ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2021 nr 284

21 Pro Medico • listopad 2021 AnnaWójtowicz Lekarzrodzinny Granice medycyny granicami przyzwoitości W kwietniu „badanie” to wykonała oso- ba o nieokreślonych kwalifikacjach, „po ukończonych licznych kursach”, ale na pewno niebędąca lekarzem. Polegało ono na trzymaniu w dłoni elektrody pod- łączonej przewodami do aparatury. Oso- ba badana oraz wykonująca procedurę mogły obserwować monitor. Kolejno na ekranie pojawiały się nazwy pierwiast- ków i wykresy barwne, rzekomo poka- zujące ich zawartość w poszczególnych narządach, w odniesieniu do zaznaczo- nej na skali normy. Dalsze barwne słupki, pokazujące się na ekranie, miały ilustro- wać poziom zanieczyszczenia tych narzą- dów, a nawet obecność w nich patoge- nów (pasożytów, grzybów, itp.). Największe wrażenie na chorej zrobił dru- gi etap procedury. Założono jej na gło- wę słuchawki podłączone do aparatu z monitorami. Na ekranie pojawił się zarys twarzoczaszki człowieka, zabarwiony róż- nymi kolorami. Pacjentka została poinfor- mowana, że to schemat jej głowy, a rdzeń przedłużony ma barwę szarą, co oznacza, że jest zanieczyszczony. Cały proceder trwał około dwóch godzin. Kosztował 200 złotych, na co chora otrzymała rachu- nek. Osoba wykonująca biorezonans magnetyczny zapisała imię pacjentki i jej „wyniki” odręcznie, na trzech arkuszach papieru A4, z tabelkami. Po jednej stro- nie diagramu figurują nazwy różnych narządów, zaś po drugiej krótkie, zapisa- ne długopisem, obserwacje ich rzekomej patologii. Zostały wręczone chorej bez podpisu osoby wykonującej, bez żadnej pieczątki, celem przedstawienia lekarzo- wi polecającemu tę procedurę. Relacja pacjentki i zapis wyników tej paramedycznej metody całkowicie mnie zaskoczyły. Prócz podobnej nazwy, nie ma ona oczywiście nic wspólnego z rezo- nansem magnetycznym, stosowanym w diagnostyce radiologicznej. Nie ma też uzasadnienia naukowego. Było mi przy- kro. Czułam się irracjonalnie współod- powiedzialna, jako lekarz, za niezgodne z naukową wiedzą zalecenie koleżanki po fachu. Na tych zapisanych, a niepodpisanych, rubrykach pacjentka – niezwiązana zawodowo z medycyną, a obdarzona wyobraźnią – czytała wiele razy, w odnie- sieniu do poszczególnych narządów: toksyny, pasożyty, możliwość pasożytów, możliwość przywry, możliwość drożdża- ków. Te sformuowania dla medycznie wyrobionego ucha brzmią tak nieściśle, jak efekt wróżenia z fusów. Jakie wnioski ma z nich wyciągnąć laik, przejęty sta- nem swego zdrowia? Jak lekarz odwróci te nieuprawnione naukowo sądy? Czy nie dość mamy stresów z prawdziwych rozpoznań? Niejasne jest dla mnie powiązanie lekar- ki z gabinetem „medycyny naturalnej”, wykonujacym biorezonans. Podejrze- wam trudność z zaakceptowaniem ograniczeń „normalnej” medycyny. Także niedostępność tradycyjnej diagnostyki może kusić do schodzenia na parame- dyczne ścieżki. Czy byłaby to ryzykow- na próba dotarcia, choćby alternatyw- ną drogą, do prawdy o patofizjologii, do leczenia przyczynowego? Niestety, to niebezpieczne próby. Jak pragnienie mitologicznego Ikara, aby nie tylko ode- rwać się od ziemi, ale wlecieć jak najbli- żej słońca. Oby, jak w micie o Ikarze, nie skończyło się to upadkiem, utratą zaufa- nia pacjenta i kolegów po fachu. Pani w wieku emerytalnym z Katowic leczyła się z nawrotowych zakażeń skóry i uczuleń pokar- mowych. W związku z przewlekłym charakterem dolegliwości, lekarka o specjalności zabiego- wej zaleciła jej wykonanie prywatnie biorezonansu magnetycznego, celem ustalenia przyczyny schorzenia. Fot. Chroma Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5