ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2020 nr 274
17 Pro Medico • listopad 2020 że obecnie pod tym względem nie jest już tak źle, jak kiedyś, że wielu ordynatorów chce i umie rozmawiać. Widzę to np. w Kli- nice, którą mam przyjemność kierować, gdy odchodzą lekarze i pytam ich dlaczego to robią? Jedni przyznają, że niewytrzymują psychicznego obciążeniawpracy z chorymi dziećmi, a inni wolą przychodnię, bo pedia- trów potrzeba na rynku wielu i można za te same pieniądze pracować lżej i spokojniej. – Faktem jest, że młodzi są dziś jakby z innej kultury. Mają inne wzory, inne podejście, inne narzędzia, także inne nowatorskie podejście do medycyny. Czy Uniwersytet Medyczny pod pana kierunkiem będzie chciał za nimi nadą- żać, czy też stanie się ostoją tradycyjnej medycyny? – Ja bym chciał i tak, i tak, to znaczy wyko- rzystywać nowoczesne metody, ale nie zapominać, że na początku i na końcu całe- go procesu jest człowiek. Zarówno pacjent, jak i lekarz. Możemy już dziś zainstalować aplikację, wprowadzić do niej dane, i sztucz- na inteligencja powie nam, jaka to choroba. My to wykorzystujemy w naszych Cen- trach Symulacji. Ale przecież dobrze wie- my, że żadne urządzenie nigdy nie zastąpi mózgu lekarza. Przez sześć lat uczymy na studiach reguł i zasad medycyny, a gdy przychodzi pacjent, zaczynają się wyjątki. Dlatego medycyna, choć zawsze będzie rzemiosłem, to mistrzowie w tym zawodzie sprawiają, że staje się sztuką. – Panie rektorze, to jakwedług pana dziś należy uczyćmedycyny? – To, czego nam potrzeba, to dobrej rela- cji mistrz – uczeń. Ta więź – o ile jest opar- ta na zdrowych zasadach – jest zawsze korzystna i rozwijająca dla obu stron. My jednak zmuszeni jesteśmy do tego, aby kształcić jak najwięcej lekarzy, bo takie są niedobory na rynku pracy. W efekcie jeden asystent na oddziale zajmuje się sied- mioma studentami i oni niemają szans czuć się integralną częścią oddziału, ani zrozu- mieć, co tam tak naprawdę się dzieje. Marzę o takiej sytuacji, jaka zdarza się podczas praktykwakacyjnych, gdy dwóch lub trzech studentów pracuje na oddziale, pod opieką asystentów, jako integralna część zespołu lekarskiego. Widzą praktyczny wymiar tego, czego uczą się z książek, a jednocześnie uczestniczą w całym procesie diagnostycz- no-leczniczym pacjenta. Z drugiej strony staramy się wykształcić u studentów nawyk samokształcenia, bo lekarz całe życie musi się uczyć i rozwijać, nawet jeśli zdobędzie już wszystkie dyplomy i zda wszystkie egza- miny. – Pandemia wymusiła zdalne nauczanie medycyny. To chyba nieporozumienie? – To była konieczność i dlatego wprowadzi- liśmy nauczanie zdalne. Teraz sytuacja epi- demiologiczna pozwoliła i od października rozpoczęliśmy zajęcia i kształcenie przy łóż- ku pacjenta. Jak to długo potrwa, tego nie wiem, ale doświadczenie przy łóżku cho- rego jest studentom po prostu niezbędne. Jeśli względy sanitarne na to nie pozwolą, to albo trzeba będzie przedłużyć studia, albo nadrobić praktyczną ich część podczas stażówpodyplomowych. – Pisaliśmy na łamach Pro Medico kry- tycznie o modzie na testy po studiach medycznych, które przecież nie są w sta- nie sprawdzić całkowicie przygotowania do zawodu, ani stanu faktycznej wiedzy młodego lekarza... – Ale są formą obiektywnej weryfikacji wie- dzy. Oczywiście, błędem jest, jeśli student ograniczy się tylko do wiedzy testowej i będzie umiał tylko odpowiedzieć, który punkt w teście jest poprawny. To polegnie na kolejnym etapie, gdy przyjdzie mu zana- lizować konkretny przypadek i z kilku ście- żek diagnostycznych wybrać najlepszą albo wybrać inne rozwiązanie. Dlatego jestem zwolennikiem kombinowanego, dwueta- powego sprawdzania wiedzy medycznej. Najpierwza pomocą testów, a potemw roz- mowie z egzaminatorem. Stawianie tylko na jedną formę egzaminu byłoby powro- tem do dawnych czasów, gdy ocena zale- żała tylko od subiektywnego nastawienia egzaminatora, a z tym było, jak pan wie, różnie. – Ale po testach nie widać ani gotowo- ści do empatii, ani sumienia lekarskiego gotowego do poświęceń. To czy osta- tecznie przekreślamy wzorzec doktora Judyma? – Mnie ten Judym denerwował już 20 lat temu, bo to postać całkowicie odrealniona i stawianie go za wzór dla lekarzy było nie- porozumieniem. Bliżej mi do postaci dr. Ber- narda Rieux z „Dżumy” Alberta Camusa, bo ten mocno chodził po ziemi, a nie bujał w obłokach, marząc tylko o poświę- ceniu siebie innym. Cały czas też uważam, żewśród lekarzy, takżemłodych, jest bardzo dużo takich, którzy wiele zrobią bezintere- sownie, działają w fundacjach, ośrodkach pomocy, hospicjach, a to, że chcą w statu- sie materialnym i społecznym dorównać kolegomz krajówEuropy Zachodniej, to nic złego, ale wiem, że u nas droga do tego jest wciąż długa. – Czy władze uczelni wyciągnęły już wnioski z czerwcowej afery w mediach, dotyczącej niewłaściwych stosunków nauczycieli wobec studentów, a zwłasz- cza studentek SUM? – Pierwsze wnioski od razu wyciągnął mój poprzednik prof. Przemysław Jałowiec- ki. Mnie osobiście zaskoczyła skala tego wybuchu pretensji w social mediach. Przeanalizowaliśmy dokładnie te zarzuty. Do prokuratury skierowaliśmy te dotyczą- ce molestowania seksualnego i będą w tej sprawie śledztwa. Rzecznicy dyscyplinar- ni uczelni już prowadzą postępowania. Powołamy też Rzecznika Praw Studentów, który razem z władzami uczelni czuwać będzie, żeby taka sytuacja się nie powtó- Nawet jeśli zainstalujemy aplikację, wprowadzimy do niej dane i sztuczna inteligencja powie nam, jaka to choroba, to żadne urządze- nie nigdy nie zastąpi mózgu lekarza. Fot. Chroma Stock
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5