ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2021 nr 284

Pro Medico • listopad 2021 26 Medyczni fachmani Współczesnym okiem Joanna Andrzejewska radca prawny ŚIL Malkontenctwo to nasza narodowa kompetencja. Nie zdołały jej wyplenić ani skąpany w oparach absurdu PRL – choć wtedy skutecznie zastępowano go kpiną, ani – jak się okazuje – IV RP, w której opary tak zgęstniały, że trudno dostrzec jakiekolwiek kształty, znaczenia i sensy. Taką maziastą rzeczywistością łatwiej się zarządza; nie widać dróg, tym bardziej drogowskazów, a ludzie na kolanach pełzną, żeby tyl- ko jakoś gdzieś dotrzeć. Ale miałam nie marudzić. Nie tym razem! Bo przecież oto największa bolączka systemu opieki zdrowia została jednym błyskotliwym ruchem zażegnana! Będzie więcej doktorów – i to jakich! Po szkole zawodowej to będą dopiero fach- mani... Mój znajomy stolarz powtarza, że on zawsze da sobie radę, bo ma fach w rękach! Taki lekarz z dyplomem: musi iść na staż, potem praktykuje kilka lat pod okiem specjalisty, zanim stanie się samodzielny. Czy to nie strata czasu i pieniędzy nas wszystkich? Przecież ten naród zasługuje na doktorów dostępnych, przystęp- nych, jakichkolwiek! Wyobraźmy sobie nową rzeczywistość, gdzie rzesza uśmiech- niętych i wypoczętych doktorów wyrusza do każdej polskiej wsi i miasteczka nieść ulgę schorowanemu narodowi. Ostatnie bada- nia pokazały dobitnie, czego oczekuje polski pacjent od lekarza. Nie, nie wiedzy, kompetencji czy skuteczności. A empatii! Tak więc mamy bezprecedensową sytuację, bowiem spełnią się marzenia rodaków. Chory przyjdzie do doktora, zostanie wysłuchany, otoczony opie- ką, być może nawet wsparciem, bo słowa„wszystko będzie dobrze, zaraz pana wyślę do szpitala” zawsze dodają otuchy. W szpitalu pacjent zostanie rozpoznany jako wymagający leczenia i ktoś zawoła lekarza, który na leczeniu będzie się znał. I już! Po co te zgryźliwości i utyskiwania? Przecież dzisiaj nikogo nie dziwi, że gdy w karetce nie ma lekarza, to zespół zrobi ile może, a resztą zajmu- je się lekarz w szpitalu. Kiedy pani rodzi w placówce bardzo przy- jaznej mamie, kolorowej i pluszowej, a zaczynają się problemy, to mama jest odsyłana do szpitala, w którym poważne problemy ktoś umie rozwiązać. Czyż nie? A zatem ile korzyści nas czeka! Znikną problemy kadrowe, z powo- du których lekarze są niemili, a przybędzie doktorów, którzy będą mili. Dlaczego od razu zakładać, że nowy doktor będzie gorszy od lekarza z dyplomem? Ambroży Paré też nie miał dyplomu, a geniuszem był i człowiekiem renesansu się stał. A że jest ryzyko, że więcej osób nie dostanie szansy na zdrowie i życie – jakie to ma znaczenie? Liczy się, że jest decyzja i pozór działania. Kpiną się już nie obronimy, bo marazm zagłusza nawet chichot... kle zaopatrzony w narzędzia i kociołek wrzącego oleju, okazało się, że rannych było zbyt dużo i oleju po prostu zabrakło. Nie mając wyjścia, opatrywał rannych miksturą złożoną z olejku różanego, ter- pentyny i żółtek z kurzych jaj. Po kilku dniach, ku swojemu zdziwieniu, stwier- dził, że żołnierze, których ran nie polewał wrzącym olejem, są w lepszej kondycji niż pozostali. CHIRURG TOGI DŁUGIEJ Swoje doświadczenia i przede wszyst- kim spostrzeżenia spod Turynu, Paré opublikował drukiem w 1545 r., wywo- łując sensację i prowokując do dyskusji nad metodami leczenia. Opublikowane wyniki wpłynęły na radykalną zmianę leczenia ran postrzałowych. Nikomu nieznany Ambroży stał się sławny. Pomi- mo, że nigdy nie zdobył wykształcenia medycznego, w 1552 r. otrzymał nomi- nację na chirurga. Dwa lata później został honorowym członkiem Bractwa św. Kosmy i naczelnym chirurgiem Szpi- tala Hotel Dieu, w którym zaczynał swo- ją karierę! W styczniu 1562 r. Katarzyna Medycejska mianowała go nadwornym chirurgiem Karola IX. Błyskotliwa kariera „człowieka znikąd”była powodem otwar- tego konfliktu z członkami paryskiego wydziału lekarskiego. Z tego konfliktu, już pewny swojej wiedzy i pozycji, Paré wyszedł zwycięsko. Szczęście nie opuści- ło go także podczas Nocy św. Bartłomieja (Paré był hugenotą). Karol IX za wylecze- nie rany, jaką odniósł, uratował mu życie, zamykając go na klucz w królewskiej gar- derobie. DZIEŁAWSZYSTKIE Pomimo że nigdy nie nauczył się łaci- ny(!), Ambroży pozostawił potomnym wiele prac ilustrowanych własnymi rysunkami, pisanych wyłącznie po fran- cusku, aby chirurdzy niższego rzędu mieli dostęp do wiedzy. Wszystkie te publi- kacje, zebrane pod wspólnym tytułem Opera omnia, zostały wydane po łacinie w 1582 r., a w 1634 r. przetłumaczono je na angielski. Był pionierem w przepro- wadzaniu skomplikowanych amputacji kończyn, otwarcia i wyłuszczania sta- wów, tracheotomii, usunięcia przepuklin pachwinowych bez kastracji, plastyki uszkodzonej twarzy i podniebienia. Jako chirurg wojskowy, miał duże doświadcze- nie w leczeniu urazów małżowiny usznej i przewodu słuchowego zewnętrznego. Wykonał też operacyjne otwarcie wyrost- ka sutkowatego, aby zdrenować ropę. Nigdy natomiast nie wykonał cesarskiego cięcia na żywej kobiecie, pomimo że był autorem traktatu o położnictwie. Ambroży Paré przypomniał i upowszech- nił metodę podwiązywania naczyń krwionośnych podczas amputacji koń- czyn (zamiast przypalania rozgrzanym żelazem), do czego skonstruował spe- cjalne kleszcze w kształcie kruczego dzio- ba. Konstruował narzędzia chirurgiczne (zakrzywiony nóż amputacyjny), prote- zy i aparaty ortopedyczne. Wprowadził do medycyny m.in. zrobione ze zło- ta i srebra sztuczne zęby, a także protezy oczne z emaliowanego złota, srebra, por- celany i szkła. Ambroży Paré – uznany dzisiaj za ojca współczesnej chirurgii i patologii sądo- wej – zmarł w Paryżu 20 grudnia 1590 r. z przyczyn naturalnych.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5