmówiłomunostryfikacji, zasłaniając się tym, żemusi zdaćwszystkie egzaminy dyplomowe. Tylko rektor w Poznaniu ominął te procedury. Przez tewszystkie latauważaliśmy, żeprzeszłość akowska kładzieduży cień na pracę zawodową Ojca. Jego habilitacja czekała w Katowicach, w sekretariacie rektora siedem lat, nawet jej niewysłano doWarszawy. – Ale znalazł sposób na szybkie jej zatwierdzenie, przy okazji drwiąc z ówczesnej władzy. Wystąpił do Ambasady Rosyjskiej z prośbą o poświadczenie służbyw... Armii Czerwonej. – Rosjanie sami sobie byli winni, bo wileńskie oddziały partyzanckie internowane w nieludzkich warunkach zostały formalnie włączo- ne do tej Armii. Tysiące partyzantów rąbiących drzewa, chorujących i umierających, w 1944 r. nazwano oficjalnie „pułkiem zapasowym” i włączono do Armii. Dlatego Ojciec, po 1,5 roku obozu i pracy przy- musowej, stał się żołnierzem Armii Czerwonej. Zaświadczenie rzeczy- Prof. dr hab. n. med. Tadeusz Ginko nie jest na Śląsku osobą anonimową. Pamiętamy go jako fenomenalnego naukowca prowadzącego prace doświadczalne z chirurgii narządu krą- żenia, wyjątkowego Mistrza i Nauczyciela dla wielu znakomitych chirurgów, twórcę I Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej w Szpitalu im. A. Mielęckiego w Katowicach oraz empatycznego i altruistycznego lekarza, który do dzisiaj jest wspominany przez pacjentów, a także jako genialnego artystę, który pozostawił po sobie trwały artystyczny ślad.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5