ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach lipiec 2024 nr 311
Pro Medico lipiec/sierpień 2024 20 Prof. dr hab. n. med. Jacek Gawrychowski kierownikKatedry iOddziału KlinicznegoChirurgiiOgólnej iEndokrynologicznejŚląskiego UniwersytetuMedycznego Ostatnio zobaczyłem w Onecie ogłoszenie Rzecznika Praw Pacjenta: „Pacjencie, czy znasz swoje prawa?”. A w nim, po wymienieniu szeregu oczywistych i słusznych zresztą praw, napisano: „Jeśli Twoje prawa zostały naruszone – zadzwoń” (i tu podany jest numer bezpłatnej infolinii). Jeszcze o błędzie lekarskim Moje wątpliwości, niemałe zresztą, budzi jednak jedno odnotowane tam stwier- dzenie dotyczące prawa do zgłoszenia sprzeciwu wobec opinii albo orzeczenia lekarza. Rozumiem jeszcze sprzeciw wobec opinii i orzeczenia lekarza ZUS w odniesieniu do oceny zdolności (albo niezdolności do pracy) czy uzyskania renty inwalidz- kiej. Rozumiem też, że chory ma prawo do podjęcia wespół z lekarzem decyzji co do proponowanej terapii – po przed- stawieniu wszelkich możliwych spo- sobów postępowania. Ale takie sfor- mułowanie budzi także, uzasadnione chyba w pełni obawy, że to pacjent, bez względu na jego wykształcenie, będzie stawiał (a w praktyce to stawia już czę- sto) na podstawie wiedzy zaczerpniętej np. z Internetu, albo innych powszechnie dostępnych publikatorów – diagnozę i proponował terapię. A jeżeli na takie spojrzenie lekarz wyrazi sprzeciw, no to huzia na doktora, że łamie on prawa pacjenta. Zaraz będzie też dzwonić, albo jeszcze lepiej pisać, skar- gi najpierw do Rzecznika Praw Pacjenta, a potem być może jeszcze np. do proku- ratury. Bo przecież lekarz pod jakiś para- graf musi podlegać. Tutaj z pokorą chcę podkreślić swoje liche zdolności do zro- zumienia i interpretacji omawianego przeze mnie powyżej zapisu. Być może wynika to z moich brakóww zakresie wie- dzy na temat zasad komunikacji języko- wych, albo minimalizmu poznawczego, a być może jest to dysfunkcja pierwotna. Czy wobec tego lekarz, pomimo przecież swoich kompetencji, zamiast narażać się na stres z powodu skarg ze strony pacjen- ta, uwłaczających nierzadko jego godno- ści (co obserwowane jest coraz częściej), nie będzie chciał, dla świętego spokoju, ostateczne rozstrzygnięcie w odniesieniu do diagnozy i ewentualnej terapii odło- żyć na nieokreślony bliżej termin? Czy wobec tego, to z pozoru zdroworozsąd- kowe zachowanie lekarza będzie przeja- wem jego instynktu samozachowawcze- go, czy też brakiem tego instynktu? Przy założeniu, że choroba przecież nie zatrzy- ma się w swoim rozwoju. A przecież lekarz narażony jest nie tylko na skargę ze strony pacjenta. Tak zwa- ny błąd medyczny (nie zawsze nawet należycie udokumentowany), to prze- cież wciąż wdzięczny do nagłośnienia medialny temat, skazujący nierzadko lekarza a priori, praktycznie bez prawa do publicznej obrony. Przecież lekarz to nie w pełni świadomy przestępca popełniający swój czyn z pre- medytacją. A pomylić się przecież może każdy. To nierzadko wrażliwa i uczciwa osoba, której zdarzyło się nieszczęście (bo to jest nieszczęście) popełnić błąd. A na tym nieszczęściu w miejsce troski o chorego i lekarza (sic!), który popełnił błąd, rodzi się atmosfera skandalu. Absolutnie nie jestem zwolennikiem „zamiatania pod dywan” nieprawidło- wości, ale czy kompromitowanie lekarza, graniczące często z jego pohańbieniem stanowić powinno remedium na popra- wę jakości leczenia? Czy zwykle, nawet popełniając błąd, winnym jest jedynie lekarz? Czy zawsze decydenci zawiadu- jący ochroną zdrowia winni pozostawać w cieniu? A może warto byłoby prze- prowadzić badania systemowe (również na szczeblu organizacyjnym) nad praw- dziwymi przyczynami, które umożliwiły popełnienie przez lekarza błędu, a nie kierować się wyłącznie chęcią i zasadą odwetu. Jeżeli ten aspekt odwetu w następstwie błędu medycznego zostanie wyelimino- wany, to z pewnością zapewnienie odpo- wiedniej jakości leczenia stanie się dome- ną etyki, nie zaś przepisów prawnych. Wydaje się, że bez prawdziwej reorga- nizacji służby zdrowia, gdzie decydent będzie również w pełni odpowiedzialny za losy chorego, nie zrzucając wyłącznie winy na lekarza, temat ten wciąż pozosta- nieaktualny. Nawiązując tu po raz kolejny do aspektu błędu medycznego chciałoby się przytoczyć słowa wybitnego czeskie- go pisarza Bohumila Hrabala, który twier- dził, że „powtarzanie może być zarówno matką mądrości, jak i debilizmu”. Absolutnie nie jestemzwolennikiem„zamiatania pod dywan”nieprawidło- wości, ale czy kompromitowanie lekarza, graniczące często z jego pohań- bieniem stanowić powinno remedium na poprawę jakości leczenia? Czy zwykle, nawet popełniając błąd, winnym jest jedynie lekarz? Czy zawsze decydenci zawiadujący ochroną zdrowia winni pozostawać w cieniu?
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5