ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2021 nr 284
17 Pro Medico • listopad 2021 FELIETON Tęskniąc za prostym życiem Rafał Sołtysek członekPrezydium OkręgowejRadyLekarskiej Pierwszy miał 42 lata, roczne dziecko i alkoholową marskość wątroby. Drugi cierpiał na otyłość olbrzymią... Mówił, że „zajada stres”. Trzeci palił 60 na dzień, czwarty dostał zawału, bo praco- wał w „korpo” i go „wykopali”, piąty nie zadzwonił do mnie, tylko użył paska, bo kredyt był (za) duży, in vitro zawiodło, a drogówka dopełniła dzieła udanym pościgiem – miał 2,1 promila. Pią- ty, szósty... Stron by brakło. Przed oczami mam korowód moich pacjentów. Coraz częściej mam wrażenie, że leczę u nich głównie powikłania (stylu) życia... Jestem lekarzem ofiar cywilizacji. Już sama nazwa – „choroby cywiliza- cyjne” jest nieco niepokojąca... Blisko tu do nowego pojęcia – „cywilizacji cho- rób”. Otyłość, cukrzyca, alergie, wiele typów nowotworów, depresja, POCHP, anoreksja, bulimia i wiele innych, to wyso- ka cena za, podobno, wygodne życie. Tro- chę mnie to przeraża. Czy my aby od tego postępu nie powymieramy? Wydaje mi się, że w gabinecie przyjmuję już nie tyle chorych somatycznie, co ludzi samotnych, przerażonych i zagubionych we współczesnym świecie, który zdemolo- wał impsychikę, by potemwpędzić w inne zaburzenia. Zastanawiamy się w wiel- kich badaniach klinicznych, ile gramów leku należy dać choremu, by uratować go z opresji, ale mało uwagi poświęcamy pytaniu, dlaczego onw te kłopoty popadł? Może, dla przykładu, zamiast kardio-dia- betologii, należy tworzyć psycho-kar- dio-diabetologię i przynajmniej u części pacjentów sięgnąć do prawdziwych przy- czyn zachorowania? Ludzie palą, ćpają, piją, by zmniejszyć wszechobecny lęk... Jedzenie zamieniają wobżarstwo, azakupyw„shopping”,byzna- leźć ukojenie – ślad serotoniny. Zadłużają się na bajońskie kwoty, byle „mieć” i w tej nowej formie niewolnictwa zatracają osta- tecznie bliskich i siebie, pędząc w niekoń- czącym się wyścigu szczurów. Wypalają sobie oczy wszechobecnym smartfonem, który zabiera ich w świat wirtualny, gdzie mogą zapomnieć o tym realnym. Parafrazując Okudżawę: „Ach Panie Panowie, szczęścia nie ma w nas”... Nie sądzę, by organizm ludzki był w stanie wytrzymać takie przeciążenia. Od psyche do somatyki jest przecież tylko krok. Gdy dodamy do tego stanu inne zdobycze cywilizacji, jak na przykład technologie żywności (sprawiające, że z kilograma mięsa za pomocą soli i Bóg wie jakich sub- stancji otrzymujemy 2 kg wędliny), całko- wity brak wysiłku fizycznego, oddychanie mieszanką grzybów i bakterii w modnych, klimatyzowanych wnętrzach, mój podziw budzi fakt, że nie umieramy natychmiast, stojąc. Nie będziemy jak Immanuel Kant. Nie mamy już nieba gwiaździstego nad gło- wami. Zanieczyszczenie świetlne (wzrasta- jące w niektórych miejscach o 7% rocznie) sprawia, że nie widzimy gwiazd. Niemamy powietrza, bo zawiesiliśmy w nimpyły. Nie mamy wody – wystarczy spojrzeć na naszą Rawę. Nie mamy drzew, wyrąbanych pod deweloperkę (nie dalej niż tydzień temu, w dwa dni na katowickim Wełnowcu padło ich 200). Za tak dalece zmienione naturalne środowisko życia może przyj- dzie nam zapłacić bardzo wysoką cenę. Obserwuję, że w czasie rozmów z moimi pacjentami pojawia się jak mantra tęskno- ta za minimalizmem, prostszym życiem. Często spod dobrobytu materialnego wyziera wielki niedostatek emocjonalny – głód relacji z drugim człowiekiem. „Mogę ograniczyć cukier, odstawić alko- hol, tylko ciebie muszę zwiększyć”, jak napisał w swoimwierszu Robert Baranow- ski... Może tak powinna wyglądać prawdzi- wa profilaktyka zdrowotna? Może ludzie odstawią alkohol i cukier, gdy zaczną „sie- bie mieć”? Człowiek, bardziej niż miligramów „prylu” lub „ololu”, potrzebuje kilogramów miło- ści, przyjaźni i ciepła... Zwiększenia dawki drugiego człowieka. Fot. Chroma Stock
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5