ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec 2024 nr 311
Pro Medico lipiec/sierpień 2024 10 Współczesnym okiem Święto demokracji Joanna Andrzejewska Uchwalenie nowego Kodeksu Etyki Lekarskiej uznanowNaczelnej Izbie Lekarskiej za święto demo- kracji. Zakulisowe odświętne dekoracje barwnie opisał w swoim artykule dr M. Dziedzic, zaś ja, jako bierny obserwator procesu uchwalania tego dokumentu na KZL w Łodzi, podpisuję się pod zastrzeżeniami pana doktora i szczerze współczuję zszarganych nerwów. Dodałabym jeszcze jedną smutną reflek- sję, mianowicie, że projekt Kodeksu nie był dyskutowany z przedstawicielami pionu odpowiedzialności zawodowej izb, co nie- stety wybrzmiewa w treści kolejnych arty- kułów. Przykładowo, pozostawiono art. 62 ust. 2 w dotychczasowym brzmieniu, tj. „Lekarz nie powinien w jakikolwiek sposób publicznie dyskredytować innego leka- rza”. Była okazja, aby zmienić lub dopre- cyzować ten zapis. Bowiem, co oznacza „publicznie”? Czy krytyka działań lekarza w obecności tylko jednego pacjenta jest w takim razie etycznie dopuszczalna? Ile to razy nasz Okręgowy Rzecznik Odpo- wiedzialności Zawodowej ubolewał na łamach Pro Medico, że coraz więcej skarg pacjentów rozpoczyna się od słów: „Trafiłem do innego lekarza niż zazwyczaj i usłyszałem, że mój lekarz coś przeoczył, źle rozpoznał, popełnił błąd”, a w skrajnych przypadkach nawet:„Kto panu to tak sp...?”. Publicznie oznacza w obecności nieokre- ślonej liczby nieoznaczonych osób. Zatem osobiście, tête à tête, face to face – to już wolno dyskredytować kolegę? A w konse- kwencji, pogłębiać brak zaufania do śro- dowiska lekarskiego, bowiem ten „nowy lekarz” też za chwilę będzie na cenzuro- wanym. I nie chodzi tu o „krycie” kolegów, boKodeks podpowiada, jak powinien zare- agować lekarz w przypadku „dostrzeżenia błędu w postępowaniu innego lekarza”. Nowy art. 13 KEL to już redakcyjna cieka- wostka. Przesądza on bowiem, że: „Lekarz życzliwie i kulturalnie traktuje pacjentów (...)”. Dookoła pełno: musi, powinien, nie wolno – a tu nagle stwierdzenie prawdy objawionej, że „lekarz traktuje”. Żaden kodeks nie opisuje rzeczywistości postu- lowanej jak bajki, bo kodeks po to jest tworzony, żeby wskazać normę, czyli, co wolno, czego nie wolno, a co trzeba. I wiadomym jest, że jak się naruszy normę, to nastąpi sankcja. Taki jest sens tworzenia prawa. A jeśli mamy twierdzenie o fakcie, to czy można to uznać za normę? Bo jeśli nie, to po co w ogóle to pisać? Przysłuchiwałam się w życiu wielu dysku- sjom, dotyczącym tematu: Czy potrzebuje- my prawa? Nawet jakiś czas temu pisałam o tymmały felieton. Są tacy, którzy za Kan- tem wierzą w imperatyw kategoryczny, w nieskazitelną postawę człowieka, wyni- kającą z jego wewnętrznej konstrukcji: pragnienia i umiejętności bycia uczciwym człowiekiem i dokonywania zawsze słusz- nych wyborów. Są i tacy, którzy wątpią w przyrodzoną przyzwoitość człowieczą i wolą, by prawo jakieś było, bo dla jednych to będzie drogowskaz, dla innych straszak. Niedoskonałość prawa to odrębny temat. Demokracja i jej używanie do autorytar- nych celów – też.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5