ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2022 nr 294
1 Pro Medico • listopad 2022 Powiem wprost Quo vadis? Dr n. med. Tadeusz Urban prezes Okręgowej Rady Lekarskiej We wrześniu prezes Naczelnej Rady Lekarskiej rozesłał do Okrę- gowych Rad Lekarskich instrukcję, która miała sugerować aby lekarzom-absolwentom uczelni, które minister Czarnek otwiera w każdej większej miejscowości lokalizując w nich wydziały lekar- skie – nie przyznawać praw wykonywania zawodu, a powoływać komisje, które będą miały za zadanie ocenianie ich wykształcenia i przygotowania do wykonywania zawodu. List ten wzbudził wiel- kie zdziwienie ponieważ art.11 Ustawy o zawodach lekarza i leka- rza dentysty jasno mówi, że komisję oceniającą przygotowanie zawodowe lekarza można powoływać wyłącznie lekarzom, a więc nie na etapie przyznawania imprawa wykonywania zawodu. Wiele zastrzeżeń budzi też podejście do tematu na zasadzie odpowie- dzialności zbiorowej. Absolwenci szkół, które funkcjonują i mogą kształcić lekarzy, bo taką zgodę otrzymały, pojawią się na rynku pracy po 5-6 latach. Nie można bowiem wykluczyć, że te uczelnie, na które powołuje się prezes NRL, nawet jeśli aktualnie nie otrzy- mały pozytywnej oceny Komisji Akredytacyjnej i rozpoczynają edukację od kształcenia teoretycznego, tworząc zaplecze kliniczne, w przyszłości będą mogły taką akredytację uzyskać. To, że prezes NRL zwrócił się do nas z takim listem, to jeszcze nie jest wielkim problemem, ale ponieważ NIL stawia na nowoczesne media i komunikatory, tego typu listy znajdują się na ogólnodo- stępnymTwitterze i czytają je politycy oraz wszyscy obywatele. Dzisiaj usłyszałem, że minister Czarnek zapewniał, że nowe uczel- nie, które wystąpiły o przyznanie środków na utworzenie centrów symulacji, w których nauczana będzie część kliniczna, otrzymają na to fundusze, o ile Polska dostanie pieniądze z Unii Europejskiej. To temat, który wśród lekarzy, związanych z ideą samorządu, budzi niepokój ponieważ to, że zwiększy się liczba studentów na uczel- niach to dobrze, choć pewnie, że lepiej aby były to uczelnie, które mają już doświadczenia, ale pamiętajmy, że część naszych kole- żanek i kolegów z małych miejscowości nigdy nie marzyła i nie wierzyła, że w trakcie swej kariery zawodowej będą realizować się naukowo czy dydaktycznie i staną się pracownikami wydziałów lekarskich oraz będą nauczać przedmiotów klinicznych pracując w swoim powiatowym szpitalu. To, jaki będzie poziom wiedzy u absolwentów tych uczelni, zoba- czymy w przyszłości. Trzeba się temu przyglądać. Samorząd od początku był negatywnie nastawiony do otwierania wydziałów lekarskich przy każdej uczelni. Ale nie byliśmy wysłuchani. Rząd wiedział lepiej. Rząd ma swoją politykę, więc możemy mieć tylko nadzieję, że do czasu, kiedy pojawią się pierwsi absolwenci tych uczelni, powstaną klarowne, nie budzące kontrowersji przepisy regulujące ich funkcjonowanie. Ale na tym etapie wykluczone jest stosowanie art. 11 ustawy, bowiem sprowadziłoby się to do weryfi- kacji uczelni – jakakolwiek by ona nie była – podczas gdy izby lekar- skie nie do tego są powołane i dedykowane. Kontrowersji jest wiele. Poruszeni jesteśmy słowami preze- sa Kaczyńskiego o wysokości zarobków lekarzy, zestawionymi z zarzutem, że niekoniecznie dobrze wykonują oni swój zawód. To boli. Zwłaszcza po dwóch latach pandemii, gdy okrzykiwano nas bohaterami i niby doceniano nasze starania. Słowo„niby” to chyba dobre określenie, bo jak przyszło do realizacji dobrych zamierzeń reformy ochrony zdrowia, to znów okazało się, że nas próbuje się obarczyć odpowiedzialnością za braki i niedociągnięcia organiza- cyjne, a także niedofinansowanie ochrony zdrowia. Dziś musimy o tym głośno mówić i zwracać na to uwagę. Mamy jednak coraz mniej możliwości, aby wymieniać swoje poglądy. NRL ograniczyła delegatom na Krajowy Zjazd możliwość prezentacji własnych spostrzeżeń i przekazywania tego, co dzieje się w śro- dowisku delegatów. Po wyborach w Naczelnej Izbie Lekarskiej zli- kwidowano zamkniętą platformę internetową, na której delegaci mogli umieszczać własne teksty, mogli dyskutować, polemizować, a przede wszystkim przekazywać, jakie są nastroje w naszym śro- dowisku. Jeśli do tego wszystkiego dodamy plany całkowitej likwidacji wersji papierowej biuletynów ORL, a także Gazety Lekarskiej oraz zmniejszenia liczby wydawanych numerów w skali roku, to mam wrażenie, że zaczniemy coraz bardziej tracić możliwości przekazy- wania swoich obserwacji czy ważnych stanowisk, komentowania istotnych dla nas wydarzeń. Cyfryzacja tak, jest bardzo potrzebna, jak i elektronizacja, ale żadne szanujące się czasopismo nie przechodzi w całości i w pośpiechu na wersję elektroniczną. Dla części czytelników, którzy lubią oraz chcą otrzymywać wersję papierową musi być do niej dostęp. A ci, którzy nie chcą sięgać po papier mogą korzystać z wersji elektro- nicznej. My również wyszliśmy zgodnie z sugestiami zjazdów, żeby lekarze, którzy chcą zrezygnować z wersji papierowej mogli o to wystąpić i tak się dzieje. Ale wydaje się, że biuletyny regional- ne – i taki jest głos wielu prezesów ORL – będą wydawane w wersji papierowej niezależnie od tego czy przetrwa papierowa wersja Gazety Lekarskiej. Jeżeli będziemy musieli oddzielić się od Gazety Lekarskiej w sprawie kolportażu, pewnie to uczynimy, bo słyszę, że bardzo wiele osób artykułuje chęć pozostania przy dotychcza- sowej, tradycyjnej formie przekazu. Oj trochę smutno.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5