ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2024 nr 314
Pro Medico listopad 2024 21 FELIETON Bezsensowne dryfowanie Rafał Sołtysek wiceprezesOkręgowej RadyLekarskiej Od sierpnia piję jogurt, ale nie bez strat własnych. Unia nakazała mi, by zakrętka po odkręceniu była przytwierdzona do butelki. Mogę więc pijąc zatykać nią sobie lewe lub prawe oko, ewentualnie uba- brać nos i brodę. Dzieciom dziadostwo urywam, bo drapie, ale sam, w imię ekologii, szczycę się uma- zanym obliczem. Jestem ekoposłusznym obywatelem UE. W tym samym, co prawda, czasie, tonami zalewa nas azjatycki plastik pod każdą postacią, produkujemy potężne auta, by jedna osoba przeje- chała kilometr, ale mniejsza z tym. Idąc za ciosem zgłoszę połączenie na stałe lateksowego produktu Charlesa Goodyera z opakowaniem. Od dawna podejrzewałem, że władza nie pochodzi od Boga, gdyż „awansują ludzie niekompetentni, bo ci naprawdę utalen- towani byliby konkurencją dla zwierzchni- ków”. Nie widać w tym żadnej roli Opatrz- ności. Medycyna, żeby odczepić się od zakrętki, to dopiero przykład absurdów. Trudno pojąć, jak to jest (od lat) organizowane. Co gorsza, im dłużej człowiek wpatruje się w mechanizmy organizacji opieki zdro- wotnej, tymbardziej niczego sensownego tam nie widzi (zupełnie jak u Puchatka). Dla przykładu – stale nie ma na nią kasy. Ale są i tacy, co mówią, że ile by kasy dać, to i tak okaże się, że nie starcza. Taki pięciolatek zapytałby prosto – na co ta kasa się rozeszła? I byłby, moim zdaniem, Menedżerem Stulecia. Zoba- czyłby bowiem, że, gdyby przyrównać państwową opiekę zdrowotną do okrętu, to okazałoby się, że nie płynie. Obrósł on bowiem podwodnym świństwem, co go zrazu dostrzec trudno – pąklami, omułka- mi i zielenicami. Opór hydrodynamiczny jest olbrzymi. Paliwo się spala, a okręt ani drgnie. Na pokładzie ekipa ludzi pracuje w pocie czoła i w krokodylich łzach, ale z rejsu nici. Zobaczyłby, jak pąkle pseudo- informatyzacji oblepiły cały kadłub. Chcesz, człowieku, człowieka leczyć? Kup sobie komputer. Do tego program za milion i aktualizuj go za 30 tysięcy. A, i... dorzuć jeszcze co łaska, nie mniej jednak niż kilkadziesiąt „kawałków”, firmie „okien” – światowemu monopoliście, by ci maszynę do pisania – bo niczym innym nie są dla nas komputery – „zaktualizo- wał”. W efekcie pisałeś lekarzu zlecenia na kartce i zanosiłeś je do laboratorium czy pracowni RTG? Teraz dalej to robisz, tylko wydrukowane za miliony. Pąkle firm informatycznych monopolizują się, pod- nosząc ceny. Nie ma jednego programu rządowego i bezpłatnego do obsługi pań- stwowych placówek opieki zdrowotnej. Oto 100 szpitali kupuje w prywatnych firmach (firmie?) 100 licencji za milion. Kto bogatemu zabroni? Patrząc dalej, zobaczyłby zielenice złej organizacji opieki zdrowotnej, ciągną- ce się „brodą” za naszym okrętem. Oto ciężko porażeni ludzie leżą bez pomo- cy w domach – bo nie ma kasy – kolejki do szpitali rehabilitacyjnych są jak chiń- ski mur. W tym samym czasie czytam o zwiększeniu dopłat do sanatoriów, gdzie parkiety pełne są „ciężko chorych” kura- cjuszy (w POZ na pytanie, dlaczego chce pan/pani wniosek do sanatorium, częstą odpowiedzią jest –„bo jeszcze nie byłam”). Rehabilitujmy się na imprezach! Kto boga- temu zabroni? O głupawych kosztach pseudokonsultacji specjalistycznych, czyli kolejek po zaświad- czenie, że pacjent ma prawo do refundacji leków (a nie kolejek po leczenie specjali- styczne), już nie wspomnę. A te paskudne omułki farmakologii? Ciekawy facet Peter Amadio MD zadał 20 lat temu proste pyta- nie: „Dlaczego talidomid, lek starszy niż lekarze go wypisujący, zwiększył cenę czte- rokrotnie z 7,5$ na 30$, gdy okazało się, że jest powszechnie stosowany w terapii szpiczaka?” Czy efekt ten, pisze lekarz, nie jest związany z istnieniemmonopolu?” Można by policzyć, jaką Niagarą przepły- wają pieniądze do firm farmaceutycz- nych. A może opłacałoby się mieć, jak „za komuny”, jakąś państwową „farmę”, która po urzędowych cenach produkowa- łaby leki? Porostów też jest mnóstwo – stałe hospi- talizacjemarginesu społecznego po degu- stacji denaturatu, strach przed prawnika- mi, którzy nakazali nam już robić wszyst- kie badania u wszystkich, ze szczególnym naciskiem na tomografię głowy u każde- go alkoholika, po każdej butelce. I serwo- wać dobre bezpłatne szpitalne posiłki, gdy doskwiera kac. A kasa, jak jesienne klucze ptaków, ciągle leci. Jak tych porostów się pozbyć? Sięgnijmy do znawców żeglugi.„Dobre przygotowa- niepowierzchni kadłuba tokluczdo sukce- su. Podłożemusi być spoiste, wolne odpyłu, kurzu, zatłuszczeń i innych zanieczyszczeń.” (cyt. „Wiatr” Magazyn dla żeglarzy). Święte słowa. Nie można lepiej... podłoże musi być spoiste. Nasze nie jest. Brak bowiem pomy- słu i konsekwencji. Co jedni budują, inni po czterech latach burzą i znów brniemy wpiachu. Pył i kurzminionych epok – żądań darmochy dla nieodpowiedzialnych, któ- rym wszystko się należy, zalega warstwą. Utrzymanie tej fikcji to sprawa polityczna, by manipulować masami głosującymi. Naj- gorzej jest jednak z zatłuszczeniem. Tłuste koty to nie lada problem w zarządzaniu nienasyconym resortem, gdzie przepływają miliardy. Mam czasem takie marzenie, żeby rzucić się do wody wpław. Tylko w „batkach”. Aż mnie korci, żeby pościgać się z tymwielkim medycznym transantlantykiem, który tonie podwłasnym i porostów ciężarem.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5