ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2020 nr 274
19 Pro Medico • listopad 2020 dr n. med. Ryszard Szozda biegłysądowy Oceniając bezpieczeństwo na drogach, Polska osiąga jeśli nie dno, to na pewno głębokie partie mułu. Mamy, wraz z Turcją, ponad 70 ofiar wypadków na milion mieszkańców. Absolwenci kursów prawa jazdy, wmojej ocenie, nie osiągają poziomu zielonego listka, lecz co najwyżej jego pąka. Odkrywają empirycznie długość drogi hamowania w deszczu przy pomocy własnej karoserii oraz przy- drożnych pni, lewoskręt jest dla nich wiedzą tajemną, a kierunkow- skaz służy im do radosnej iluminacji samochodu po (a nie przed) wykonaniu manewru zmiany pasa. Nic to jednak... oni wiedzą, że ostrożność nie musi być„szczególna”i test zdali, a ja nie. Za drugim razem chciałem być nauczycielem medycyny. Miałem bowiem zaszczyt być obecny przy tak znamienitym wydarzeniu, jak LEP (Lekarski Egzamin Państwowy). Po oddaniu testu, młodzi ludzie zapytali mnie: „Co jest najmniej charakterystycznym objawem zapa- lenia gardła?”. Wyszedłem chyba w ich oczach na dementa, bo mia- łemznaczny ogólny problemze zrozumieniem „o co biega?”. Zawsze uczyłem się, co jest charakterystycznym objawem choroby, a nie co nim nie jest. Zastanawiam się, czy można by np. rozważać, że naj- mniej charakterystycznymobjawem zawału jest świąd odbytu? Chociaż byłem wykładowcą farmakologii, nie pamiętałem dawki ibuprofenu zależnej od wieku dziecka (w życiu płodowym otrzy- małem od Stwórcy raczej procesor niż twardy dysk, więc do dzisiaj posiłkuje się farmindeksem), a ostateczny cios zadały mi kłębuszko- we zapalenia nerek i typy przeciwciał w nich występujące (będące w mojej ocenie raczej domeną nefrologów, ale mogę się mylić). Wypadłemwięc, delikatnie mówiąc, słabo... Jaką pokrętną logiką rządzą się te wszystkie testy? Niby egzaminu- ją, niby obiektywnie, ale wszyscy chyba czujemy, że jak w„krótkiej bajce o orkiestrze” – coś tu, panie, nie gra! Są to jakieś zgadywanki – wyliczanki. Wierzę bardziej w Lekarzy z powołania niż z (takiego) losowania. Medycyna potrzebuje Mistrzów, nie testów. Relacja Uczeń – Mistrz jest najlepszym, a może jedynym, sposobem poznawania i ocenia- nia posiadanej przez jej adeptów wiedzy. Uczmy więc kierowców jazdy samochodem, a lekarzy sztuki medycznej. Testy zostawmy natomiast do potwierdzania ciąży. Z PAMIĘTNIKA BIEGŁEGO SĄDOWEGO Pylica udawana Pylica jest w przewadze przypadków rozpoznawana po ponad 20 latach pracy w narażeniu na działanie pyłów zwłókniają- cych, czyli w przypadku np. górników już po zaprzestaniu pracy w kopalni – bowiem z wiedzy medycznej wynika, że pomi- mo zaprzestania pracy w narażeniu, zmiany„pylicze”w tkance płucnej albo zatrzymują się na określonym poziomie (nie- upoważniającym jeszcze do rozpoznania pylicy), albo postępują – i stąd rozpoznawalność u osób, które zakończyły pracę. Na podstawie rozpoznania postawionego w poradni chorób zawodowych Państwo- wy Powiatowy Inspektor Sanitarny stwier- dza chorobę zawodową – a decyzja taka, po nabraniu prawomocności, staje się niepodważalna i nie można jej już nigdy zmienić. Wiele osób uważa, że samo rozpoznanie i stwierdzenie choroby zawodowej powo- duje prawo do renty z tytułu choroby zawodowej i oburza się, gdy lekarze orze- kający w ZUS nie orzekają o prawie do ren- ty z tytułu choroby zawodowej. Problem jest szeroki. Tym niemniej chciałem przed- stawić taki przypadek. Był sobie emerytowany pracownik, u którego w wyniku pracy w narażeniu na ponadnormatywne zapylenie doszło do ujawnienia się zmian w płucach, pozwalających na rozpoznanie pylicy płuc. Nie palił nigdy papierosów (a przynajmniej tak deklarował). Nie stwierdzono u nie- go zaburzeń wentylacji, a zmiany pylicze występowały jedynie pod postacią zmian w rtg klatki piersiowej. Złożył stosowny wniosek do ZUS o przy- znanie prawa do renty z tytułu choroby zawodowej, a zarówno lekarz orzecznik, jak następnie komisja lekarska, odmó- wili wydania orzeczenia o niezdolności do pracy z tytułu choroby zawodowej, czyli po prostu prawa do renty. W odwo- łaniu do sądu napisał, że ZUS zanegował rozpoznanie i decyzję sanitarną, a nie miał do tego prawa i „renta mu się po prostu należy”. Sąd skierował ubezpieczonego do biegłego z zakresu medycyny pracy – czyli do mnie. Mężczyzna, poza otyłością, praktycznie nie miał żadnych odchyleń. W wywiadzie podał, że papierosy palił, ale obecnie jedy- nie „podpala” nie więcej niż 10 dziennie. Po zebraniuwywiadu i badaniu fizykalnym wykonałem badanie spirometryczne. Uzy- skane w pierwszym badaniu wyniki wska- zywały na to, że badany „jest na granicy śmierci” (wstrzymywał natężony wydech). Kolejne badania były „lepsze”, aż wreszcie mężczyzna, zmęczony wstrzymywaniem wydechu (badanie spirometryczne wyma- ga bardzo dużego wysiłku szczególnie w przypadku symulacji), wykonał pra- widłowo manewry, a wynik wskazywał, że parametry mają powyżej 100% normy. Badany wskazał jednak, że po ostatnim badaniu „poczuł pieczenie za mostkiem”. Po wykonaniu badania EKG stwierdziłem cechy świeżego zawału – wezwaliśmy karetkę – i mężczyzna został przewieziony do szpitala. Po pobycie szpitalnym opisy- wał moje poczynaniaw różnych publikato- rach wskazując, że biegły nie tylko „zabrał mu pylicę”, ale spowodował powstanie zawału serca i o mało nie doprowadził do zgonu. Oczywiście sprawa zakończyła się wyrokiem sądu oddalającym odwołanie od decyzji ZUS, stwierdzającej brak prawa do renty z tytułu choroby zawodowej. Piszę o tym dla przestrogi.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5