ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2019 nr 264

17 Pro Medico • listopad 2019 FELIETON Kciuki, precz od seniorów! Starsza Pacjentka , ma 90 lat i spokojne, wyrozumiałe spojrzenie człowieka, który w życiu widział już wszystko. Przeżyła„Adie- go”, a potem rosyjskie wyzwolenie (w piw- nicy z beczką kapusty i chlebem, zamuro- wana na kilka dni przez ojca, by uchronić ją odbliższych kontaktówzwyzwolicielami). Przez pewien czas, nie ruszając się z domu, zmieniła adres na Stalinogród, by później powrócić do Katowic. Zaakceptowała kartki na żywność, dla świętego spokojupomasze- rowała nawet z flagąwpochodzie pierwszo- majowym, po czympoprosiła, by na chwilkę „szturmówkę” ktoś potrzymał. Wtedy, uwol- nionaodciężaru, nareszcieuciekładodomu. Przygotowała dla rodziny rosół i roladę z klu- skami – było to panaceum na każdy, najbar- dziej nawet zidiociały świat. Widziała naprawdę wszystko, a jednak oczy jej przypominały spodki od filiżanek, gdy dowiedziała się z reklamy, że mamy e-recepty – trzeba tylkowejść na odpowied- nią stronę www, zaakceptować „ciasteczka”, zalogować się na IKA (internetowe konto pacjenta), lecz do logowania potrzebny będzie jej Profil Zaufany, który może założyć online (jeżeli ma internetowe konto w ban- ku), lub osobiściewurzędzie, gdy zarejestru- je się w serwisie pz.gov.pl ... „Czas nam, starym, powymierać, PanieDokto- rze...” – podsumowała. Starszy lekarz pracuje od wielu lat i także widział jużwszystko... Conajważniejsze, rów- nieżwmedycynie. Starszy lekarzma„to coś”: nosa, intuicję jakąś, graniczącą dla nas, młodszych, z jasnowidzeniem. Starszy lekarz dla przykładu, „na moich oczach” posyła 26-latka na izbę przyjęć, nie robiąc żadnych badań prócz ekg (bezzmianowego). Zapy- tałem: Dlaczego? Bo mu się „nie podobał”. Chłopak ten na izbie przyjęć dostał... zawa- łu. Tam dopiero pojawiły się wszystkie zna- ne mi objawy. Lekarze przy wypisie prosili, by pacjent podziękował za cud, bo senior uratował mu życie. Lekarz ten jednak pewnego dnia wszedł do gabinetu i zastał laptopa z najtańszym malutkim ekranikiem (na którym nic nie widzi, oczywiście) i myszkę (której mając zwyrodnienia dłoni nie obsłuży). Zapytano, czy zna już program do obsługi gabinetu. Jako lekarz nie potrzebuję w gabinecie kompute- ra. Pacjent również. On chce po prostu wyzdro- wieć. Mam wrażenie, że informatyzacja służy więc głównie gromadzeniu danych i analizowaniu ich przez różnego typu urzędy... Jeżeli nie zna – to„bywaj zdrów!”– pracować jużniemoże. Nierzadko towarzyszy temuźle skrywany ironiczny uśmiech postronnych, gdy doktor nie radzi sobie z komputerem. Te dwa, z życia wzięte przykłady, pokazują, jak pokolenie kciuka* opanowało admini- strację w medycynie i bezwzględnie, z dnia na dzień, zmarginalizowało seniorów (i nie tylko). Już sam nowy niezrozumiały informatyczny język-bełkot, często żywcem brany z angiel- skiego, pełen „funkcjonalności”, „kliknięć i odkliknięć”, „loginów”, „czatów” i „ciaste- czek” – powoduje powstanie przepaści nie do pokonania dla osób starszych. Przykła- dówabsurdóww tymzakresie niema końca – np. żąda się od nich, by potwierdzili, że„nie są robotami” – poprzez rozpoznanie na nie- wyraźnych obrazkach zdjęć... hydrantów. Sprawia to że mają, chyba słuszne, wrażenie kontaktu ze światem ludzi obłąkanych. Trzeba by„apgrejdować”** mózgi decyden- tów, by zrozumieli, że gdy każą seniorom „wejść na stronę” może się to odbiorcom skojarzyć jedynie z „pójściemna stronę”i nie ma w tymniczyjej winy. Na naszych oczach dokonuje się wyklucze- nie społeczne osób, które niemogą poradzić sobie z cyfryzacją, informatyzacją czy jak- kolwiek nazywa się podpinanie komputera do każdego elementu naszego życia. Obo- wiązuje zasada, że to, co elektroniczne, jest z założenia cacy, a wszystko inne jest prze- starzałe i „be”, a jak się komuś nie podoba – niech wyjeżdża w trzeci świat, albo poprosi o pomoc wnuka (w tym zakresie, myśląc przyszłościowo o sobie, modlę się, by mój Stasiu nie wybrał celibatu). Niezgadzamsięztakim„e-światopoglądem”. Szczególniewmedycynie. Komputer jest dla mnie duperelą, która powinna stać w naj- dalszym zakamarku gabinetu, a nie pełnić w nim roli głównej. Jak każda zdobycz tech- niki, ma służyć człowiekowi, a nie odwrot- nie. Ma uwalniać od nadmiaru pracy, a nie powodować, że jest jej coraz więcej. Rozwój komputeryzacji przypomina mi onkogene- zę. Początkowo zdrowe komórki, ulegają niepowstrzymanemu rozwojowi dając prze- rzutywnajdalszemiejsca i niszcząc ostatecz- nie organizm... Zaczynałem pracę, gdy na biurku lekarza był aparat do ciśnienia, a nie komputer. Wtedy było lepiej, patrzyłem na pacjenta, a nie w ekran. Miałem też więcej czasu dla chorego. Teraz jestem zinformatyzowany. Tylko po co? Zdroworozsądkowo patrząc

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5