ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2022 nr 294

Pro Medico • listopad 2022 18 dr Marcin Gacek adiunktw InstytucieFilozofii iSocjologiiUniwersytetu PedagogicznegowKrakowie Kto lepszy? Empatyczny, ale mylący się w diagnozach konował, czy bezkompromisowy specjalista – gbur (by nie zostać posądzonym o seksizm, dobór odpowiednich feminatywów pozostawiam czy- telniczkom/czytelnikom). Wybór tylko z pozoru jest oczywisty. Trudna do zniesienia empatia Podziwiam wszystkich lekarzy, niejako z urzędu obcujących na co dzień ze śmier- cią, za to, że potrafią zachować zawodowy dystans, nie popadając przy tym w choro- bę psychiczną. Znaczenie tego problemu uświadomiła mi zabawna historia, gdy podczas uprawiania nordic walkingu, spo- tkałem sąsiadkę, emerytowaną pielęgniar- kę na oddziale onkologii. Po wymienieniu zdawkowych uprzejmości i stwierdzeniu oczywistej oczywistości, iż walczę z nadwa- gą, usłyszałem: „Proszę się nie odchudzać! Rak z pana wszystko wyciągnie”. Po tym prawym sierpowym, dostałem błyskawicz- ny wykład, którego problematykę można streścić w sentencji: gdy gruby schudnie, chudy umrze. Do dzisiaj z rozrzewnie- niem wspominam moment, gdy filigrano- wa, uśmiechnięta babcia, trajkocząc coś do wnuków, zostawiła mnie na ulicy z roz- dziawiona gębą i znokautowanego psy- chicznie. Traumę po tym spotkaniu noszę do dzisiaj w sposób widoczny. Nigdy nie pozbyłem się nadwagi (otyłości, precyzyj- niej rzecz ujmując). Jedyny serial o lekarzach, który oglądam, to angielska komedia pt. „Doktor Martin”. Jego bohaterem jest kiedyś doskonały chi- rurg, który, jak sam o sobie mówi, potrafił naprawić każde popsute ciało, domomentu w którymuświadomił sobie, że kroi nie mię- so, tylko żywego pacjenta, który dla kogoś jest kimś wyjątkowym. Od tego momen- tu nabawił się hemofobii. Koniec kariery. Trudno przeprowadzać operację, mdlejąc na widok krwi lub rzygając do otwartych wnętrzności pacjenta. Jako lekarz pierw- szego kontaktu wylądował na kornwalij- skiej prowincji. Tubylców określa mianem prymitywnych idiotów o tępych twarzach. Oni nie pozostają mu dłużni i, najdelikatniej to ujmując, określają go mianem nadętego dupka. Z czasem (choć go nigdy nie polu- bili, ba, nawet własna żona ma problem, by zaakceptować gburowatość męża) przekonują się do niego, bo jest diabelnie skuteczny w stawianiu diagnoz. Tyle fabuła. A rzeczywistość? Czy empatia przeszkadza w skuteczności? Kilka lat temu jeden z moich kolegów dowiedział się, że jest chory na nowotwór jelita grubego. Pojechał do znanego w Pol- sce onkologa, specjalisty w tym zakresie, który w krótkich żołnierskich słowach wyja- śnił mu, że pożyje jeszcze pół roku, a jeśli podda się leczeniu to dwa lata, przy czym chemioterapia zniszczy mu ważne organy m.in. nerki. Znajomy był tak wstrząśnięty, że opublikował relację z tej wizyty na swo- im facebookowym profilu publicznym (tylko dlatego ośmielam się o nim tutaj wspomnieć), pisząc, że nie zgadza się, by go traktowano jakby był systemem naczyń połączonych. Onkolog był wybitnym fachu- rą. Wybór terapii alternatywnych skończył się dokładnie tak, jak przewidział. Czy był skuteczny? Nie mnie osądzać. Znajoma zaszła w ciążę i wraz z partnerem, przyszłym tatusiem, zgłosiła się do gine- kologa położnika. Ponieważ jej starsza siostra pierwsze dziecko rodziła kilkana- ście godzin i skończyło się to lękiem przed kolejnym porodem na całe życie, zwróciła się do lekarza z prośbą o cesarskie cię- cie. Znany w okolicy specjalista ochrzanił ją, twierdząc, że ma dosyć straszących się wzajemnie na forach internetowych pierworódek, nakręcających spiralę bez- sensownych demonów strachu przed porodem i to on jest tutaj od podejmo- wania decyzji. Bez dwóch zdań miał rację. W efekcie ciężarna udała się do – poleco- nego przez znajomą lekarkę – innego spe- cjalisty. Ten zapewnił ją, że jeśli sobie tego życzy, to on zrobi, co pacjentka chce, ale z góry uprzedza, że przez cały okres ciąży, podczas każdej wizyty, będzie ją namawiał do porodu siłami natury, bo to dla niej jest najlepsze. Efekt? Uspokojona młoda kobieta z czasem dała się przekonać pełnej empatii perswazji i jest dzisiaj szczęśliwą mamą, sławiącą fachowość wspomnianego lekarza. Każdy sam musi stwierdzić, gdzie posta- wić granice empatii tak, by pozostać pro- fesjonalistą i nie przenosić problemów zawodowych na łono życia rodzinnego. Parafrazując starą konserwatywną zasadę, można powiedzieć: tyle empatii, ile to tyl- ko możliwe, tyle zawodowego dystansu, ile to konieczne. Fot. Chroma Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5