ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2018 nr 254

1 Pro Medico • listopad 2018 Powiemwprost Środowisko nasze okresowo podnosi kwestie wadliwości systemu kształcenia lekarzy. Okresowość ta pokrywa się naj- częściej z terminami LEK czy też PES. Oburzeni lekarze narzekają na brak dostępu do bazy pytań z poprzednich sesji egzaminacyjnych, jak również nieprzewidywalność nadmiernie szczegółowych i tak naprawdę nieweryfikujących wie- dzy medycznej pytań, które mają raczej czysto eliminacyjny charakter. Słyszymy różne głosy, że system kształcenia lekarzy powinien ulec zmianie. Najbardziej budujące było, że Minister Szumowski, w trakcie wystąpienia w naszej Izbie, dostrzegł negatywny fakt, iż nauka lekarza, zanim osiągnie on możliwość w pełni odpowiedzialnego, samodzielnego leczenia, trwa 13 lat, na co składa się sześć lat studiów, rok stażu podyplomowego i sześcioletni okres specjalizacji. Minister stwierdził, że w nowym, modułowym systemie kształcenia powinien być w miarę prosty egzamin, umożliwia- jący – tak jak kiedyś po uzyskaniu specjalizacji I stopnia – samodzielne i odpowiedzialne wykonywanie zawodu przez lekarza jeszcze przed uzyskaniem tytułu specjalisty. Więc tak naprawdę – to już było. Minister podkreślił również, iż oczekuje na propozycje zmian w kształceniu leka- rzy od zespołu, który ma je opracować i przedstawić. CEM wyraził już chęć stworzenia, przy współudziale samorządu lekarskiego, wystarczająco dużej puli pytań, aby mogły zostać upublicznione. Zapewne byłby to jakiś krok do przodu, o ile oczywiście osoby potrafiące takie pytania opracować, podejmą wyzwanie. Pytanie – czy starać się przeprowa- dzać jedynie kosmetyczne zabiegi w procesie edukacji, czy też nie rozważyć przygotowania propozycji rozwiązań dla ministerstwa w trzech wersjach: „kosmetycznej”, radykalnej i rewolucyjnej. Bo może, aby dobrze wykształcić lekarza, CEM nie jest do niczego potrzebny. Mamy przecież konsultantów krajowych, wojewódzkich, uniwersytety medyczne i samorząd – struktury, które bez problemu, jak dawniej – podołałyby należytemu przygotowaniu lekarza do wykona- nia zawodu, bez pośrednictwa biurokratycznej machiny. Podobnie ważkim tematem jest sens utrzymywania LEK. W naszym kraju w uniwersytetach medycznych nie obowią- zuje system boloński, w którym to lekarze nie są oceniani na poszczególnych etapach edukacji. W takim systemie, jak np. w Uniwersytecie Lwowskim, przeprowadzane są egzaminy na kształt LEK, jako „pierwszy krok” po III roku studiów, czyli egzamin z przedmiotów teoretycznych, a następnie – po zakończeniu VI roku studiów – „drugi krok”, czyli egza- min z przedmiotów klinicznych. U nas dalej obowiązuje system egzaminów potwierdzających i oceniających na bie- żąco poziom wiedzy studenta, zdobytej odrębnie z każdego przedmiotu. Rozumiem, że wprowadzenie kiedyś LEP-u, a po nim LEK-u, miało na celu wyłonienie lekarzy, którzy osiągnęli największą ilość punktów i którymprzysługuje wybór rezydentury lub możliwość ubiegania się o lepsze miejsce realizowania specjalizacji. Są jednak i tacy, którzy sarka- stycznie twierdzą, że LEK jest egzaminem sprawdzającym... profesorów, którzy przecież już raz zweryfikowali wiedzę swojego studenta. Tak naprawdę, temu celowi może – jak dawniej – służyć średnia ocen ze studiówmedycznych, ocena z przedmiotu, w którym lekarz chciałby się dalej specjalizować, czy też jego zaangażowanie i dorobek osiągnięty w STN lub kołach naukowych. Wieloletnia praca i osiągnięcia studenta są chyba lepszą miarą jego oceny, niźli wynik egzaminu testowego, przeprowadzanego w jednym dniu, nie zawsze będącym najlepszym dniem egzaminowanego. Czas pokaże, czy mimo pełnej świadomości nienajlepszego systemu edukacji medycznej, doczekamy zmian, a przede wszystkim – w której z wymienionych wersji. O kształceniu raz jeszcze dr n. med. Tadeusz Urban Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5